Jastrzębski Węgiel w półfinale Ligi Mistrzów! Wielki show

Znakomity rewanż Jastrzębskiego Węgla na włoskiej Piacenzie w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Choć w pierwszym meczu lepsi w pięciu setach byli rywale, to zawodnicy Marcelo Mendeza u siebie zagrali znakomicie i pokonali ich aż 3:0 (25:22, 26:24, 25:21). Dzięki temu już szósty sezon z rzędu co najmniej jedna polska drużyna zagra w półfinale tych rozgrywek.

W pierwszym spotkaniu Jastrzębski Węgiel przegrał z Włochami po tie-breaku i bardzo brzydkim siatkarsko meczu. Próżno było tam szukać jakości na miarę walki w kluczowych meczach europejskich pucharów. Do rewanżu Polacy musieli podejść tak, jakby ten mecz się nie wydarzył. Kluczowe było zwycięstwo - tylko w ten sposób mogli pozostać w walce (w przypadku wygranej 3:2 graliby złotego seta) lub bezpośrednio awansować do półfinału Ligi Mistrzów (dzięki zwycięstwu w trzech lub czterech partiach).

Zobacz wideo To on uczy polskich skoczków latać. Oto jak pracuje

64 procent w ataku i pewność siebie. Tak jastrzębianie weszli w drugie ćwierćfinałowe starcie

Jastrzębianie bardzo dobrze weszli w mecz. Choć do połowy seta było dość wyrównanie, to czuło się, że Polacy wyglądają na spokojnych, jakby mieli grę pod kontrolą. Wyszli wyraźnie przed Włochów dopiero przy trzypunktowej serii od stanu 19:17. Mieli odpowiednią przewagę, żeby nawet z delikatnymi problemami doprowadzić tę partię do końca i ostatecznie wygrać 25:22. W kończącej akcji Jurij Gladyr mocno wbił piłkę w parkiet obok Robertlandy'ego Simona. Kubańczyk nawet nie zdążył zareagować i tylko westchnął.

Zawodnicy Piacenzy, choć wciąż z przewagą korzystnego wyniku po pierwszym spotkaniu ćwierćfinału, zaczęli tracić pewność siebie. Tę coraz bardziej zyskiwali za to siatkarze Jastrzębskiego Węgla. Potwierdzało to 64 procent skuteczności w ataku - najsilniejszymi punktami byli grający twardo Tomasz Fornal i Jean Patry, dobrze funkcjonowali też środkowi, którzy nie skończyli tylko jednej piłki. Nieco gorzej wyglądał Rafał Szymura. Rywale pomagali zagrywką, którą nie potrafili stworzyć większego zagrożenia Polakom.

Opanowali kłopoty i wyrwali wygraną w drugim secie. Wielkie show Jastrzębskiego

Z początkiem drugiego seta po polskiej stronie pojawiło się sporo kłopotów - głównie z przyjęciem i błędami na zagrywce. To doprowadziło do nawet czterech punktów przewagi Piacenzy (13:9). Jednak także Włochów szybko dotknęły problemy - coraz częściej się myli, jastrzębianie ofiarnie grali w obronie i wyrównali stan seta (16:16). Kontrola nad grą została minimalnie po stronie drużyny z Serie A - tam szalał Yuri Romano, u zawodników Jastrzębskiego Węgla nakręcał się za to Tomasz Fornal. Po każdym udanym ataku, czy bloku krzyczał i gestykulował w kierunku kolegów i trybun. To on odesłał do kwadratu Yoandy'ego Leala, jedną z gwiazd Piacenzy.

Nieźle zastąpił go Francesco Recine, a dalej w znakomitej formie w ataku pozostawał Romano - wydawało się, że Piacenza przed końcówką będzie nieco z przodu. Jednak zawodnicy Marcelo Mendeza odpowiadali: sporą aktywnością niemal wszędzie na boisku Fornal, skuteczny w ataku i na zagrywce Patry. Włosi szukali szans mocną zagrywką, Polacy rewanżowali się znakomitą grą w obronie. Drużyna Andrei Anastasiego nie wykorzystała pierwszej piłki setowej i doszło do gry na przewagi. W niej w kapitalny sposób wygraną w secie wyrwali jastrzębianie - najpierw rywali efektownie zablokował Norbert Huber, a następnie asa załadował Włochom Jurij Gladyr. Wynik 26:24 oznaczał, że jastrzębianie byli już tylko o seta od wygranej i awansu do półfinału.

