Nikola Grbić: Nie spodziewałem się, że będzie aż tak źle i że potem będzie jeszcze gorzej

Agnieszka Niedziałek
- Spodziewałem się ciężkiego początku meczu, że będziemy potrzebować więcej czasu, by wejść w rytm. Ale nie spodziewałem się, że będzie aż tak źle i że potem będzie jeszcze gorzej - mówi Sport.pl Nikola Grbić po dotkliwej porażce z Serbią w Lidze Narodów. Trener polskich siatkarzy podsumowuje też cały turniej w Japonii i wskazuje absurd systemu światowego rankingu. - To wariactwo - zaznacza.

Za polskimi siatkarzami pierwszy w tym sezonie turniej Ligi Narodów, pierwsze mecze o stawkę i pierwsze momenty zdenerwowania opanowanego zwykle Nikoli Grbicia. Szkoleniowiec miał w trakcie pojedynków sporo uwag do swoich zawodników, których gra bardzo falowała. Mimo tych wzlotów i upadków zdołali pokonać Francuzów (3:1), Irańczyków (3:2) i Bułgarów (3:2). Na koniec jednak przyszła dotkliwa porażka w słabym stylu z Serbami, z setami przegranymi do 21, 19 i 14. A emocje porównywalne do tych, jakie w nim wywoływała kiepska gra drużyny, wzbudza w trenerze obecny system naliczania punktów w światowym rankingu. Rankingu o tyle ważnego, że na jego podstawie część drużyn wywalczy kwalifikację olimpijską. Polacy obecnie są liderem, a na drugie miejsce awansowali ostatnio Rosjanie, którzy od dwóch lat nie rozegrali meczu o stawkę.

Zobacz wideo Kulisy finału LM w Turynie. Nikola Grbić wyrzucony z boiska przez koncert Sama Smitha

Agnieszka Niedziałek: Spotkanie z drużyną po meczu z Serbią nie należało raczej do najprzyjemniejszych. Co pan powiedział zawodnikom?

Nikola Grbić: To, co co zawsze powtarzam w podobnych sytuacjach. "Jeśli chcemy uzyskać wymarzony rezultat, to w taki sposób nam się to nie uda. I nie chodzi o technikę i taktykę, ale o energię, jaka jest potrzebna na boisku. Pod tym względem nie zagraliśmy tak, jak powinniśmy. Mając nawet na uwadze zmęczenie, brak treningu itp., powinniśmy mieć odpowiednią energię podczas meczu. Jeśli chcecie się stawać coraz lepsi i wygrywać, to nie zrobicie tego w taki sposób". Wskazałem też inne problemy, które dostrzegłem.

Podczas przerw chyba w każdym z czterech spotkań Ligi Narodów wskazywał pan głównie właśnie na brak energii i precyzji. To dwa główne problemy dotyczące występu w Nagoi?

Tak. Patrząc z zewnątrz łatwo wskazać braki. Nie da się jednak grać w siatkówkę bez błędów. Popełniasz je, ale też trzeba wyciągać z nich wnioski. Jeśli masz inne podejście, to lepiej się za ten sport w ogóle nie zabierać.

Na ile problemy z tych ostatnich meczów można wytłumaczyć tym, że zabrał pan do Japonii drużynę w nowym dla niej zestawieniu, z kilkoma debiutantami lub graczami o bardzo małym doświadczeniu kadrowym?

Tu nie chodzi o samo wyjaśnienie, a o to, co robimy dalej. To długi proces. Daję zawodnikom informacje i wskazówki, oni starają się to wykonać, popełniają błędy, potem wyciągają z nich wnioski, a dzięki temu stają się lepsi. I to trwa nieustannie. Jeśli zostaną na tym poziomie co teraz i nie będę chcieli pójść krok do przodu, to to nie wystarczy, bo wszyscy inni się rozwijają. Każdy inny pojedynczy zawodnik i każda drużyna będą coraz lepsi i staną się lepsi od nas. A to nie jest możliwe. Tzn. jest to możliwe, ale nie możemy im na to pozwolić. Potrzebuję więc graczy, którzy robią wszystko, co w ich mocy, by być najlepszymi jak to tylko możliwe i są gotowi, by wyjść ze swojej strefy komfortu. Tego oczekuję. Na kolejny turniej wezmę znacznie więcej doświadczonych graczy, ale będziemy kontynuować naszą pracę w taki sam sposób. Naciskać na poprawę, powtarzalność i skupienie. Jak mówiłem, to długi proces. Musimy po prostu uczyć się być coraz lepsi. 

W ostatnich dniach w wyjściowym składzie była mieszkanka zawodników doświadczonych ze świeżakami. W meczu z Serbią w wyjściowej szóstce postawił pan już na najbardziej doświadczoną opcję, jaką miał w Japonii.

