Sceny w polskim meczu w europejskich pucharach! Bieniek wpadł w furię

Mateusz Bieniek uderzał ze złością w sędziowski słupek i krzyczał, jego koledzy z drużyny łapali się za głowy, a zdenerwowany trener Michał Winiarski aż wszedł na boisko. Błąd arbitra prowadzącego pierwszy mecz ćwierćfinału Pucharu CEV Aluronu CMS Warty Zawiercie z Asseco Resovią w Rzeszowie mocno wzburzył drużynę gości, a najbardziej środkowego reprezentacji Polski.

Siatkarze Asseco Resovii i Aluronu CMS Warty w maju ubiegłego roku stoczyli długi i zacięty bój o brązowy medal mistrzostw Polski. Wygrała 3-2 drużyna z Rzeszowa, która dzięki temu zapewniła sobie występ w Lidze Mistrzów w obecnym sezonie. Nie zdołała awansować do fazy pucharowej tych prestiżowych rozgrywek, ale w ramach nagrody pocieszenia trafiła do ćwierćfinału Pucharu CEV, za rywala mając zespół z Zawiercia. Pierwsze z dwóch spotkań okazało się zaskakująco jednostronne, mając na uwadze pojedynki tych ekip w ostatnich latach. Ale wynik 3:0 nie był jedyną zaskakującą rzeczą w czwartkowy wieczór.

Zobacz wideo Michał Winiarski studzi emocje w związku z serią zwycięstw Aluron CMC Warty Zawiercie. "Trudniejszy moment dla nas przyjdzie"

Wzburzenie Bieńka, uśmiech niedowierzania Kwolka. "Nie sądziłem, że to kiedyś powiem"

Klub z Zawiercia w pierwszym secie przegrał 22:25, popełniając aż 11 niewymuszonych błędów, a w drugim dostał siatkarskie lanie - 16:25. W trzeciej odsłonie jednak rywalizował na równi z Resovią i zapewne dlatego decyzja Serhija Hulki aż tak wzburzyła Mateusza Bieńka.

Przy wyniku 17:16 dla gospodarzy podczas wymiany stojący pod siatką środkowy reprezentacji Polski podbił w obronie piłkę dołem, asekurując atakującego skrzydłowego. Zaraz potem w ten sam sposób chciał ją odbić libero ekipy gości Luke Perry, ale ukraiński arbiter przerwał akcję, uznając, że Bieniek zagrał nieprzepisowo, zaliczając rzuconą piłkę.

Kilku graczy Aluronu złapało się wtedy z niedowierzaniem za głowy, a mistrz świata z 2018 roku podbiegł i początkowo w emocjach tłumaczył sędziemu, że nie popełnił błędu, imitując jeszcze raz swoje zagranie. Gdy zaś Hulka nie zamierzał zmienić zdania, to utytułowany siatkarz dwukrotnie w złości uderzył ręką w słupek i wymachiwał do niego ręką. Zazwyczaj sędziowie pokazują za to czerwoną kartkę, co wiąże się z dodatkowym punktem dla rywali, ale tym razem skończyło się na żółtej.

Michał Winiarski w emocjach aż wszedł na boisko, a stojący obok Bieńka Bartosz Kwolek z uśmiechem pełnym niedowierzania szarpnął za siatkę. Środkowy razem z trenerem próbowali jeszcze coś wskórać u drugiego sędziego - Niemca Daniela Apanowicza, ale bezskutecznie.

Szkoleniowiec zawiercian nie krył, że w tym meczu przeciwnicy zagrali lepiej i zasłużenie wygrali. Ale też przyznał, że dla niego ten błąd był zaskakujący. 

- Pierwszy raz widziałem piłkę rzuconą przy odbiciu dyszlem i tylko tak mogę to opisać - podsumował po czwartkowym meczu kontrowersyjną decyzję sędziego. 

