Czy reprezentacja Polski gra za dobrze? "Nie jedziemy, by dostać od wszystkich baty"

Agnieszka Niedziałek
Czy Joanna Wołosz może po powrocie nie odzyskać miejsca w szóstce w kadrze? - Jeśli drużyna dobrze funkcjonuje, to ja bym zostawiła tak, jak jest. Ważne, by zespół nie ucierpiał - mówi Sport.pl Magdalena Śliwa. Uważa też, że polskie siatkarki pokazały, iż nie są już kopciuszkiem zbierającym baty od wszystkich. A to, co miało być ich atutem w ostatnim turnieju Ligi Narodów - zdaniem dwukrotnej mistrzyni Europy - może być też pułapką.

Od kilku lat oczywistością było, że jeśli Joanna Wołosz jest dostępna dla reprezentacji Polski siatkarek, to gra w niej pierwsze skrzypce. W tym sezonie po raz pierwszy może być inaczej, bo pod jej wciąż trwającą nieobecność związaną z kontuzją błyszczy Katarzyna Wenerska. Rozgrywająca Developresu Rzeszów nie jest osamotniona, bo cała drużyna gra świetnie. Efektem tego jest siedem zwycięstw w ośmiu dotychczasowych meczach Ligi Narodów i nie tylko praktycznie pewny awans do turnieju finałowego, ale i szansa na olimpijską kwalifikację ze światowego rankingu. Dwukrotna mistrzyni Europy Magdalena Śliwa w rozmowie ze Sport.pl twierdzi, że zawodniczki pracujące pod okiem trenera Stefana Lavariniego poniżej pewnego poziomu już nie zejdą. A co dzięki temu osiągną?

Zobacz wideo Monika Fedusio najlepszą siatkarką sezonu! "Ten wybór nie był oczywisty"

Agnieszka Niedziałek: Przed ostatnim turniejem fazy interkontynentalnej Ligi Narodów Polki są liderkami i mają bilans 7-1. Przecierała pani oczy ze zdumienia czy czuła, że może być aż tak dobrze?

Magdalena Śliwa: Już w pierwszym turnieju dziewczyny zaczęły pokazywać, że ten zespół jest poukładany, że nie ma chaosu, że każdy wie, co ma robić. Chodziło tylko o poprawę detali - wykończenie ataku przy piłkach sytuacyjnych, co w drugim turnieju wyszło już świetnie. Mówię tu o zachowaniu Olivii Różański i Martyny Łukasik, które świetnie zaczęły wykorzystywać swoją technikę - a nie tylko siłę - w odpowiednich momentach. W pierwszym turnieju było widać, że coś zaczęło się fajnie układać, a w drugim dziewczyny pokazały, że nasz zespół ma już pewien poziom, poniżej którego chyba już nie zejdzie. Oczywiście, są czasem słabsze mecze, bo to musi się zdarzyć podczas turnieju.

Takie jak ten niedawny z Holandią?

Dokładnie. Ale budujące jest to, że dziewczyny same już chyba uwierzyły, że ta drużyna zaczęła się budować na ubiegłorocznych mistrzostwach świata. I to nie jest tylko moja obserwacja, one same o tym mówiły. Powtarzały, że szkoda, iż ta impreza się tak szybko skończyła, bo czuły, że są już zespołem. Tak samo jest od początku tego sezonu. Mają świadomość, że ta drużyna ma już swoją siłę, swoją wartość.

Mam nadzieję, że w tym tygodniu i w turnieju finałowym LN nasza gra będzie bardzo ustabilizowana. Bo dziewczyny pokazują, że umiejętności mają. Są bardzo pozytywne. Z wielką przyjemnością oglądam Magdę Jurczyk, która w lidze pokazywała, że jest dobrą środkową, a w kadrze zastąpiła godnie Kamilę Witkowską i grała świetnie. Podobnie Kasia Wenerska. Czekamy na powrót Asi Wołosz, bo to Asia, ale Kasia pokazała, że się rozwija i to jest zupełnie inny występ niż w ubiegłym roku. To elementy, które wypaliły, to działa. Tak samo zmienniczki, które nie zawsze dostają dużo czasu na boisku, ale jak już na nim są, to pomagają i to też jest budujące.

Biało-Czerwone po turnieju LN w Hongkongu sprzed dwóch tygodni nie wracały do kraju, tylko zostały w Azji. Uniknięcie dodatkowego jet lagu zapewne pomoże im teraz w dobrym występie w Korei Płd.?

