To była siatkarska wersja lagi na Robercika. Uff, jakoś zadziałała! Polska wymęczyła zwycięstwo 3:2 nad Belgią na początek kwalifikacji olimpijskich w Chinach. Bukmacherzy wystawiali kurs 1.01 na zwycięstwo naszych siatkarzy, przed startem walki o Paryż powtarzaliśmy kultowy cytat "I z kim my tu mamy przegrać?" i bardzo szybko dostaliśmy odpowiedź. Oby podziałała jak kubeł zimnej wody.
Równo dwa tygodnie temu reprezentacja Polski dała popis siatkówki w finale mistrzostw Europy. Nasz zespół bezdyskusyjnie pokonał Włochów w Rzymie 3:0. Złoty medal ekipa prowadzona przez Nikolę Grbicia zdobyła absolutnie zasłużenie. To było dla niej drugie z rzędu złoto - po lipcowym w Lidze Narodów. Jak więc wytłumaczyć ten okropny mecz Polaków z Belgami w Xi'an?
W bardzo prosty sposób. Belgia, Bułgaria, Kanada, Meksyk, Argentyna, Holandia i Chiny - to są nasi rywale w chińskich kwalifikacjach. Awans wywalczą dwie najlepsze drużyny, a w tym gronie nie ma ani jednego zespołu, który byłby w stanie pokonać Polskę. Ale pod jednym warunkiem. Podstawowym. Oczywiście takim, że Polska będzie grała na swoim poziomie.