Znakomity mecz polskiej ekipy. Finał europejskiego pucharu na wyciągnięcie ręki [WIDEO]

Asseco Resovia Rzeszów zrobiła wielki krok w kierunku finału Pucharu CEV. W środowy wieczór siatkarze Giampaolo Medeiego dość pewnie pokonali Fenerbahce Stambuł. Choć w pierwszy dwóch setach nie dali rywalom żadnych szans, triumfując 25:12 i 25:17, to w trzeciej partii w ich grę wdała się nerwowość i dekoncentracja. Finalnie przegrali ją do 22. W czwartej odsłonie spotkania udało im się dopełnić dzieła.

Asseco Resovia Rzeszów nie miała łatwiej przeprawy w ćwierćfinale Pucharu CEV. Choć w pierwszym meczu pewnie pokonała 3:0 Wartę Zawiercie, to już w rewanżu przegrała w takim samym stosunku i o awansie zadecydował tzw. złoty set. W nim silniejsza była ekipa Giampaolo Medeiego. W półfinale na polską drużynę czekało kolejne trudne wyzwanie. Jej rywalem było tureckie Fenerbahce Stambuł.

Zobacz wideo "To najlepszy moment w historii klubu". Marcin Komenda po wygranej ze Ślepskiem Malow Suwałki

Asseco Resovia Rzeszów o krok od finału Pucharu CEV. Pierwsze dwie partie to popis polskiej drużyny

Oba zespoły mierzyły się już ze sobą w przeszłości w tych rozgrywkach. W 2012 roku górą była rzeszowska ekipa - 2:1. Kibice wierzyli, że teraz historia znów się powtórzy. I siatkarze Madeiego zrobili już pierwszy krok, by tak właśnie się stało.

Początek środowego starcia należał do drużyny z PlusLigi. Szybko zbudowała sobie bezpieczną przewagę - napierw wynosiła ona dwa, trzy punkty, ale w miarę upływu seta tylko rosła. Zawodnicy Asseco Resovii znakomicie kontrolowali przeciwników. Dobrze spisywał się przede wszystkim Karol Kłos, który do skutecznych ataków dokładał punktowe serwisy. Imponował też Boyer. I tak polska ekipa niemal zmiażdżyła Fenerbahce, wygrywając tę partię aż 25:12. 

Jak można było się spodziewać, rzeszowski zespół poszedł za ciosem. Już na początku drugiej odsłony starcia zbudował sobie solidną, około sześciopunktową przewagę (12:6). I choć rywale próbowali niwelować stratę, zdobywając trzy punkty z rzędu, to na niewiele się to zdało. Już chwilę później siatkarze Madeiego znów dołożyli skuteczne ataki, a także bloki i wygrali 25:17. 

Nerwowo w trzecim secie. O losach spotkania zadecydowała czwarta partia. Asseco Resovia górą!

Wydawało się, że już w trzeciej partii rzeszowski zespół dopełni formalności. Tak się finalnie nie stało, co zaskoczyło kibiców. Gra od początku była wyrównana, a Fenerbahce było w stanie skutecznie kontrować i nie pozwoliło polskiej drużynie zbudować przewagi. Co więcej, to właśnie turecka ekipa przejęła inicjatywę i wyszła na prowadzenie. Niemal do połowy seta gra toczyła się punkt za punkt. Później rzeszowianie zaliczyli moment dekoncentracji, z czego bez skrupułów skorzystali rywale. 

Zbudowali sobie nawet pięciopunktową przewagę. Siatkarze Madeiego tylko minimalnie ją zniwelowali i ostatecznie przegrali 22:25. Wydawało się, że turecki zespół poczuł krew, bo już chwilę później kapitalnie rozpoczął czwartą partię. Prowadził 4:1 czy 7:3, ale szybko stracił tę zaliczkę. Rzeszowianie zabrali się do pracy, zaliczyli siedmiopunktową serię i to oni wyszli na prowadzenie (10:7), którego nie oddali do końca. Choć w ostatnich minutach było dość nerwowo, to finalnie Asseco Resovia triumfowała 25:21 i w całym meczu 3:1, robiąc wielki krok w stronę finału Pucharu CEV.

Asseco Resovia Rzeszów - Fenerbahce Stambuł 3:1 (25:12, 25:17, 22:25, 25:21)

Najlepszym zawodnikiem spotkania został wybrany Stephen Boyer, który imponował tego dnia i zdobył aż 22 punkty. Kibice mają nadzieję, że siatkarz zaprezentuje taką formę także 29 lutego. Tego dnia odbędzie się spotkanie rewanżowe. Początek o godzinie 17:00. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.