To będzie bardzo ciężki turniej. Taki kilkutygodniowy pobyt poza domem nie jest czymś łatwym. Takie stałe kursowanie na trasie hotel-hala-hotel, brak kontaktu z bliskimi czy nawet brak polskiego jedzenia. Nie ma gdzie się zresetować, odreagować. Liczę, że dziewczyny przetrwają to psychicznie i zobaczymy dobre mecze w ich wykonaniu. Na pewno są w stanie je wygrać. USA na papierze jest zdecydowanie najtrudniejszą przeszkodą, ale jeśli Polki zagrają na poziomie, który pokazywały, to nawiążą równorzędną walkę. Reszta jest w ich zasięgu.

Z przymrużeniem oka można spytać, czy nie za wcześnie grają tak dobrze, skoro kluczowa część sezonu - mistrzostwa Europy i kwalifikacje olimpijskie - dopiero za dwa miesiące.

Dziewczyny w ostatnich tygodniach wysłały rywalkom jasny sygnał: "Trzeba się z nami liczyć, bo potrafimy dobrze grać". Dobrze, że tak się stało. Przede wszystkim one same uwierzyły, zespół dojrzał. To już nie jest kopciuszek, rywal do bicia. Nie jedzie na imprezy, by dostawać od wszystkich baty, tylko potrafi coś wygrać. W MŚ 2022 pokonał USA i prawie wygrał z Serbią w ćwierćfinale. W tym sezonie wygrana z Turcją w najmocniejszym składzie. Włoszki w optymalnym zestawieniu nie były, ale to już i tak był mocny przeciwnik. Cieszę się, że dziewczyny wygrywają, bo w ten sposób potwierdzają ciężką pracę, którą wykonały.

Czyli nie ma ryzyka przedwczesnego szczytu formy?

Nie. Myślę, że wszystko jest tu pod kontrolą, a sztab szkoleniowy - z trenerami przygotowania fizycznego na czele - odpowiednio zaplanował ten szczyt. My, jako kibice, skupiamy się bardziej na bieżących meczach, ale na bazie cyklu treningowego drużyna jest zapewne na tym etapie przygotowań, na którym ma być.

Była pani spokojna po przegranej z Holandią, wiedząc, że to ten słabszy moment, który musi nadejść? Czy jednak obawiała się, czy nie wpłynie to mocniej na drużynę? 

Jeszcze przed meczem czułam, że przegramy z powodu wcześniejszych wydarzeń. Po wygranej dzień wcześniej z Turcję 3:0 było wielkie hura, bo to była sensacja, a przynajmniej niespodzianka. A w takiej sytuacji koncentracja mimo wszystko potem spada. Poza tym łatwiej się gra, gdy nie jest się faworytem. Nie ma się nic do stracenia i nie ma kalkulowania. A czasem różnica między faworytem i jego rywalem nie jest duża. Nie można ujmować umiejętności Holenderkom, bo to solidny zespół, ale - patrząc na argumenty sportowe - jesteśmy drużyną mocniejszą. Ten mecz po prostu się nie udał, nie weszłyśmy w niego odpowiednio pod kątem głowy. Trzeba traktować tak samo każdego przeciwka, bo gra się na punkty. Może być czasem wygrana 3:0, gdzie różnica wyniesie tylko sześć punktów, więc konieczna jest bardzo mocna koncentracja.

Co panią najbardziej cieszy obecnie u Polek? Cenny bilans 7-1 w LN, postawa drużyny w wybranym meczu, a może coś jeszcze innego?

Dla mnie najważniejsze, że zespół "zatrybił". Widać, że dziewczyny bardzo dobrze się rozumieją. Nie ma chaosu na boisku, wszyscy wiedzą, co mają robić. To ma też przełożenie na estetykę gry, która jest poukładana. Wspominałam już o skrzydłowych. Olivia i Martyna bardzo umiejętnie to pokazują w ataku. Magda Stysiak też, choć ona ma inne warunki i inną rolę, ale też w ataku postępuje bardzo mądrze. Środek też funkcjonuje bardzo fajnie. Kasia Wenerska rośnie nam i dojrzewa bardzo wartościowa rozgrywająca. Wszystkie dziewczyny robią to, co mają robić, a przez to gra jest ładna. A jak w siatkówce nie ma chaosu, to wynik sam przyjdzie.

A co wymaga jeszcze najwięcej pracy?

Bardzo duże pole do poprawy dostrzegam w zagrywce. Naszym atutem jest blok, a wiele dziewczyn ma niebezpieczny serwis. Jeśli będą go lepiej wykorzystywać, to w połączeniu z tym blokiem, będziemy potęgą. Reszta elementów funkcjonuje bardzo dobrze.

Czy mocno chwalona Wenerska gra aż tak dobrze, że Joanna Wołosz może mieć problem z odzyskaniem miejsca w szóstce po powrocie do gry? Dotychczas trudno było sobie wyobrazić taki scenariusz z udziałem tej klasowej rozgrywającej.

