Przykra seria polskiej siatkówki. Potęga tylko postraszona. Zakończenie brutalne

Jakub Balcerski
ŁKS Commercecon powalczył, ale przegrał w Łodzi z Vero Volley Milano w pierwszym meczu ćwierćfinałowym Ligi Mistrzyń 1:3 (18:25, 25:14, 18:25, 14:25). To była różnica klas i chociaż łodzianki miały w tym meczu pozytywne momenty, choćby wygrany wysoko drugi set, to szanse na awans do półfinału w Mediolanie będą niewielkie.

Na zwycięstwo polskiego klubu z włoskim w Lidze Mistrzyń czekamy od trzech lat. 4 lutego 2021 roku Developres Rzeszów wygrał 3:1 z Savino Dal Bene Scandicci, a potem rozpoczęła się seria siedmiu porażek przeciwko Włoszkom. Niestety, we wtorek ŁKS Commercecon tej przykrej serii nie przerwał.

Zobacz wideo Gwiazdy sportu oszalały za padlem

ŁKS zagrał historyczny mecz. Ćwierćfinał Ligi Mistrzyń łodzianki rozpoczęły jednak słabo

Łodzianki awansowały do ćwierćfinału Ligi Mistrzyń po raz pierwszy w historii klubu. Zrobiły to w dobrym stylu - wygrywając grupę E z Prometejem Dnipro z Ukrainy, francuskim Volero Le Cannet i CS Volei Alba Blaj. Były jej faworytkami i można było się spodziewać, że awansują do play-offów w jeszcze lepszym stylu, ale swoje zadanie wykonały.

Liga Mistrzyń przez lata była wizytówką obecnych mistrzyń Polski, których kibicami i dopingiem zachwycano się także za granicą. Podczas najważniejszego meczu ŁKS-u w tych rozgrywkach trybuny Łódź Sport Areny nie były może zapełnione do tego stopnia, co podczas pierwszych spotkań w Europie cztery lata temu, ale większość obiektu była w biało-czerwono-białych barwach.

Zaczęło się jednak nie najlepiej dla ŁKS-u. Zawodniczki trenera Alessandro Chiappiniego były w stanie utrzymać tempo gry rywalek z Milano tylko przez pierwszą część seta. Potem, od stanu 9:9 Włoszki zbudowały aż sześciopunktową przewagę. Łodziankom kulało przyjęcie i popełniały proste błędy w ataku. Jedynym pozytywnym akcentem był powrót na boisko Zuzanny Góreckiej. Przyjmująca ŁKS-u i reprezentantka Polski wróciła do gry po poważnej kontuzji kolana i dała dobrą zmianę. Nawet taki impuls nie był jednak w stanie pomóc ŁKS-owi doścignąć rywalki w dalszej części partii otwierającej spotkanie.  Zawodniczki polskiej drużyny były w stanie zbliżyć się do klubu z Mediolanu tylko na trzy punkty. Ostatecznie przegrały 18:25.

ŁKS najpierw postraszyły włoską potęgę, ale potem przyszło brutalne zakończenie

Po zmianie stron o wiele więcej energii było jednak po stronie klubu z Łodzi. Przez całego seta nie dały Włoszkom choćby na chwilę objąć prowadzenia. Po dość wyrównanym początku potem uciekły im najpierw na cztery (10:6), a potem sześć punktów (15:9). Siatkarki Vero Volley Milano z jedną z najlepszych atakujących na świecie, Paolą Egonu, chwilami nie wiedziały, co się działo. Były zaskakiwane zagrywką, miały problemy z atakami Valentiny Diouf, włoskiej twarzy po stronie łodzianek. Widać było także, że po dobrym otwarciu spotkania zaczęło się pojawiać u nich zmęczenie: w końcu jeszcze w niedzielne popołudnie grały w finale Pucharu Włoch, który przegrały z Imoco Volley Conegliano dopiero po tie-breaku. Drugiego seta przegrały aż 14:25, zupełnie niespodziewanie.

To nie był jednak prawdziwy obraz tego spotkania, a zawodniczki Chiappiniego tylko postraszyły Włoszki. Te chwilami nie prezentowały swojej najwyższej jakości, ale ogółem grały o wiele lepiej od ŁKS-u. Od trzeciej partii właściwie nie dały już szans swoim rywalkom. W trzeciej partii szybko wyszły na pięciopunktowe prowadzenie (5:10) i najpierw utrzymywały się trzy-cztery punkty przed łodziankami, a następnie jeszcze ten dystans powiększyły. Skończyło się na siedmiu punktach różnicy i takim samym wyniku jak w pierwszym secie - 18:25 dla Milano. W ostatniej partii już na samym początku seta doszło do pogromu: Włoszki prowadziły 8:1 i wiadomo było, że jeśli nie wpadną w spiralę głupich błędów, to będą w stanie zakończyć tego seta i spotkanie zwycięsko. Finalnie udało im się ograć drużynę Alessandro Chiappiniego aż do 14, niejako rewanżując się za wynik z drugiego seta spotkania. Mecz brutalnie zakończył efektowny atak po prostej Paoli Egonu, który tylko potwierdził klasę jej i drużyny z Mediolanu.

Włoska potęga nie była w zasięgu łodzianek. Jeden wygrany set - wykorzystana szansa przy słabszej grze Milano - cieszy, ale nie jest przesłanką, że ŁKS ma w rewanżu wciąż spore możliwości, żeby znaleźć się w najlepszej czwórce tego sezonu w Lidze Mistrzyń. Nie da się im odmówić walki i zaangażowania, można się cieszyć, że "Łódzkie Wiewióry" weszły do ćwierćfinału rozgrywek, bo to historyczny wynik. Jednak w czwartek 29 lutego łodzianki, choć pewnie dalej będą motywować się do walki i nie odpuszczą tego spotkania, realnie polecą po Włoch po doświadczenie i cieszyć się siatkówką. O wyrównaną rywalizację będzie tam bardzo ciężko. Polskiej siatkówce kobiecej do ścisłej europejskiej czołówki wciąż brakuje i mecz w Łodzi dobrze to pokazał.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.