Drużyna Winiarskiego przebiła mur i zapisała się w historii. Czarna passa potęgi trwa

Na trybunach Tauron Areny momentami aż trzęsło od mocnego dopingu podczas finału Pucharu Polski. Siatkarze Aluronu CMC Warty Zawiercie zagrali w ten weekend dwa świetne mecze, a nagrodą był pierwszy w historii triumf w tych rozgrywkach. Pokonali etatowego finalistę - Jastrzębski Węgiel - 3:1 (25:22, 20:25, 25:21, 25:20), który na ostatniej prostej nie sprostał wyczerpującemu maratonowi w tym tygodniu. I tym samym wydłużył czarną passę.

- Czego można się spodziewać w niedzielę? Na pewno meczu...(uśmiech). Wydaje mi się, że to będzie ciężka, męska siatkówka. To drugi dzień turnieju, obie drużyny są już trochę zmęczone, nie ma za dużo czasu na regenerację. To będzie trochę takie przebijanie muru. Kto go mocniej przebije, ten wygra - przewidywał po sobotnim awansie do finału PP przyjmujący Aluronu Bartosz Kwolek. Jego słowa w pełni się sprawdziły, to było naprawdę mocne męskie granie. Więcej mocy miała jego drużyna i to ona triumfowała.

Zobacz wideo Michał Winiarski o pucharze Polski: Jesteśmy zespołem niebezpiecznym na zagrywce Wybierz serwis

14 lat czekania i bolesny bilans. Aluron zastąpił Zaksę i ma patent na mistrza

To miała być edycja Pucharu Polski, podczas której jastrzębianie przełamią wreszcie niedolę. Marzeniem wielu klubów są osiągnięcia takie jak ich w tych rozgrywkach, ale oni w gablocie mają mnóstwo trofeów, a to za PP tylko jedno. I to sprzed 14 lat. A w finale wystąpili teraz po raz dziewiąty. W tegorocznej obsadzie krakowskiego turnieju nie było ich największej zmory - Zaksy Kędzierzyn-Koźle, która w decydującym meczu pokonała ich pięciokrotnie.

Ekipa trenera Marcelo Mendeza to mistrz Polski i lider tabeli w PlusLidze, który niedawno zapewnił sobie trzeci z rzędu występ w półfinale Ligi Mistrzów. Tyle że sęk właśnie w tym, że zrobiła to niedawno, bo w środę. Finał PP był więc trzecim spotkaniem o dużą stawkę w ciągu pięciu dni. W sobotnim półfinale z Bogdanką LUK nie grali bezbłędnie, ale w kluczowych momentach robili swoje.

Tyle że ich niedzielny rywal nie był - tak jak lublinianie - underdogiem. Co prawda zawiercianie po raz pierwszy awansowali do finału krajowego pucharu, ale to nie tylko czwarta drużyna poprzedniego sezonu, ale przede wszystkim obecny wicelider tabeli, który w grudniu pokonał jastrzębian 3:1.

Aluron w sobotę bez większych kłopotów odprawił Projekt Warszawa. Stołeczny zespół we wtorek zdobył Puchar Challenge i cztery dni później wyraźnie brakowało mu paliwa. A bombardujący na zagrywce i świetnie funkcjonujący w systemie blok-obrona zawiercianie nie dawali im nadmiernie marginesu na błąd i wygrali 3:0.

Najpierw nieskuteczny pościg, potem powrót po ciosie. Akcja za dwa punkty

Równie efektownie zaczęli niedzielny występ. Nakładali dużą presję na rywali i przyniosło to efekt w połowie seta. W dwóch ustawieniach odskoczyli na cztery punkty (13:9). Jastrzębianie próbowali wyrównać, ale jedyne co byli w stanie w tej partii zrobić, to zmniejszyć stratę co najwyżej do punktu. Bardzo ważna była bardzo długa wymiana przy stanie 20:22. Można byłoby wręcz powiedzieć, że warta była co najmniej dwa punkty. Trochę było w niej chaosu, ale i efektownych zagrań - zakończył ją autowym atakiem Rafał Szymura. Niewiele już zmieniła obrona dwóch piłek setowych. Jastrzębianie wyraźnie mieli problem ze skończeniem ataku - przy pozytywnym przyjęciu na poziomie 75 procent skończyli tylko 48 procent akcji. Drużyna Michała Winiarskiego przy 42 proc. pozytywnego przyjęcia miała 47 procent w ataku.

