Gigantyczna sensacja na ME siatkarzy! Kompromitacja mistrzów olimpijskich w Tel Awiwie

Jakub Balcerski
Rumuńscy siatkarze sprawili absolutną sensację podczas mistrzostw Europy w Tel Awiwie. Pokonali 3:1 (25:23, 16:25, 25:18, 25:21) mistrzów olimpijskich z Francji, choć w światowym rankingu obie reprezentacje dzieli aż 27 pozycji. Tym samym zapewnili sobie awans do 1/8 finału turnieju, a to ich największy sukces na ME od 1981 roku.

Rumuni to 33. drużyna rankingu Międzynarodowej Federacji Siatkówki (FIVB). Francuzi zajmują w nim wysokie, szóste miejsce i są uważani za faworytów do medalu na tegorocznych mistrzostwach Europy, a być może i do wygrania całej imprezy. Dlatego fakt, że zostali pokonani przez zupełnego outsidera już w fazie grupowej rozgrywek jest sporym szokiem.

Zobacz wideo Polska ma kolejny imponujący stadion! Sportowa perełka

Rumuni sensacyjnie pokonali Francuzów w czterech setach. Fatalny N'Gapeth i masa błędów

Dla tych, którzy nie dawali Rumunom żadnych szans i skazywali ich na porażkę ze znacznie wyżej notowanymi rywalami, już przebieg pierwszego seta musiał być zaskoczeniem. Zawodnicy trenera Sergiu Stancu prowadzili od samego początku partii i doszli nawet do pięciu punktów przewagi (17:12). W końcówce seta o wiele lepiej prezentowali się jednak Francuzi, którzy objęli nawet prowadzenie przy stanie 23:22. Wydawało się, że odwrócą losy seta, ale kolejne trzy punkty padły łupem ich rywali i to oni prowadzili 1:0.

Rewanż w drugim secie, gdy trener mistrzów olimpijskich, Andrea Giani dokonał kilku zmian w składzie, był srogi. Francuzi wygrali go aż do 16, cały czas dominując rywali. Nie był to jednak koniec walki, Rumuni wcale nie zamierzali się poddać. Choć ich przeciwnicy doprowadzili o wyrównania, to kolejna partia znów przebiegała pod kontrolą drużyny trenera Stancu. Skutecznie powiększali swoje prowadzenie aż o siedmiu punktów na koniec seta. Czwarta partia na początku przebiegała dość wyrównanie, a nawet z lekkim wskazaniem na Francję, ale od stanu 17:17 to Rumuni czuli, że muszą wykorzystać swoją ogromną szansę i zagrali świetnie w końcówce. Wygrali 25:21 tego seta i 3:1 całe spotkanie, a następnie całą drużyną tańczyli po swojej stronie boiska.

Na fatalnej skuteczności w ataku grał wracający do francuskiej drużyny gwiazdor Earvin N'Gapeth - skończył mecz z 27-procentową skutecznością w ataku i tylko trzema punktami. Jego zespół, choć radził sobie z zagrywką rywali, to nie potrafił wykorzystać swoich okazji w ataku i popełniał masę błędów. W całym meczu skończyli z aż 31 punktami odanymi rywalom. U Rumunów świetnie pokazał się za to nowy przyjmujący PGE GiEK Skry Bełchatów, Robert Aciobanitei, który zdobył 20 punktów przy 77 procentach skuteczności w ataku.

Byli kompletnym outsiderem, teraz mają największy sukces od 46 lat

Dla Rumunów liczy się nie tylko sam fakt sprawienia niespodzianki i pokonania mistrzów olimpijskich. To zwycięstwo sprawia, że są już pewni awansu do 1/8 finału rozgrywek. Po raz pierwszy od 42 lat po fazie grupowej pozostają w grze o medale. Wtedy, w 1981 roku, Rumuni wygrali swoją grupę, a następnie wywalczyli na mistrzostwach piąte miejsce. W kolejnych latach, jeśli wychodzili z grupy, to tylko o rywalizacji o niższe pozycje.

To jednak daleka przeszłość i nieco inny układ sił europejskiej siatkówki. W ostatnich latach Rumuni byli kompletnym outsiderem ME, jeśli w ogóle na nich grali. Udało im się to w 1995 roku, ale zajęli ostatnie, dwunaste miejsce i nie wygrali nawet jednego seta. Dwa lata temu wrócili na tę imprezę po powiększeniu liczby uczestników, ale odpadli już po fazie grupowej, wygrali tylko jeden mecz i zostali sklasyfikowani na 21. miejscu.

"Le Cabaret". Ostatni raz takiego szoku Francuzi doznali pięć lat temu w Łodzi

Francuzi na porażkę z Rumunami mogą powiedzieć chyba tylko słynne już "Le Cabaret" Roberta Lewandowskiego. To katastrofa i kompromitacja. Ostatni mecz przegrany z tak nisko notowanym rywalem w przypadku Francuzów to chyba spotkanie Ligi Narodów z Chińczykami w czerwcu 2018 roku w Łodzi. Wtedy po szalonym meczu Azjaci pokonali ich po tie-breaku, choć kilka miesięcy wcześniej opadli z mistrzostw świata bez choćby jednej wygranej.

Rozczarowania postawą Francuzów na mistrzostwach Europy to jednak nie nowość. W końcu dwa lata temu tuż po wygraniu turnieju olimpijskiego w Tokio sensacyjnie przegrali 1:3 z Czechami w 1/8 finału i szybko pożegnali się z ME. Tym razem porażka aż tyle ich nie kosztuje - na jedno spotkanie przed zakończeniem rywalizacji w grupach nie spadli nawet z pozycji lidera grupy D. Muszą jednak uważać, bo w przypadku kolejnej takiej niespodzianki mogą wyjść z grupy z niższego miejsca, a tym samym trafić na trudniejszych rywali w fazie play-off. Grupa D w 1/8 finału i ćwierćfinale łączy się z grupą B, a tam najtrudniejszym rywalem dla Francuzów byliby bez wątpienia Słoweńcy.

Ostatni mecz fazy grupowej mistrzowie olimpijscy zagrają już we wtorek, 5 września o godzinie 16 przeciwko Grekom. Rumuni rozegrali już wszystkie pięć spotkań i czekają na wyniki rywali. W najgorszym razie zajmą trzecią pozycję - mogą ich jeszcze wyprzedzić tylko Portugalczycy.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.