Spadł na nią hejt, a Lavarini ją wychwala. Dla niej zrobił wyjątek

Agnieszka Niedziałek
Trener Polek Stefano Lavarini dla Joanny Wołosz zrobił wyjątek od jednej ze swoich zasad. Zwykle nie chce rozmawiać z mediami o poszczególnych siatkarkach, ale podkreślił rolę rozgrywającej, która ostatnio mierzyła się z hejtem, w wywalczeniu awansu na igrzyska. - W tym wyniku jest dużo Asi. Tak kocha drużynę narodową, że zaakceptowała moje wybory w ostatnich dniach - zaznaczył Włoch.

Na pierwszym planie po ostatnim meczu turnieju kwalifikacyjnego polskich siatkarek, który dał im wyczekiwany od kilkunastu lat awans na igrzyska, była wielka radość. Na drugim, wiadomość przekazana przed kamerami przez Joannę Wołosz. Kapitanka drużyny narodowej opowiedziała o hejcie, jaki na nią spadł w ostatnich miesiącach. Pojawiały się wtedy głosy obwiniające ją za słabszą grę kadry, co przewidywała wcześniej w rozmowie ze Sport.pl. Trener Stefano Lavarini zaś po niedzielnym sukcesie jasno zaznaczył, jak ważną postacią w walce o bilet do Paryża była ta zawodniczka.

Zobacz wideo Co z premiami dla siatkarzy? "Nie ma co liczyć na to, co w piłce"

Hejt a jakość, charyzma i doświadczenie. "To dla mnie zaszczyt"

Przez ostatnie lata pozycja Wołosz w kadrze była właściwie niepodważalna, ale z powodu kontuzji nadgarstka straciła całą tegoroczną Ligę Narodów (Polki zajęły w niej trzecie miejsce). Wenerska zaś zaprezentowała się wtedy tak dobrze, że po słabszych momentach w grze kadry po powrocie kapitanki były też opinie, że szkoleniowiec powinien dawać więcej szans Wenerskiej. 

Po wywalczeniu pierwszego od 2008 roku awansu na igrzyska Wołosz w strefie wywiadów stanęła jedynie przed kamerami TVP Sport i Polsatu Sport i przekazała tylko przygotowaną wcześniej kilka zdań.

- Spotkała mnie przez ostatnie dwa miesiące taka fala krytyki, na którą myślę, że nie zasługuję. Nawet jeszcze dobrze nie zaczęłam grać z dziewczynami, a ten straszny hejt się pojawiał i wiele opinii różnych ludzi - zaznaczyła.

Dołączyła do kadry przed mistrzostwami Europy, podczas których Lavarini wyraźnie na nią stawiał. Podkreślał wówczas, że niezmiennie - mimo wcześniejszej nieobecności - jest liderką Biało-Czerwonych. Eksperci wskazywali, że początkowo widać było jeszcze jej brak zgrania z drużyną, ale trudno też winić ją za nierówną grę, kiedy mocno szwankowało przyjęcie. 

W kończącym sezon turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk początkowo znów to 33-latka była pierwszym wyborem. Sytuacja zmieniła się po meczu z Niemkami, kiedy bardzo dobrą zmianę dała Wenerska i to ona pojawiła się w wyjściowej szóstce na decydujące spotkania z Amerykankami i Włoszkami. W tym ostatnim jednak to wejście z ławki rezerwowych Wołosz przyniosło dobry efekt.

Dotychczas Lavarini unikał odpowiedzi na pytania o konkretne zawodniczki. Tym razem jednak - spytany o Wołosz - zrobił wyjątek. 

- Po pierwsze Kasi należą się ogromne gratulacje, bo wykonała niesamowitą robotę. Była niewiarygodna. Zyskała dużo pewności siebie i zgranie z drużyną. Dlatego też dwa ostatnie mecze zdecydowaliśmy się zacząć z nią w składzie. Ale wróciliśmy do Asi, bo gdy coś nie idzie we właściwym kierunku, to sięgasz po najlepszą z najlepszych. Nawet jeśli pewne rzeczy nie rozwinęły się odpowiednio w ostatnim czasie, to wciąż jest najlepsza, wciąż jest naszą liderką. Ma jakość, charyzmę, doświadczenie - wyliczał Włoch.

A następnie bardzo mocno podkreślił rolę 33-latki w wywalczeniu przepustki na przyszłoroczne igrzyska. Nie szczędził jej przy tym komplementów i zwrócił uwagę, że z pokorą przyjęła rolę rezerwowej.

- Uważam, że w tym wyniku jest wiele Asi. Bo tylko jak masz tak ogromnie profesjonalną zawodniczkę i świetną osobę, możesz dowodzić drużyną w ten sposób. Musisz znaleźć zawodniczkę, która kocha swoją drużynę narodową tak, by zaakceptować pewne wybory. Tak jak to było w tym wypadku w ostatnich dniach. By być gotową w każdej chwili, by wrócić do gry w najważniejszych momentach i pomóc drużynie tak, jak Asia zrobiła to w niedzielę. To dla mnie zaszczyt pracować z obydwoma tymi rozgrywającymi - podkreślił.

Gdy ktoś z dziennikarzy dopytywał trenera Polek, czy zauważył, by w którymś momencie Wołosz miała problem z akceptacją zmiany w swojej roli w drużynie, to on znów wrócił do wskazania znaczenia reakcji tej siatkarki na sytuację dla losów drużyny w kwalifikacjach olimpijskich.

- To wszystko ułożyło się w taki sposób także dlatego, że ona wszystko rozumiała i zaakceptowała sytuację. Była gotowa dla drużyny - powtórzył Lavarini.

Więcej o: