Przyszłość PlusLigi i przeciąganie liny. "W tych miejscach to może być koniec siatkówki"

Agnieszka Niedziałek
- Niestety, takie ofiary muszą być poniesione - mówi Sport.pl prezes Stali Nysa Robert Prygiel, który odnosząc się do zmęczenia czołowych graczy PlusLigi, odwołuje się do dobra całej polskiej siatkówki. Jest za tym, by w sezonie 2025/26 w rozgrywkach nadal było 16 zespołów, popierając zdanie dołu stawki. Topowe kluby chcą jej zmniejszenia. Pytanie, po której stronie we wtorek opowiedzą się inne ekipy ze środka tabeli.

Prezesi Zaksy i Stali zza band reklamowych obserwowali miesiąc temu historyczny "dwudniowy" mecz PlusLigi z udziałem ich zespołów. Po zakończonym minutę po północy dreszczowcu ze zwycięstwa 3:2 cieszył się szefujący klubowi z Kędzierzyna-Koźla Piotr Szpaczek. We wtorkowe popołudnie ponownie tylko jeden z nich będzie zadowolony. Bo o ile Szpaczek na Walnym Zgromadzeniu akcjonariuszy Polskiej Ligi Siatkówki opowie się za zmniejszeniem stawki w ekstraklasie od sezonu 2025/26, to kierujący klubem z Nysy Robert Prygiel chce pozostawić ją w obecnym kształcie. Ten drugi przestrzega też przed konsekwencjami redukcji liczby drużyn.

Zobacz wideo

Z siatkarskiego zadupia do Volleylandu. "W trzech ośrodkach to może być koniec siatkówki"

Poświęcenie - to słowo nieraz przewijało się w ostatnich tygodniach w dyskusji o obecnym kształcie PlusLigi i tym, jaki przybierze w najbliższych latach. Prezes PLS Artur Popko wspominał o tym w wywiadach, gdy opowiadał o podjętej wiosną decyzji o skróceniu rywalizacji w rozgrywkach 2023/24. Działacze dokonali tego na prośbę trenera reprezentacji Polski Nikoli Grbicia, któremu zależało, by jego gracze mieli odpowiednią ilość czasu na odpoczynek przed sezonem olimpijskim (rywalizację ligową skrócono, ale nie tyle, ile chciał Serb). O konieczności poświęcenia ze strony grupy najbardziej przemęczonych kadrowiczów wspomina zaś Prygiel, gdy mowa o tym, czy PlusLiga wciąż powinna liczyć 16 drużyn, czy jednak mniej.

- Dbanie o dobro i zdrowie 12 czy 14 reprezentantów Polski, którzy są chlubą całej dyscypliny, jest bardzo ważne, ale trzeba też spojrzeć na dobro właśnie całej dyscypliny. Doskonale rozumiem, że chłopaki są zmęczeni, bo grają cały rok. Ale to jest coś, za co muszą zapłacić jako liderzy, gwiazdy i twarze siatkówki. Dostają za to naprawdę godne pieniądze i muszą za to zapłacić często zdrowiem psychicznym oraz fizycznym. Zostałem nauczony, że jak chcesz zarobić, to musisz na to ciężko sobie zapracować - mówi były reprezentant Polski.

Przy skróconym sezonie, a przy zachowaniu tradycyjnego modelu fazy zasadniczej, tempo rozgrywania meczów w 16-zespołowej PlusLidze jest bardzo intensywne. Najbardziej odczuwają to topowe drużyny, które rywalizują też w europejskich pucharach. Można się również spodziewać, że to one - a przynajmniej część z nich - zagrają także w turnieju finałowym Pucharu Polski. W tych topowych drużynach zaś jest sporo kadrowiczów, którzy mają za sobą intensywne lato. Po nim nie mieli wiele odpoczynku, bo ruszał sezon klubowy. Takie połączenie sprawia, że część zawodników już przy pierwszych meczach ligowych była przemęczona. Ta kumulacja tym bardziej potęguje w nich przekonanie, że meczów jest za dużo.

- Niestety, takie ofiary muszą być poniesione. My w Stali podchodzimy do tego z pełną świadomością. To trudny sezon - zaznacza Prygiel.

Ekipa z z Nysy w poprzednim sezonie zajęła siódme miejsce i nie gra teraz na arenie międzynarodowej. W obecnym na razie plasuje się na ósmej pozycji. 

- Kluby reprezentantów są często bardzo bogate, dysponują szerokimi składami. Można chyba - tak, jak bardzo mądrze zrobił to latem trener Grbić - dać tym najbardziej wyeksploatowanym chłopakom nieco odpocząć w trakcie sezonu. Bo często na ławce są tam zawodnicy o bardzo dużych umiejętnościach - argumentuje prezes Stali.

I apeluje raz jeszcze do szefów i zawodników czołowych polskich klubów, by pomyśleli nie tylko o swoim klubie. Przypomina też, że ewentualnie zmniejszenie liczby drużyn do 14 oznaczałoby w przyszłym sezonie spadek aż trzech drużyn.

- W trzech ośrodkach to może być koniec siatkówki albo oznaczać to będzie ciężki powrót do niej na najwyższym poziomie. W lidze gra wielu bardzo dobrych młodych zawodników. Taka decyzja sprawi, że droga im się bardzo wydłuży. Druga sprawa, że spadek większej liczby drużyn z PlusLigi oznacza taką samą konsekwencję dla 1. ligi. Tam nieraz całe miasteczka żyją meczami swoich drużyn. To byłby kolejny cios - wskazuje Prygiel.

"Szczęście może odgrywać w najważniejszym momencie bardzo istotną rolę"

Dodaje on, że różnica między ligą złożoną z 16 ekip, a z 14 to kwestia czterech meczów więcej w sezonie. Inaczej jednak zapewne odczuwa się te dodatkowe cztery mecze, gdy rywalizuje się jedynie w lidze, a inaczej, gdy występuje się na kilku frontach. W tym sezonie do Ligi Mistrzów po siedmiu latach przerwy powróciła Asseco Resovia. Prezes rzeszowskiego klubu Piotr Maciąg nie kryje obaw o konsekwencje dużej częstotliwości grania przede wszystkim w fazie play off PlusLigi. Zwłaszcza że - za sprawą wiosennej decyzji - ćwierćfinał i półfinał będzie grany systemem mecz-rewanż z ewentualnym "złotym setem"

- To jest katastrofa. Losowa sytuacja, choroba, drobny uraz może całkowicie odwrócić losy rywalizacji i to w mojej opinii nie jest sytuacja pożądana. Powinniśmy budować system rozgrywek w taki sposób, by maksymalnie ograniczyć przypadkowość. Niestety, w tym sezonie zbudowany jest tak, że szczęście może odgrywać w tym najważniejszym momencie bardzo istotną rolę - przestrzega Maciąg w rozmowie ze Sport.pl. 

Właśnie wiosną, po decyzji dotyczącej skrócenia fazy play-off i pozostawieniu tradycyjnego modelu fazy zasadniczej, przetoczyła się pierwsza mocniejsza fala dyskusji wśród zawodników i trenerów na temat konsekwencji rywalizacji w tej formie w 16-zespołowej stawce w sezonie przedolimpijskim. Maciąg nie kryje, że we wtorek opowie się za zmniejszeniem PlusLigi. Szpaczek nie zabiera zbyt często publicznie głosu, ale należy się spodziewać, że - podobnie jak inne ekipy z czołówki - również będzie za redukcją.

Zarówno wiosną, jak i w ostatnich tygodniach ze strony Zaksy nieraz na temat grania dużej liczby meczów w krótkim czasie wypowiadali się jej czołowi gracze. Zarówno w rozmowach z dziennikarzami, jak i za pośrednictwem mediów społecznościowych. Zarówno Marcin Janusz, Aleksander Śliwka, jak i Łukasz Kaczmarek od jakiegoś czasu biorą udział w siatkarskim maratonie. Bo są kluczowymi postaciami nie tylko w ekipie z Kędzierzyna-Koźla, ale bardzo dużo grali tego lata w reprezentacji. Wszyscy trzej w pewnym momencie rozgrywanego na początku listopada meczu o Superpuchar Polski mieli kłopoty zdrowotne. O ile Śliwka i Kaczmarek wrócili jeszcze w trakcie tego spotkania lub niedługo później do gry, to Janusz wciąż pauzuje.

- Nie chcę się powtarzać. Wszyscy znają nasze zdanie, wszyscy widzą, jak jest. Nie oszukamy naszych organizmów. Walczymy na tyle, na ile się da. Trzeba o tym było myśleć wcześniej, kiedy zaczęliśmy o tym mówić. Teraz już jest za późno i nic z tym sezonem nie zrobimy. Trudno znaleźć rozwiązanie, kiedy ta baza już jest błędna. Jest po prostu za dużo drużyn i nie widzę innego rozwiązania. Myślę, że do niektórych na górze już doszło, jak jest - mówił po zdobyciu Superpucharu Polski Janusz.

Kędzierzynianie początek tego sezonu mają bardzo pechowy pod względem kontuzji. W pewnym momencie w drużynie zrobił się taki szpital, że na mecz do Rzeszowa pojechali w dziesięcioosobowym składzie, a niektórzy zawodnicy grali na nieswoich pozycjach. Na rozegraniu zaś pojawił się Radosław Gil, który dołączył do zespołu zaledwie dwa dni wcześniej.

Szalpuk nie narzeka na intensywność, ale woli mniej drużyn w lidze. Popko o właściwej, ale wymagającej drodze

Spojrzenie zarówno z perspektywy reprezentanta Polski, jak i zawodnika, który latem odpoczął, łączy Artur Szalpuk. Żartobliwie nazywa siebie "pół-kadrowiczem".

