Seta przegrali do 11, ale potem się podnieśli i zbili mistrza. Koniec rewelacyjnej serii lidera

Agnieszka Niedziałek
11:25 - takim laniem Projektu Warszawa zakończył się drugi set hitu PlusLigi z Jastrzębskim Węglem, ale stołeczni siatkarze podnieśli się i wygrali 3:1 (25:22, 11:25, 25:23, 25:23). Tym samym sprawili sobie i swoim kibicom przyśpieszony świąteczny prezent. Prezent najlepszy z możliwych, bo odnieśli zwycięstwo nad liderem tabeli, który w tym sezonie ekstraklasy był do niedzieli jedyną niepokonaną drużyną w stawce.

- Nie będę komentował tego meczu, bo był zbyt brzydki - rzucił grupce dziennikarzy tuż po niedzielnym spotkaniu Damian Wojtaszek. Libero Projektu Warszawa znany jest z poczucia humoru, ale tym razem nie był to tylko dowcip z jego strony. Wszyscy oglądający pojedynek dwóch topowych drużyn PlusLigi widzieli, że nie stał on na najwyższym poziomie, choć liczne błędy częściowo przykryły duża dawka emocji i zwrotów akcji.

Zobacz wideo Prezes Jastrzębskiego Węgla skomentował decyzję o zmniejszeniu PlusLigi: Rozumiem, że zespoły z dołu tabeli mają z tym problem

Kto jeśli nie Projekt? Jastrzębianie z serią 12-0 i bez straty seta od połowy listopada

- Granie na Torwarze z mistrzem Polski Jastrzębskim Węglem w momencie kiedy są niepokonani, a my z Projektem Warszawa jesteśmy w tabeli tuż za nimi to trochę jakby święta przyszły wcześniej w tym roku do Warszawy. Najlepszy prezent - napisał na portalu X przed meczem kapitan stołecznej ekipy Andrzej Wrona. Kilka godzin później okazało się, że lepszego prezentu on i jego koledzy naprawdę nie mogli sobie wymarzyć, bo zdobyli bardzo cenne trzy punkty w meczu z obrońcą tytułu.

Już od jakiegoś czasu jasne było, że jeśli ktoś ma w najbliższym czasie przerwać rewelacyjną serię zwycięstw jastrzębian, to właśnie Projekt. Nie tylko dlatego, że jest wiceliderem i przegrał wcześniej tylko jeden mecz w lidze. Od początku sezonu - poza listopadową wpadką ze Skrą w Bełchatowie (1:3) - prezentował się po prostu efektownie i skutecznie, a kilka razy trener Piotr Graban mógł liczyć na zmienników. Grupa Azoty Zaksa Kędzierzyn-Koźle zaś na razie przede wszystkim walczy z własnymi kłopotami zdrowotnymi przy szybkim tempie rozgrywania meczów, a Asseco Resovia Rzeszów i Aluron CMC Warta Zawiercie grają nierówno. 

Na przeciwległym do kędzierzynian i zawiercian biegunie byli zaś właśnie siatkarze Projektu i Jastrzębskiego Węgla. A wrażenie robiła zwłaszcza seria tych ostatnich. Jedyne spotkanie, które przegrali w tym sezonie, to rozgrywany na początku listopada mecz o Superpuchar Polski (pełne dramaturgii 2:3 z Zaksą). Wygrali zaś 12 kolejnych pojedynków, licząc PlusLigę i Ligę Mistrzów, a ostatnie siedem bez straty seta.

Feta na zapełnionym Torwarze. Podrażnienie mistrza zadziałało tylko częściowo

Skoro mowa nie tylko o hicie kolejki, a o hicie dotychczasowej części tego sezonu, to nic dziwnego, że kibice wykupili wszystkie dostępne bilety w hali Torwar. Na trybunach według oficjalnych danych zasiadło 5140 osób (klubowy rekord klubu z Warszawy sprzed kilku lat wynosi ok. 5,5 tys.widzów) i zdecydowana większość wspierała gospodarzy. I to ona na koniec fetowała, choć w pewnym momencie wydawało się to mało realne. A było tak przede wszystkim po drugim secie, w którym rywale zmietli niemal graczy Projektu z parkietu.

Ale zacząć trzeba od inauguracyjnej partii, której finał mocno podrażnił zespół Marcelo Mendeza. Przez jej pierwszą połowę bowiem Projekt jedynie gonił, a po raz pierwszy na prowadzenie wyszedł dopiero przy wyniku 14:13. Warszawska ekipa miała dość duże problemy z zagrywką mistrzów kraju, a ci dość pewnie wykorzystywali kontrataki. Od połowy odsłony sytuacja się odwróciła, ale wciąż przewaga jednej ze stron po chwili topniała. Dopiero w końcówce Projekt zbudował prowadzenie, którego już nie oddał, a duży wkład w to miał m.in. Artur Szalpuk.

Taki scenariusz jednak skutecznie zmotywował jastrzębian, którzy w drugim secie okazali się bezlitośni. Mało kto raczej spodziewał się, że w spotkaniu dwóch czołowych obecnie drużyn paść może wynik 25:11, ale taki właśnie był. Kibice Projektu przecierali oczy ze zdumienia, bo ich ulubieńcom wtedy nic nie wychodziło, a rywale grali koncertowo. Gdy było 9:19, to już większość zawodników warszawskiej drużyny miała mocno nietęgie miny, a chwilę później było już 9:22. Gospodarze niemiłosiernie odbijali się od bloku jastrzębian, a trener Mendez z uśmiechem bił brawo swoim siatkarzom.

Po kolejnym secie w warszawskiej drużynie nastąpiła znów jednak zmiana nastroju o 180 stopni. Trzecia partia była bardzo podobna do pierwszej - najpierw długo przewagę mieli gości, choć nie byli w stanie odskoczyć mocniej, a od połowy znów odpalili zawodnicy z Warszawy. Tyle że tym razem mieli nieco więcej problemu z domknięciem seta. Libero mistrzów Polski Jakub Popiwczak aż głośno zaklął po ostatniej akcji, bo miał na rękach piłkę po ataku Bartłomieja Bołądzia, ale nie zdołał jej podpić tak, by można było kontynuować akcję i skończyło się wynikiem 25:23 dla miejscowych.

Czwarta partia miała najrówniejszy przebieg. W końcówce znów odskoczył Projekt i choć zmarnował dwie piłki meczowe, to skorzystał z trzeciej. Ostatni punkt zdobył atakiem ze środka Wrona, a wtedy kibice już na dobre mogli fetować. Po niedawnym cennym zwycięstwie nad zawiercianami trener Graban wykonał w szatni charakterystyczny taniec (nagranie trafiło do sieci). Po meczu z jastrzębianami może nie mógł być w pełni zadowolony ze stylu gry, ale z trzech punktów jak najbardziej. A mistrzom Polski na pocieszenie pozostaje zachowanie miana lidera tabeli (wyprzedzają stołeczną drużynę o punkt) i 18 punktowych bloków w niedzielę (w tym aż 11 na koncie Norberta Hubera - tyle samo zdobył cały Projekt).

Więcej o:
Copyright © Agora SA