To już druga w krótkim czasie wpadka sędziowska w rozgrywanym w Polsce meczu w europejskich pucharach. Dzień wcześniej głośno było o kuriozalnej sytuacji w Kędzierzynie-Koźlu. W meczu barażowym o ćwierćfinał LM Grupy Azoty Zaksy z Halkankiem Ankara w tie-breaku duet arbitrów przez niemal 20 minut nie potrafił ustalić aktualnego wyniku decydującego seta. 

- Wczoraj była LM, ale sędziowie są z tego samego grona i widać, jaki jest poziom. Nie sądziłem, że to kiedyś powiem, ale cieszę się, że polscy sędziowie w PlusLidze są całkiem nieźli pod tym względem - podsumował w rozmowie ze Sport.pl Kwolek.

Zaskakujący występ środkowych Resovii. Rzeszowianie jak Zaksa. "Chyba nawet nie chcę wiedzieć"

Nie był to jedyny moment w tym meczu, który mógł zaskoczyć. Gospodarze zdominowali przeciwników i widać to było choćby w statystykach dotyczących bloku. Punktowali w ten sposób aż 14 razy, przy pięciu takich udanych zagraniach po stronie Aluronu. Dziesięć "oczek" łącznie zdobyli w ten sposób obaj środkowi Resovii - Karol Kłos i Bartłomiej Mordyl (odpowiednio 7 i 3), ale żaden z nich nie skończył za to ani jednej piłki w ataku. Po ośmiu łącznie próbach przy nazwisku każdego z nich na koniec w rubryce dotyczącej tego elementu wciąż widniało 0 procent skuteczności. Taka dysproporcja nie zdarza się często.

- Niestety, w ataku 0/4. Takie mecze się zdarzają. Chłopaki po drugiej stronie też wiedzą, jak grać w siatkówkę - dobrze bronili i ciężko było się dobić do parkietu. Trudno. Jak będzie 3:0 dla nas, to mogę w ogóle nie atakować - podsumował z uśmiechem Kłos.

Brakiem skuteczności swoich środkowych nie martwił się też trener rzeszowian Giampaolo Medei. - Chłopaki zagrali bardzo dobrze. Może nie było tego widać w ataku, ale bardzo dużo wnieśli grą blokiem i na zagrywce - wskazał.

Włoch podkreślił także, że na słowa uznania zasłużył klubowy sztab medyczny, który sprawił, że mający kłopoty z plecami atakujący Stephen Boyer nie tylko zagrał w czwartek, ale był jednym z dwóch najlepiej punktujących zawodników (zdobył 15 pkt, tyle samo co jego rodak z przyjęcia Yacine Louati).

- Pracowali chyba nad tym całą noc. Nie wiem, co dokładnie robili, by postawić go na nogi i chyba nawet nie chcę wiedzieć (uśmiech). Nasza sytuacja zdrowotna zamiast się polepszać, pogarsza się. Jesteśmy coraz bardziej jak Zaksa Kędzierzyn-Koźle - podsumował ze smutnym uśmiechem szkoleniowiec.

Rewanż w ćwierćfinale Pucharu CEV z udziałem dwóch polskich drużyn odbędzie się za tydzień w Sosnowcu. To tam Aluron rozgrywa swoje mecze w europejskich pucharach. Trudno tu w pełni mówić o atucie własnej hali, skoro większość spotkań i treningów zespół ten odbywa w hali w Zawierciu.

- Ale mimo wszystko kilka meczów już tam zagraliśmy, a Resovia będzie tam po raz pierwszy. Ogółem mało klubów miało tam okazję wystąpić - argumentował Kwolek.

Rzeszowianie, którzy tydzień wcześniej przegrali w Zawierciu mecz ligowy 1:3, pod kątem walki o półfinał Pucharu CEV, są w komfortowej sytuacji. Do awansu wystarczą im dwa sety, ale Medei przestrzega przed zgubnym myśleniem o tym.

- To tak naprawdę nic nam nie daje. Bo jeśli przystąpimy do rewanżu z myślą o tej przewadze, to momentalnie ją stracimy. To będzie nowy mecz i tak trzeba do tego podejść. Poza tym rywale pewnie zagrają też lepiej niż w czwartek - podkreślił Włoch.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.