Brutalnie rozwiali nadzieje debiutanta. Polski gigant nie miał litości

Siatkarze Jastrzębskiego Węgla bezlitośnie obeszli się z Bogdanką LUK Lublin w półfinale Pucharu Polski. Rywale próbowali i stawiali opór, ale mistrzowie Polski w kluczowych momentach wyprowadzali zbyt mocne ciosy i brutalnie rozwiali nadzieje debiutanta. Wygrali 3:0 (25:21, 25:23, 25:18). Ekipa ze Śląska jest o krok od długo wyczekiwanego triumfu, które pozwoli jej poprawić przykrą statystykę.

Po jednej stronie drużyna, która w ostatnich latach regularnie zgarnia trofea i występuje w finałach krajowych rozgrywek ligowych oraz pucharowych, a po drugiej zespół, który jeszcze nigdy nie grał w play off-ach w PlusLidze i zadebiutował teraz w turnieju finałowym Pucharu Polski. Wiadomo więc było, kto w tej parze może uchodzić za Goliata, a kto za Dawida. Goliat był górą, choć miał prawo mieć zadyszkę.

Zobacz wideo Tomasz Fornal: Jak wygramy puchar, to mogę nawet tęczę zrobić z włosów

Gdy drużyny te spotkały się na początku grudnia w lidze, to mistrzowie Polski urządzili sobie w Lublinie strzelaninę. Tylko w jednym z trzech setów gospodarze przekroczyli granicę 20 punktów, w dwóch pozostałych nie byli w stanie dobrnąć nawet do 15. Półfinał PP zakończył się takim samym wynikiem, choć rywalizacja była znacznie bardziej wyrównana. Tyle że niczego to finalnie nie zmieniło. 

Jastrzębianie mają wielką chrapkę na PP. W tej edycji turnieju finałowego nie ma zmagającej się w ostatnich miesiącach z kryzysem Zaksy Kędzierzyn-Koźle, która w ostatnich latach miała patent na to trofeum. A obecni mistrzowie Polski w finale byli wcześniej aż osiem razy, ale tylko jeden zakończył się ich zwycięstwem. Od tego momentu minęło już 14 lat i z każdą kolejną edycją widać jak bardzo rośnie u nich niedosyt z tym związany. 

Tyle że teraz okoliczności były dla nich trudne - w sobotę po raz drugi w ciągu czterech dni grali spotkanie o dużą stawkę. W środę w popisowym stylu przypieczętowali bowiem awans do półfinału Ligi Mistrzów. Trener Marcelo Mendez przed weekendową rywalizacją w Krakowie mówił, że trzeba wtedy powtórzyć występ z rewanżowego spotkania z Piacenzą. Tylko nie było takie oczywiste, czy jego zawodnicy będą w stanie znów zagrać na takiej intensywności.

Lublinianie z kolei mieli czas na spokojne przygotowania do tego meczu. A dodatkowo nie spoczywała na nich żadna presja. W ich przypadku już sam historyczny awans do turnieju finałowego PP był sukcesem, a odnieśli go po niespodziewanym wyeliminowaniu Asseco Resovii Rzeszów.

- Gdy w pierwszym sezonie istnienia klubu rywalizowaliśmy w półfinałach III ligi, to graliśmy same długie mecze, ale my z Krzyśkiem cały czas byliśmy w świetnych humorach. Do tego stopnia, że zawodnicy dziwnie na nas patrzyli (śmiech). Powiedzieliśmy im wtedy: "Panowie, mamy za darmo halę i gramy ile się da". Tak samo żartobliwie można powiedzieć teraz pod kątem PP - mamy za darmo halę w Krakowie i gramy ile się da. Na nas, z całej tej czwórki, spoczywa najmniejsza presja. Ale na pewno nie jest tak, że przyjechaliśmy tylko po to, by odwiedzić Kraków. Ambicji nam nie brakuje, a co będzie, to zobaczymy - mówił Sport.pl przed weekendową rywalizacją wiceprezes drużyny z Lublina Maciej Krzaczek.

Klubowi, który istnieje od zaledwie 10 lat, nie można odmówić walki. I choć starali się dotrzymywać kroku faworytowi, to ten w kluczowych momentach nokautował. Pierwsze kilka akcji sugerować mogło, że jastrzębianie mogą mieć kłopoty. Mieli spore problemy z dokładnym przyjęciem zagrywki Jana Nowakowskiego, a co za tym idzie ze skutecznym zakończeniem akcji. Zaczęło się więc od wyniku 0:3 stopniowo wracali na właściwe tory. Odrobili straty przy wyniku 7:7, a w odskoczeniu pomogły im asy serwisowe Jurija Gladyra. Doświadczony środkowy zaliczył ich w tej partii trzy. Faworyci poczuli się pewnie i bezpieczną kilkupunktową przewagę utrzymali do końca. A rywale pomogli im nieco błędami. 

W drugiej odsłonie lublinianie byli jeszcze bliżej szczęścia. Prowadzili 18:16, ale końcówka należała do bardziej doświadczonych i utytułowanych jastrzębian. A tym, który zadał decydujące ciosy tym razem był atakujący Jean Patry. Ale nie był osamotniony - na skrzydle wspierał go Tomasz Fornal, a na środku nie zawodził Norbert Huber. Swoje robił też rozgrywający Benjamin Toniutti, który od kilku tygodni zmaga się z kontuzją łydki.

Przegranie dwóch wyrównanych partii wyraźnie sprawiło, że mistrzowie kraju złapali wiatr w żagle, a ekipa z Lublina nieco się podłamała. Tym razem ta druga kilak razy jeszcze próbowała szarpać, ale nieskutecznie.

Siatkarze obu ekip nie zdążą za bardzo zatęsknić za swoimi pojedynkami. Zmierzą się ponownie już za pięć dni, w rundzie rewanżowej PlusLigi. Jastrzębianie zaś czekają na wyłonienie finałowego rywala, z którym zmierzą się w niedzielę. Będzie to Projekt Warszawa lub Aluron CMC Zawiercie.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.