Ciężko mi powiedzieć, jak szybko Asia się odbuduje po kontuzji. Nie wiem też, jaki plan w głowie ma trener. Siatkówka to przede wszystkim gra zespołowa, więc nieważne, kto gra, tylko jak radzi sobie drużyna. Jeśli dobrze funkcjonuje, to ja bym zostawiła tak, jak jest. Wiadomo, że Asia jest bardzo dojrzałą i wartościową zawodniczką, więc myślę, że gdyby trzeba było wejść z ławki i pomóc, to by to zrobiła. Ważne, by zespół nie ucierpiał.

Powiedziała pani wcześniej, że Polki weszły już chyba na poziom, poniżej którego już nie zejdą, poza pojedynczymi słabszymi meczami. Jaki to poziom?

Myślę, że można powiedzieć, że jesteśmy już w czołówce. Włoszki i Serbki są bardzo mocne, a za nimi Turczynki.

Jeśli potem już jest miejsce dla Polek, to czy należy to rozumieć tak, że mamy w miarę realne szanse na walkę o medal mistrzostw Europy?

Będzie trudno, bo są jeszcze przeciwniczki teoretycznie słabsze, ale bardzo niewygodne. W tym gronie są np. Holenderki. Bułgarki zaczynają dobrze grać. Jasne, to nie ten poziom, ale nie możemy sobie pozwolić na to, żeby mówić, że ktoś jest słabszy i na pewno z nim wygramy. Czwórka ME wydaje się realna, ale czy to się wydarzy, to już inna rzecz. Bo wiele czynników ma wpływ na końcowy wynik, w tym głowa czy dyspozycja dnia.

Zwykle siatkarki w Polsce są w cieniu kolegów po fachu pod kątem zainteresowania kibiców czy mediów. W ostatnich tygodniach jednak trochę się to zmieniło, bo to one zbierają pochwały.

Dziewczyny zmieniły postrzeganie kobiecej kadry, bo fajnie się ogląda ich grę. To prawda, jest ona teraz po prostu ładniejsza. Do tego wygrywają, a to zawsze przyciąga i zapewnia większe zainteresowanie. Ale mentalność Polaków jest taka, że chcemy cały czas zwycięstw. Jak pojawi się przegrana, to się obrażamy na zespół. A to nie jest takie łatwe. To nie maszyny. Wiele czynników składa się na to, czy w zespole jest dobrze, czy nie. Ale jesteśmy na dobrej drodze do tego, by w naszej kobiecej siatkówce było bardzo dobrze.

Skoro drużyna Stefano Lavariniego zaczęła się budować podczas ubiegłorocznych MŚ, to który mecz tego turnieju był pod tym względem szczególnie ważny?

Jako pierwszy wskazałabym zwycięstwo nad Amerykankami, a jako drugie ćwierćfinałową porażkę z Serbkami. Dziewczyny przegrały, ale walczyły jak równe z równymi z występującymi w najmocniejszym składzie Serbkami o czwórkę czempionatu globu. I niewiele im zabrakło, by bardzo dobrze spisujące się w tym turnieju rywalki pokonać.

Co jest kluczowe w kontekście pracy Lavariniego z Biało-Czerwonymi? Wpojenie im tej wiary we własne możliwości czy wskazane przez panią uporządkowanie gry?

Widać, że trener i drużyna bardzo dobrze się rozumieją i mają świetny kontakt. Szkoła włoska to szkoła włoska. Nie chcę tu umniejszać polskim szkoleniowcom, ale znam tę włoską szkołę bardzo dobrze. Jak się będzie przestrzegać jej zasad, to podnosi się umiejętności. Widać, że dziewczyny zaufały też Włochowi jako człowiekowi. Wykonują jego wszystkie założenia i to daje efekty. Na pewno dostają od niego wskazówki techniczne. Widać system gry. Dziewczyny wiedzą, o co chodzi. To nie tak, że włoscy trenerzy są najlepsi i tyle, ale pracowałam z nimi i mogę powiedzieć, że wtedy naprawdę zrozumiałam siatkówkę. Nasze kadrowiczki są młode, więc jak skorzystają z tych rad, to będą naprawdę dobre siatkary.

Podobno poprzednik Lavariniego - Jacek Nawrocki - mówił zawodniczkom, że nie są faworytkami nawet w meczach z zespołami spoza czołówki. To może być dobry sposób na ściągnięcie z zespołu presji czy w ustach trenera takie słowa są raczej odbierane przez drużynę jako brak wiary w nią?

Nie chcę się wypowiadać na ten temat, bo wiem, że czasem słowa nie są przytaczane z idealną dokładnością. Powiem tylko tyle - każdy trener ma swoje sposoby, by motywować zespół, do każdego rywala trzeba mieć respekt i nikogo nie wolno lekceważyć.

Więcej o:
Copyright © Agora SA