- Siatkarska Słowenia to błąd w systemie. Z niczego powstało coś wielkiego. W kraju nie mamy silnej ligi, ogromu pieniędzy czy nie wiadomo ilu zawodników, ale potrafimy być konsekwentni, pokazywać serce do gry i dążyć do spełnienia marzenia: żeby choć raz ten skład wspiął się na sam szczyt i coś wygrał - mówi Sport.pl przed półfinałowym meczem mistrzostw Europy z Polakami dziennikarz słoweńskiego radia Val 202, Bostjan Rebersak.
Polscy siatkarze woleliby w ogóle nie grać ze Słoweńcami. A już zwłaszcza w trzecim z rzędu półfinale mistrzostw Europy. I to gdy na czterech ostatnich edycjach tej imprezy to właśnie oni wyrzucali ich z całego turnieju, albo pozbawiali szans na walkę o złoto - w 2015 roku wygrywali w ćwierćfinale, w 2017 roku w barażu o ćwierćfinał, a w 2019 i 2021 roku w półfinale. Za to Słoweńcy - jak można było się domyślać - mają o tym meczu zupełnie odmienne zdanie.
Słoweńcy woleli mecz z Polską od półfinału z Serbami. "Wszyscy wiedzą"
- Chcieli zagrać z Polakami. Mówili, że woleliby ich od Serbów - mówi nam dziennikarz radia Val 202 Bostjan Rebersak, który towarzyszy słoweńskiej kadrze od lat, teraz także podczas tegorocznych ME. - Serbowie to dla nich wyjątkowy rywal, z wieloma ich zawodnikami łączy ich wyjątkowa relacja: przyjaźń albo wspólna przeszłość. To właśnie z takimi zespołami gra się najtrudniej. W przypadku rywalizacji z Polską jest zupełnie inaczej - zaznacza Słoweniec i tu się nieco uśmiecha.
- Wszyscy wiedzą, że z Polakami mamy dobrą przeszłość, że mówi się o tej "klątwie". Nie twierdzę, że istnieje, ani nie zajmuję się przesadnie tym, co było. Zauważam jednak, że w tym roku też potrafiliśmy grać z tym zespołem: i na Memoriale Huberta Jerzego Wagnera, gdy wygraliśmy 3:0, i w fazie zasadniczej Ligi Narodów, kiedy przegraliśmy po tie-breaku. Od zawodników słyszymy jednak, że oni nie chcą skupiać się na rywalach. Myślą tylko o celu, a tym jest zdobycie złotego medalu - przekonuje Rebersak.
"Siatkarska Słowenia to błąd w systemie"
Dla Słoweńców to już czwarty raz, gdy zagrają o medale na ME w ostatnich pięciu występach na tym turnieju. Z Polakami powalczą też o czwarty finał. Jak do tej pory wszystkie przegrywali - zdobywali srebro w 2015, 2019 i 2021 roku. Teraz chcą, żeby było inaczej.
- Chodzi o domknięcie pewnego rozdziału. On zaczął się osiem lat temu, gdy pierwszy raz weszliśmy do finału mistrzostw Europy. Od tamtej pory ten zespół, choć przeszedł niezwykłą przemianę i znalazł się tam, gdzie teoretycznie nie miał prawa się znaleźć, to nadal niczego nie wygrał. Teraz znów ma szansę. Słyszę głosy ze sztabu mówiące, że to jest turniej, który się dla nich naprawdę liczy. Inni marzą o igrzyskach, Polska chyba najbardziej, a my mamy ciężką grupę w turnieju kwalifikacyjnym i nie wiemy, czy zagramy w Paryżu. Wiem, że w zespole są głosy, że złoto mistrzostw Europy byłoby od turnieju olimpijskiego cenniejsze. Najlepiej byłoby mieć wszystko, ale ta grupa chce po prostu napisać ostatnie słowa tego pięknego rozdziału, który trwa już prawie dekadę - tłumaczy Rebersak.
- Siatkarska Słowenia to przecież błąd w systemie. Z niczego stworzyło się coś wielkiego. Nie mamy najlepszej ligi w kraju, ogromu pieniędzy czy nie wiadomo ilu zawodników, ale potrafimy być konsekwentni, pokazywać serce do gry i dążyć do spełnienia marzenia: żeby choć raz ten skład wspiął się na sam szczyt i coś wygrał - opisuje.
Polacy i Słoweńcy mieli ten sam problem. "Musieli się męczyć"
Jak słoweński dziennikarz widzi ostatnią dyspozycję Słoweńców i Polaków? - Powiedziałbym, że widziałem już silniejszą Polskę w tym sezonie. Serbom w grze przeciwko niej pomogła dobra zagrywka i zaskakująco słaba forma kadry Grbicia w fazie przyjęcia. Nie dowierzałem statystykom, gdy zobaczyłem, na jakim poziomie jest ich skuteczność w tym fragmencie gry. Nie wiem, czy to tylko zasługa serbskich serwisów, czy też kiepskiej dyspozycji na przyjęciu, bo u Wilfredo Leona ono było wręcz demolowane. On, Aleksander Śliwka i Kamil Semeniuk mieli jednak swoje świetne momenty w ataku, choć na przestrzeni całego meczu brakowało stabilności w tym elemencie - ocenia Bostjan Rebersak.