Mistrzowie Polski po pierwszym ciosie jednak nie padli. Od początku drugiej partii widać było u nich wielką motywację, by nawiązać skutecznie walkę. Po zdobywanych nieraz niełatwo punktach krzyczeli, jakby chcąc w ten sposób dodatkowo się zmotywować. Bardzo dobrze zaczął funkcjonować ich blok, którym pięciokrotnie zatrzymali przeciwników. Norbert Huber i Tomasz Fornal w charakterystyczny dla siebie sposób wyrażali radość - zderzając się klatkami piersiowymi i popychając. Przewaga jastrzębian rosła i rywale nie byli w stanie w żaden sposób tego zmienić.

Rekordowe trybuny. Zaciskanie zębów mistrza olimpijskiego nie wystarczyło

W pewnym momencie w trakcie meczu podano informację o rekordzie frekwencji. W Tauron Arenie spotkanie oglądało 13 935 widzów. Poprzedni najlepszy wynik ustanowiono rok temu, gdy na trybunach odnotowano 11 815 osób. W niedzielnym tłumie na pierwszy plan wybijały się kluby kibica obu ekip - oba liczne i bardzo żywiołowe. I co ciekawe, siedzące obok siebie. Osoby znajdujące się w pobliżu miały więc nieustanną dawkę głośnego dopingu. A także dodatkowe wrażenia - gdy cała ta liczna grupa zaczęła podskakiwać, to siedząc na sąsiadującej trybunie mimowolnie też się podskakiwało na krzesełku.

Przez ponad połowę trzeciej partii trudno było przewidzieć, która grupa będzie się cieszyła na jej koniec. Wtedy - nawiązując do wcześniejszych słów Kwolka - obie ekipy naprawdę mocno starały się przebijać głową ten mur. Tak było do stanu 17:17. Duży udział w wygranej zawiercian miał m.in. właśnie Kwolek. Kilka razy sprytnie przepchnął piłkę obiema rękami w stylu Aleksandra Śliwki, do tego dołożył potężne zagrywki. W końcówce Mendez dokonał podwójnej zmiany, dając tym samym nieco oddechu m.in. Benjaminowi Toniuttiemu. Doświadczony rozgrywający od kilku tygodni ma problemy z łydką, które znacząco utrudniają mu grę.

- Nie jest tajemnicą, że z moim zdrowiem nie jest idealnie, ale daję z siebie wszystko do końca tygodnia. Robię co mogę i zobaczymy. Postaram się zrobić wszystko, by puchar znów trafił do Jastrzębia - mówił Francuz w sobotę na antenie Polsatu Sport.

Rzeczywiście zaciskał zęby i robił co mógł. Jego koledzy też próbowali przebijać dalej ten mur. W pierwszej części czwartego seta odrobili jeszcze czteropunktową stratę, ale przewaga Aluronu coraz bardziej się zarysowywała. Jego zawodnicy znów skutecznie zatrzymywali ataki jastrzębian, a sami wykorzystywali swoje szanse. W części trybun, gdzie siedzieli ich sympatycy, feta trwała już na dobrych kilka minut przed ostatnią piłką.

Potem była już euforia na boisku po jednej stronie i smutek po drugiej. Zawiercianie po chwili ruszyli do kibiców i z nimi celebrowali sukces. MVP wybrano środkowego Mariusza Zniszczoła, który zdobył 13 punktów, w tym sześć blokiem. Przed Aluronem feta, a jastrzębianom pozostaje czekać kolejny rok, by poprawić bolesny bilans 1-8.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.