- Poprzednie lato miałem całe wolne, w tym roku - pół. Rozumiem obie strony. Chłopaków mających za sobą pełny sezon reprezentacyjny - że są zmęczeni, że być może z tego powodu mają urazy. Być może mogłoby być mniej zespołów w lidze, ale nie widzę opcji zmiany systemu, by jakaś drużyna nie grała z inną w fazie zasadniczej. Trzeba grać "każdy z każdym". Rozumiem, że kadrowiczom jest bardzo ciężko, ale nie może być też tak, że gramy 20 meczów w lidze, a potem 10 procent zawodników jedzie na kadrę, a reszta miałaby wakacje od marca do września - podkreśla przyjmujący Projektu Warszawa.

Jego klub obecnie też obecnie stale gra często, bo poza PlusLigą występuje również w Pucharze Challenge.

- Gramy cały czas co trzy dni aż do świąt. Nie mamy przerwy na święta, nie mamy sylwestra. Gramy non stop. Ale po pierwsze, lubię grać w siatkówkę, a po drugie, zarabiam na tym bardzo dobre pieniądze. To moja praca - wiem, na co się godzę. Przychodzę więc na treningi, zakasuję rękawy, dbam o siebie jak mogę i mam nadzieję, że mój organizm to wytrzyma - dodaje mistrz świata z 2018 roku.

Zwraca też uwagę na specyfikę treningów siatkarskich. - Każdy z nich to tak naprawdę taki mniejszy mecz, bo każdego dnia gramy sześciu na sześciu, są skoki. Nie wiem, jak dokładnie wyglądają treningi we wszystkich innych sportach drużynowych, ale rozmawiałem z Kevinem Tillie, którego dwaj bracia są koszykarzami. Tam przychodzą, rzucają sobie do kosza na pełnym luzie. Nie podejrzewam też, by w piłce nożnej grano na treningu jedenastu na jedenastu przez 90 minut. My przychodzimy i trenujemy 2 godziny, z czego godzina to gra w szóstkach. I to tam są duże przeciążenia. Ale to jest problem nie do rozwiązania, bo inaczej w siatkówce nie da się trenować - ocenia.

Szalpuk też jest zwolennikiem stawki w PlusLidze mniejszej niż obecna. Według niego optymalna opcja to 12 drużyn. 

- Myślę, że jest na to potencjał i kalendarz byłby wtedy trochę mniej intensywny. Jestem też za utrzymaniem fazy zasadniczej i play-offami granymi do trzech zwycięstw od ćwierćfinałów. Uważam, że ważne, by było tak co roku, bez kombinowania i zmieniania co jakiś czas - wskazuje.

16-zespołowa PlusLiga funkcjonuje teraz drugi sezon z rzędu. Wcześniej - od rozgrywek 2018/19 - drużyn było 14. Poprzednie podejście pod skład z 16 klubami to sezony 2016/17 i 2017/18, które były poprzedzone wersjami z 14 i 12 ekipami (wariant z 12 ostatnio obowiązywał w sezonie 2013/14).

Szalpuk, prezesi klubów oraz Popko są zgodni w tym, że sytuację utrudniały też dotychczas poczynania Międzynarodowej Federacji Piłki Siatkowej (FIVB), jak i Europejskiej Konfederacji Piłki Siatkowej (CEV). Pod koniec roku mają zapaść decyzje ws. kalendarza FIVB na lata 2025-28. 

Prezes PLS w poniedziałkowym wywiadzie dla Interii zapewnił, że głos polskich kadrowiczów jest słyszany i szanowany. Ale dodał, że w gronie wszystkich siatkarzy rywalizujących w PlusLidze stanowią oni niewielką grupę.

- Musimy myśleć o wszystkich i podejmować mądre decyzje. Takie, które obronią się biznesowo i sportowo - argumentował.

W innym fragmencie tej rozmowy stwierdza, że - mimo intensywnego lata - to nie kadrowicze mają teraz kontuzje. O ile prawdą jest, że z urazami zmaga się teraz grupa zawodników, która latem odpoczywała, to jednak bez problemu można wymienić kłopoty zdrowotne graczy drużyn narodowych. I nie dotyczy to wyłącznie tej polskiej. Popko uważa jednak, że ekstraklasa z 16 drużynami i konsekwencje tego ruchu nie zaszkodziły ekipie Grbicia.

- Zwiększyliśmy ligę, mamy 16 drużyn, kalendarz jest trudny, ale to przynosi wymierne korzyści. Wygraliśmy Ligę Narodów, kluby triumfują w Europie. To pokazuje, że droga, którą wybraliśmy, jest właściwa, choć zdaję sobie sprawę, że również wymagająca - puentuje działacz.

Więcej o:
Copyright © Agora SA