- Polacy i Słoweńcy ostatnio mieli ten sam problem. Nie mogli odnaleźć dobrego rytmu po serii meczów ze słabszymi rywalami. Obie drużyny wygrały swoje grupy, a potem musiały się męczyć w pierwszych spotkaniach fazy pucharowej. Zaczęły się dla nich prawdziwe mistrzostwa Europy. Słoweńcom było chyba jeszcze trudniej, bo Polacy Belgów i Serbów pokonali w czterech setach, a zespół Cretu w meczu z Turcją był jedną nogą poza turniejem przy wyniku 0:2 w setach. Wtedy najwięcej kłopotów było z rozgrywającym, Gregorem Ropretem, dogrywane piłki okazywały się za niskie. W końcówce swoje dali jednak liderzy: Tine Urnaut czy Rok Mozić. Ostatecznie udało się wyrwać zwycięstwo po tie-breaku, a rywale nie mieli nawet piłek meczowych, ale to był najgorszy moment w grze Słowenii na tym turnieju. Z drugiej strony wyszli z tego, więc pokazali swoją mentalną siłę i że potrafią wydostawać się ze sporych problemów. Z Ukrainą w ćwierćfinale było już lepiej - wskazuje.
W Warnie Słoweńcy doświadczyli skandalu. "To był jakiś żart"
Takie problemy Słoweńców nie musiały wziąć się tylko z braku silniejszych rywali przed spotkaniami z Turcją i Ukrainą. Tu rywale Polaków winią organizatorów mistrzostw Europy, a konkretniej meczów w Warnie. Dziwnie wygląda już kalendarz kadry Gheorghe Cretu: w końcu ostatni mecz w grupie grali w zeszły wtorek, 5 września, a w 1/8 finału walczyli dopiero w sobotę, 9 września. Ale to nie wszystko. - W tym czasie, pomiędzy spotkaniami, nie mieli ani jednego treningu w hali meczowej. Zorganizowano im tylko trzy sesje o 9 rano w hali treningowej. To zdecydowanie może wybić drużynę z rytmu. Trudno było im w to uwierzyć - opisuje nam Rebersak.
- Zrobił się z tego spory bałagan. Do Bułgarii przybył prezes słoweńskiego związku i gdy o tym usłyszał, był wściekły. Wybuchł, podobno wielokrotnie wykłócał się z lokalnymi działaczami, ale ci nie chcieli nikogo słuchać. Wiadomo, że trzeba było zrobić miejsce i przyszykować warunki dla zespołów, które przyleciały do Warny z Tel Awiwu. Ale to był jakiś żart: brak konkretnego treningu przez cztery dni? I jeszcze te pory zwykłych zajęć. To na pewno miało wpływ na formę siatkarzy, ale dobrze, że udało im się przez to przejść - mówi dziennikarz.
Na pytanie o typ ekspert tylko się śmieje. "I co mam powiedzieć?"
Po stronie Polaków największą bronią Grbicia przed czwartkowym meczem według Rebersaka zdaje się być Wilfredo Leon. - Chyba tylko o nim powiedziałbym, że potrafi wygrać mecz w pojedynkę. Słoweńcy takich nie mają. Jest trzech dobrych skrzydłowych: Tine Urnaut, Klemen Cebulj i grający w nowej roli, na ataku, Rok Mozić, który często prowadził drużynę. A u Polaków? Poza Leonem poziom jest bardzo wyrównany. Jestem ciekawy, czy taktyka Nikoli Grbicia z brakiem pewniaków w składzie i traktowaniem podobnie aż pięciu przyjmujących wypali w kluczowej fazie turnieju. Może zabraknie im przyzwyczajenia do gry, może to trochę zbyt odważny ruch? Dobrze mieć opcje do zmian, ale czy takie podejście może sprawić, że zabraknie im pewności siebie na boisku? - zastanawia się Słoweniec, przyznając nam rację, gdy zauważamy, że jedno złoto Grbić takim sposobem podejścia do swoich siatkarzy i drużyny już w tym roku wygrał.
- My mamy za to zespół w najlepszej możliwej formie fizycznej - uważa Rebersak. - W takiej dyspozycji tych zawodników jeszcze nie widziałem. Poza grą wiem, że Gheorghe Cretu usprawnił w zespole pracę nad psychiką zawodników. Na boisku bardzo podoba mi się to, co robią w obronie. W 1/8 finału momentami mieli prawie dwa razy tyle ataków co Turcy, bo odpowiednio podtrzymują piłkę w grze. Potem grają cierpliwie i to tym często zaskakują rywali najbardziej, tak zdobywają te najcenniejsze punkty. Może i w kluczowych momentach ostatnio zespół nie był najsilniejszy. W tym roku przegraliśmy w ćwierćfinale Ligi Narodów, bardzo szybko odpadliśmy z turnieju finałowego, a rok temu zostaliśmy czwartą drużyną świata, ale w półfinale i meczu o brąz nie mieliśmy podejścia do naszych rywali. Teraz jest inaczej i wszyscy w Słowenii mamy przeczucie, że zespół jest o wiele silniejszy - ocenia Rebersak.
Gdy pytamy o typ na półfinałowe spotkanie, tylko się śmieje. - I co mam powiedzieć? Sercem jestem i będę za Słowenią, a rozum podpowiada tylko, że to może być pięć setów, nie zdziwiłbym się. Doceniam Polaków i wiem, że to będzie bardzo trudny i zacięty mecz. Liczę jednak na kolejny finał i pierwsze złoto dla zawodników z mojego kraju - przyznaje Bostjan Rebersak. Mecz Polaków ze Słoweńcami w półfinale mistrzostw Europy w Rzymie zaplanowano na czwartek, 14 września o 18:00. Relacja na żywo na Sport.pl.