Jastrzębski Węgiel złamał Piacenzę. Nie dał się Włochom walczącym o życie

I wyglądało to tak, jakby Jastrzębski Węgiel wygraną w drugiej partii złamał Piacenzę. Od stanu 3:3 zdobyli cztery punkty z rzędu i zdecydowanie odjechali Włochom. Potem zaczęli wręcz dominować: doszli do sześciopunktowej przewagi (10:4), którą tylko utrzymywali. I ta drużyna nie miała jednego bohatera. Fenomenalnie grał przede wszystkim Jean Patry, który imponował spokojem w kolejnych piłkach w ataku, zachwycali Fornal, Huber, czy Popiwczak, ale w końcówce przydawał i Rafał Szymura, który wcześniej wyglądał nieco słabiej, choć świetnie odnalazł się np. w atakach z drugiej linii.

Piacenza znalazła się pod ścianą. Musieli ryzykować, a grali zbyt słabo, żeby to im się w pełni udawało. Tym samym tracili kolejne punkty, co Polacy tylko umiejętnie wykorzystywali. Na koniec Włosi odrobili kilka punktów i widać było, że jastrzębianom brakuje nieco koncentracji i konsekwencji. Siatkarze Piacenzy doprowadzili do wyniku 15:20, dostali łyk powietrza. Niestety nie ostatni. Chwilę później kolejną serią punktową rywale zmniejszyli tę stratę do zaledwie dwóch punktów. Nie pomogła przerwa Marcelo Mendeza, bo po ataku ze środka Robertlandy'ego Simona było już tylko 20:21.

Kolejne akcje należały jednak do Polaków. Nie dali się walczącym o życie Włochom. Po bloku uderzył Tomasz Fornal, potem w ataku pomylił się Ricardo Lucarelli, a piłkę meczową Fornal zapewnił Jastrzębskiemu po asie na Lucarellim. Pierwszej nie udało się wykorzystać, ale kolejna po skutecznym zagraniu Norberta Hubera już dała wygraną. Wynik 25:21 w trzeciej partii i 3:0 w całym meczu pozwolił jastrzębianom także awansować do półfinału Ligi Mistrzów - trzeci raz z rzędu dla tego klubu. Potem była już tylko radość: na boisku i na pełnych trybunach hali w Jastrzębiu-Zdroju.

Szósty sezon z rzędu z polskim klubem w półfinale LM. Jastrzębski znów zagra o szansę na wielki sukces

To był ekspres: jastrzębianie odwrócili losy dwumeczu i weszli do najlepszej czwórki w Europie w godzinę i trzydzieści minut. Nic sobie nie zrobili z porażki w pierwszym ćwierćfinałowym spotkaniu i ograli Piacenzę. Oczywiście, były momenty nieco słabszej gry Włochów i problemów zawodników Marcelo Mendeza. Jednak to oni, a nie Piacenza, lepiej je wytrzymali i przekuli chwile kryzysu na momenty, w których ich poziom pozwolił na kluczowe zwycięstwo w drodze do walki o kolejny finał Ligi Mistrzów - miejsce, do którego dotarli już rok temu. Wtedy jednak przegrali i teraz z pewnością mieliby apetyt na odbicie sobie tamtej porażki.

To już szósty sezon z rzędu, gdy polska siatkówka ma co najmniej jeden zespół w półfinale najważniejszych europejskich rozgrywek. To nie najdłuższa seria w historii - od 2010 do 2018 roku działo się to aż siedmiokrotnie. Jednocześnie potwierdza ona, że polskie kluby z czołówki europejskiej i światowej siatkówki na razie się nie ruszają. Jastrzębianie pozostają w grze o trofeum, które rok temu przegrali w polskim finale przeciwko Grupą Azoty ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle. Tym razem osamotnieni, ale cały czas ze sporymi szansami na wielki sukces. Poza tym już wejście do półfinału LM w pewnym stopniu nim jest. Teraz niech zawodnicy się cieszą, a następnie przygotowują do turnieju finałowego Pucharu Polski i półfinałowego dwumeczu z Ziraatem Bankasi Ankara. To Turcy będą rywalami mistrzów Polski w drodze po finał rozgrywek.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.