Mecze Asseco Resovii z Grupą Azoty Zaksą od lat są hitami. Tym razem dodatkowo wypadł on w Święto Niepodległości. Ale to, czy sobotnie spotkanie brązowego medalisty poprzedniego sezonu z wicemistrzem kraju będzie też świętem siatkówki, stanęło pod dużym znakiem zapytania z powodu szpitala, jaki powstał w ostatnich tygodniach w szeregach ekipy z Kędzierzyna-Koźla. Choć jej siatkarzom nie brakowało waleczności, a trener Tuomas Sammelvuo zaskoczył układem w wyjściowym składzie, to nie zdołali zapisać na swoim koncie choćby seta. Ale w pewnym momencie byli tego bardzo blisko.
Początek sezonu w Zaksie upływa pod znakiem serii kłopotów zdrowotnych. Najpierw okazało się, że przyjmujący Wojciech Żaliński musi się poddać operacji kolana i czeka go kilka miesięcy przerwy, a podstawowemu rozgrywającemu Marcinowi Januszowi odnowiła się kontuzja kręgosłupa. Meczu o Superpuchar Polski nie dokończył podstawowy atakujący Łukasz Kaczmarek. U niego sytuacja jest mniej poważna i teraz jest znów do dyspozycji trenera, choć w sobotę na początku rozgrzewki nie wykonywał tych samych ćwiczeń co koledzy.
W kolejnych dniach do listy zawodników z kłopotami zdrowotnymi dołączyli drugi atakujący Bartłomiej Kluth, drugi rozgrywający Przemysław Stępień, przyjmujący Daniel Chitigoi, który w meczu o Superpuchar Polski świetnie spisał się jako awaryjny atakujący. On też nie przyjechał w ogóle do Rzeszowa, a w sumie zjawiło się tam zaledwie 10 graczy Zaksy. Mało tego? Bartosz Bednorz, który był katem Resovii w półfinale walki o mistrzostwo Polski podczas sobotniej rozgrzewki, gdy inni atakowali i serwowali, spacerował za boiskiem. W kwadracie dla rezerwowych prawie cały mecz spędził też podstawowy środkowy David Smith.
Łatwiej mogło być wytypować szóstkę w Totolotka niż pierwszą szóstkę Zaksy w tym spotkaniu. Na rozegraniu pojawił się pozyskany kilka dni wcześniej Radosław Gil, który sezon zaczął w cypryjskim Pafiakosie Pafos, na przyjęciu Kaczmarek, a na ataku Andreas Takvam, nominalny środkowy. O ile Kaczmarek seniorską karierę zaczynał jako przyjmujący, to Norweg nie miał wcześniej takiego przetarcia na skrzydle. W trakcie spotkania czasem zdarzało mu się zapominać o nowej roli i ustawiał się jak przystało na środkowego. Aleksander Śliwka wtedy z uśmiechem przypominał mu, że tym razem jego miejsce jest gdzie indziej.
Wydawało się, że nic nie uchroni kędzierzynian przed srogim laniem. Pierwszy set zaczął się od wyniku 3:0 dla Resovii, ale potem wcale lania w tej partii nie było. Zaprocentowała ogromna ofiarność w grze Zaksy i nieporozumienia oraz kłopoty ze skutecznością rzeszowskiej ekipy. Gra stała się wyrównana, a w pewnym momencie nawet zespół gości odskoczył na kilka punktów (14:11). Miejscowi mieli co prawda lepsze przyjęcie, ale nie przekładało się to na skuteczność w ataku. Do tego rywale lepiej radzili sobie też w bloku (7-2). A Gil dwoił się i troił - w jednej z akcji wyciągnął trudną piłkę w obronie, a po chwili zapunktował pojedynczym blokiem.
Gospodarze po słabszym momencie stracili przewagę 20:18 i doszło do bardzo zaciętej końcówki. Najpierw Resovia nie wykorzystała pięciu piłek setowych, potem kędzierzynianie trzech. O przypieczętowaniu tej odsłony zdecydował pozyskany latem przez rzeszowski klub Stephen Boyer. Francuski atakujący, dla którego to dopiero drugi mecz w sezonie i po powrocie po kontuzji, przy setbolu numer sześć popisał się asem.
Od drugiej partii gra była już bardzo jednostronna. Występująca bez Toreya DeFalco (pojawił się na boisku tylko raz na krótką zmianę) Resovia znacznie poprawiła grę. Poprawiła się właściwie w każdym elemencie. Ograniczyli proste błędy, zaczęli wywierać większą presję na zagrywce, co przełożyło się na punkty zdobywane blokiem, choć w tym elemencie na koniec górą byli kędzierzynianie.
Od drugiego seta mieli coraz większe kłopoty z przyjęciem, przez co coraz bardziej kulała ich skuteczność w ofensywie. Po udanych akacjach na ich twarzach pojawiały się szerokie uśmiechy, ale to były coraz rzadsze sytuacje. Po kolejnych traconych seriami punktach widać było mieszankę przygnębienia i frustracji. Kilka razy na złego, gdy w jego drużynie brakowało asekuracji, wyglądał też Sammelvuo. Skończyło się na setach przegranych do 17 i 16. Coś takiego, bez szpitala w Zaksie, raczej byłoby nie do wyobrażenia.
Najwięcej punktów w sobotę - 19 - zdobył Boyer, ale najjaśniejszą postacią był Karol Kłos. Środkowy zdobył zaledwie o dwa "oczka" mniej i zasłużenie zdobył nagrodę MVP. Doświadczony zawodnik, który latem przeniósł się do rzeszowskiego klubu, miał 85 procent skuteczności ataku i sześć punktowych bloków.
To druga porażka z rzędu wicemistrzów kraju - w poniedziałek, mocno już osłabieni kadrowo, przegrali z beniaminkiem Exact Systems Hemarpolem Częstochowa 1:3. Resovia zaś poprawiła sobie humor po środowej porażce z Jastrzębskim Węglem w takim samym wymiarze.