ZAKSA Kędzierzyn-Koźle fatalnie spisuje się w tym sezonie. Już wiadomo, że nie obroni Pucharu Polski. Na dodatek w tabeli PlusLigi zajmuje odległą, 9. lokatę. Z kolei w Lidze Mistrzów dopiero rzutem na taśmę awansowała do 1/8 finału. Zajęła drugie miejsce, co oznaczało, że o ćwierćfinał powalczy w barażach. I już 31 stycznia rozegrała pierwszy mecz.
Rywalem ZAKSY był Halkbank Ankara. To trudny przeciwnik, który w przeszłości napsuł krwi polskim ekipom. Kibice obawiali się, że podobnie może być i środowego wieczora. I już pierwszy set pokazał, że turecki klub nie będzie odpuszczał. To właśnie rywale lepiej rozpoczęli starcie.
Piekielnie silny był przede wszystkim Earvin N'Gapeth. Francuz z łatwością przedzierał się przez blok ZAKSY, co szybko zaowocowało prowadzeniem jego drużyny. Już po pierwszych pięciu akcjach Halkbank prowadził 4:1. Później polska ekipa próbowała niwelować straty, ale to zadanie ją przerosło. Ani razu nie udało jej się doprowadzić do remisu. Najbliżej była przy stanie 15:16 czy 19:20. W końcówce jednak to turecki zespół okazał się silniejszy, utrzymał nerwy na wodzy i wygrał 25:21.
Drugi set także nie rozpoczął się najlepiej dla ZAKSY. Wydawało się, że rywale mają wszystko pod kontrolą i szybko mogą zapisać na koncie również drugą partię. Znów Halkbank zbudował około czteropunktową przewagę i to w dość decydującym momencie seta - 15:19. Mimo wszystko ZAKSA się nie poddała. Łukasz Kaczmarek i Bartosz Bednorz zaczęli pobudzać zespół do działania, notując ataki, bloki, a nawet asy. Kilkukrotnie zatrzymali też N'Gapetha, co zaowocowało odrobieniem strat.
Co więcej, polski zespół był w stanie wygrać tę partię. Wszystko zakończył blok-aut Kaczmarka. Tym samym ZAKSA zwyciężyła 25:22. Na tablicy wyników był remis 1:1. W trzeciej odsłonie spotkania polska drużyna poszła za ciosem. Dobrze grał m.in. zaledwie 18-letni Daniel Chitogoi. Również dzięki jego umiejętnościom polska ekipa zbudowała bezpieczną przewagę. W pewnym momencie prowadziła już 12:6. Wydawało się, że kontroluje grę i nie pozwoli rywalom zbliżyć się na niebezpieczną odległość.
I tak też się stało. Finalnie w trzeciej partii triumfowała 25:21. W tej odsłonie spotkania imponował przede wszystkim Kaczmarek. "Te dwie akcje z tego trzeciego seta w wykonaniu Łukasza Kaczmarka to po prostu... MAJSTERSZTYK w każdym calu!" - pisał Jakub Balcerzak na X.
Czwarty set nie zaczął się jednak najlepiej dla ZAKSY. Dwukrotnie pomylił się Bednorz, przez co Halkbank prowadził 5:2. Mimo wszystko kędzierzynianie odrobili stratę i nawet wyszli na prowadzenie. Radość nie trwała długo. Na boisku doszło do zamieszania, a nerwów nie utrzymał Kaczmarek, który niepotrzebnie dyskutował. Za to zachowanie zobaczył czerwoną kartkę, w konsekwencji czego ekipa przeciwna otrzymała punkt. Reprezentanta Polski uspokajał sam Aleksander Śliwka. "Szkoda nawet słów, by już skwitować to zachowanie Kaczmarka... Głupota, po prostu..." - podkreślał Balcerzak.
To dodało skrzydeł Halkbankowi, który znów zaczął budować przewagę. I finalnie to właśnie turecka ekipa wygrała i to aż 25:16. O losach meczu zadecydował piąty set. W nim turecki zespół znów lepiej się prezentował (5:2), ale ZAKSA była mu w stanie dotrzymać kroku, a nawet wyszła na prowadzenie.
I wtedy to doszło do ogromnego zamieszania. Sędziowie mieli bowiem problem... z poprawnym liczeniem punktów. Na tablicy wyników był inny rezultat, niż powinien. Arbitrzy długo konsultowali się, ale finalnie przyznali rację Zaksie i ta prowadziła 8:6. W grze doszło jednak do aż 17-minutowej przerwy, co mogło wybić z rytmu kędzierzynian. "To jest cyrk i skandal" - podkreślał Balcerzak. Na szczęście ekipa z Polski utrzymała nerwy na wodzy, wygrała 15:12 i w całym meczu 3:2.
Rewanżowe spotkanie ZAKSY z Halkbankiem zostanie rozegrane już w środę 7 lutego o godzinie 16:00.