Grbić pracuje nad odbudową gwiazdy, ale zbiera za to cięgi. "Nie da się tak grać"

Agnieszka Niedziałek
Rok temu nie można było wyobrazić sobie reprezentacji Polski bez Kamila Semeniuka. Teraz wielu kibiców i ekspertów przed mistrzostwami Europy i olimpijskim turniejem kwalifikacyjnym odesłałoby go do domu. Sporo osób ma zastrzeżenia do Nikoli Grbicia, że powołał siatkarza na turniej finałowy Ligi Narodów. Trener dostrzegł już jednak przejawy powrotu 26-latka do formy i mocno wierzy, że niedługo były siatkarz Zaksy, a dziś Perugii wróci na szczyt.

"Chciałbym, żeby moje dzieci znalazły sobie takich partnerów w życiu, którzy tak będą wierzyć, mieć tyle cierpliwości i będą dawały tak dużo drugich szans jak Grbić Semeniukowi" - napisał na Twitterze Jakub Bednaruk. Dawny siatkarz i były trener kilku polskich klubów, a obecnie ekspert Polsatu Sport skomentował tak występ kadrowicza w sobotnim meczu Polska - Francja (3:1) podczas Memoriału Huberta Wagnera.

Zobacz wideo Karol Kłos po nieudanym dla Polaków Memoriale Wagnera: Nie zawsze da się wygrywać

Anielska cierpliwość Grbicia, za którą zbiera krytykę. "To był Semen, którego pamiętamy"

- Nie zaczął zbyt dobrze, ale wrócił i w dwóch ostatnich setach to był Semen, którego pamiętamy z ubiegłego roku - przekonuje Nikola Grbić, szkoleniowiec Biało-Czerwonych.

W czterosetowym pojedynku Semeniuk zdobył 10 punktów. Miał 39-procentową skuteczność w ataku i 44 procent pozytywnego przyjęcia. Nie sposób jednak nie zgodzić się z Serbem, że gra 26-latka w drugiej części meczu wyglądała lepiej. Ale przede wszystkim na ataku, bo w przyjęciu w samym trzecim secie miał zaledwie 29 procent.

Gracz Perugii - podobnie jak cała drużyna - na pewno chciałby wymazać z pamięci piątkowe spotkanie ze Słoweńcami. Wicemistrzowie świata przegrali w słabym stylu 0:3, a dorobek Semeniuka to sześć punktów, 36-procentowa skuteczność ataku i 23 proc. pozytywnego przyjęcia. W niedzielnym spotkaniu z Włochami (1:3) zaliczył tylko kilka krótkich wejść na boisko.

Polacy przystąpili do memoriału tuż po okresie bardzo intensywnych przygotowań w Zakopanem i Grbić przestrzegał, że nie będą w Krakowie w najlepszej dyspozycji. Słabsza dyspozycja Semeniuka to jednak nie kwestia ostatnich dni, a miesięcy. A mowa o graczu, który w latach 2021-22 znacząco przyczynił się do triumfu Zaksy w Lidze Mistrzów. W ubiegłym roku był też liderem w drużynie narodowej, teraz nikt nie określiłby go tym mianem.

Trener Biało-Czerwonych, który pracował w przeszłości z 26-latkiem w Zaksie, od początku sezonu wyraźnie postawił sobie za cel odbudowę tego gracza. Wezwał go wcześniej na majowe zgrupowanie w Spale i dawał wiele szans na boisku, choć gra Semeniuka przeważnie nie zachwycała.

- Z niektórymi chłopakami pracuję dopiero drugi rok, z Semenem spędziłem jeszcze dwa lata w klubie. Łącznie pracujemy wspólnie czwarty rok. Znam go i wiem, z czym się mierzy. W tym momencie niezmiernie ważne jest dla niego odzyskanie pewności siebie, którą nieco utracił po kiepskim sezonie klubowym - zaznacza Grbić.

I właśnie ze względu na odzyskanie pewności siebie Semeniuk - dziś już zawodnik Sir Safety Perugii - gra tego lata całkiem sporo. Więcej niż można byłoby obstawiać na bazie jego obecnej dyspozycji.

- Czasem, jak zawodnik ma kłopoty, to musisz to przeczekać. Bo najłatwiejszą rzeczą dla mnie byłoby uznanie, że mam tak wielu dobrych przyjmujących, że go odeślę do kwadratu dla rezerwowych. Wtedy następnym razem miałby w głowie: "Nie mogę pomylić się ani razu, bo trener mnie zdejmie". Nie da się tak grać - tłumaczy szkoleniowiec. 

Ale zaraz potem dodaje, że oczywiście cierpliwość ma też swoje granice. Pytam więc, gdzie jest ona w tym wypadku. - Gdybym widział, że Kamil w sobotę ma naprawdę ciężki czas - tak jak w piątek - to byłoby bardziej niepokojące. Semen nie gra jeszcze w stu procentach jak rok temu, ale dwa ostatnie sety meczu z Francją to był ten poziom - podkreśla po chwili zastanowienia Serb.

Czterech czy pięciu? Nie wiadomo, na który wariant zdecyduje się Grbić. "To kwestia czasu"

To właśnie na przyjęciu ma on największy kłopot bogactwa. Pewniakiem jest obecnie Aleksander Śliwka, coraz lepiej spisuje się też Wilfredo Leon, a do dyspozycji szkoleniowca są także Tomasz Fornal i Bartosz Bednorz. W fazie interkontynentalnej LN z bardzo dobrej strony pokazał się też Artur Szalpuk, ale ostatecznie to z niego Grbić w pierwszej kolejności zrezygnował pod kątem najważniejszych tegorocznych imprez. Nie brakuje osób, które na jego miejscu skreśliłyby właśnie Semeniuka.

Na pierwszy ważny występ w tym sezonie - turniej finałowy LN - szkoleniowiec uniknął dylematu i zabrał całą piątkę. Wydawało się, że przed wrześniowymi mistrzostwami i olimpijskim turniejem kwalifikacyjnym będzie musiał już dokonać tego trudnego wyboru, ale sytuacja zdrowotna w kadrze na innych pozycjach może sprawić, że jednak zostanie przy tym wariancie. 

To, co się zaś nie zmienia od początku sezonu reprezentacyjnego, to wiara Grbicia w odbudowę 26-latka, który niespełna 12 miesięcy temu został wybrany przez CEV (Europejską Konfederację Piłki Siatkowej) siatkarzem roku.

- To tylko kwestia czasu, by odzyskał pewność siebie i stał się Semenem sprzed roku. W Zakopanem pracował bardzo dobrze. W ataku radził sobie najlepiej wśród przyjmujących. W innych elementach także. Wiem, że jest w stanie grać lepiej. Musi zrozumieć, że jest dobry, że go potrzebujemy. I wszystkich innych również. Istotne, by każdy rozumiał, że jest ważny. Kluczowa jest pewność siebie. Wszyscy świetnie pracują, mają odpowiednie podejście i się starają. A lepsze i gorsze chwile po prostu się zdarzają - podsumowuje Grbić.

Polscy siatkarze w sobotę rozegrają w Łodzi jeszcze mecz towarzyski z Ukrainą. Po tym spotkaniu Serb ma ogłosić skład na ME, na które wybrana "14" uda się w poniedziałek. Udział w tej imprezie zainaugurują czwartkowym pojedynkiem z Czechami.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.