Chciałem dawać szansę młodszym szansę na spędzenie czasu na boisku, ale chyba w jakiś sposób wiedziałem, że to będzie taki rodzaj mecz, jaki był. Postawiłem więc na tych bardziej doświadczonych, którzy grali wcześniej więcej w turnieju. Gdy mieszam w składzie, to w trakcie spotkania w razie potrzeby sięgam po rezerwowych. W trzech wcześniejszych meczach to się sprawdziło - zmiennicy grali dobrze. Ale nie dziś. Jak mówiłem, to długi proces. Musimy się lepiej poznać, niektórzy gracze - ci mniej doświadczeni - muszą poznać, jak wszystko to funkcjonuje, jak jedna lub dwie piłki mogą zmienić wynik seta lub meczu.  Znów powtórzę - to długi proces. Musimy się nauczyć tego nastawienia, poznać wszystkich graczy i zobaczyć, co mogą nam dać, by wybrać najlepszą opcję dla drużyny.

Sobota była dniem wolnym od meczu. Poświęciliście ją na trening?

Nie, na regenerację. Wcześniej mieliśmy naprawdę trudne trzy mecze dzień po dniu. Ten z Francją skończył się wynikiem 3:1, ale dwa sety były długie i całe spotkanie pod kątem zmęczenia emocjonalnego było tak wyczerpujące jak pięciosetówki z Iranem i Bułgarią. Do tego zauważalny był wspomniany brak energii. Trening byłby kolejną dawką dociskania. Dlatego też postawiłem dziś na tych bardziej doświadczonych graczy. Zawodnicy mieli tylko ćwiczenia cardio i rozciąganie. Dziś graliśmy wcześniej i nie było więc też porannego treningu, więc spodziewałem się ciężkiego początku meczu. Że będziemy potrzebować więcej czasu, by wejść w rytm. Ale nie spodziewałem się, że będzie aż tak źle i że potem będzie jeszcze gorzej.

Skoro wiemy, co było głównym problemem, to co wskazałby pan jako największy plus występu w Nagoi? Ktoś z graczy młodego pokolenia zrobił dobre wrażenie?

Kamil Szymura grał naprawdę dobrze. Jestem naprawdę zadowolony z jego występu, to pozytywna niespodzianka. Kolejną jest Dawid Dulski. Dostałem trochę pozytywnych informacji zwrotnych od chłopaków. Pod wieloma względami ten turniej był owocny, dobry. Oczywiście, jestem jeszcze wciąż dość świeżo po dzisiejszej rozczarowującej porażce, ale to nie jest pełen obraz tego turnieju. Teraz musimy trochę ochłonąć i przejść do dalszej pracy.

Obejrzeliśmy pierwsze mecze o stawkę Kamila Semeniuka, który musi się odbudować po sezonie klubowym. Było kilka przebłysków formy sprzed roku. Tego dokładnie się pan spodziewał przed turniejem? A może więcej lub mniej?

Spodziewałem się, że Kamil będzie miał pewne trudności. Można powiedzieć, że liczyłem się z tym, że będzie potrzebował więcej czasu. Dostrzegam jednak u niego poprawę, krok po kroku wraca do rzeczy, które robił rok temu. To dobra wiadomość. Ale jak mówiłem, potrzebuje on jeszcze czasu. Podstawa to odbudowanie pewności siebie, a potem cała reszta. Jest poprawa, ale nie jest proste, by po ośmiu miesiącach wrócić do tego poziomu.

Myśli pan, że realne jest, by nastąpiło to np. pod koniec lata?

Trudno to wskazać. Przypuszczam, że w okolicy mistrzostw Europy jego gra będzie znacznie bardziej stabilna i znacznie bliższa poziomu, który prezentował w poprzednim sezonie. Ale jak mówiłem, takie rzeczy trudne przewidzieć.

Wspomniał pan, że na kolejny turniej LN - do Rotterdamu - zabierze więcej doświadczonych graczy. Czy w tym gronie będzie ktoś, kto grał z Japonii, czy postawi pan na całkiem nowe zestawienie?

Nie chcę podawać w tym momencie konkretnych nazwisk. Część z tych, którzy zagrali teraz, zostanie w Polsce, by trenować i wróci na turniej na Filipinach, a część będzie kontynuować grę w Holandii. Będziemy mieszać zawodników z tymi, którzy są teraz w Spale. Niektórzy będą trenować z chłopakami z Jastrzębskiego Węgla i Zaksy Kędzierzyn-Koźle. Ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła, ale myślę, że w turnieju finałowym LN wystąpi grupa, którą zabierzemy na Filipiny. A czternastka, która będzie na piątkowym meczu towarzyskim z Argentyną w Płocku, uda się do Rotterdamu.

W ostatnich dniach wśród polskich kibiców siatkarskich zaciekawienie - choć prędzej chyba powinnam powiedzieć, że oburzenie - wywołuje system przyznawania punktów do światowego rankingu. Za zwycięstwa nad Iranem i Bułgarią pana zespół otrzymał po 0,01 punktu, a porażka z Serbią kosztowała ponad 17 "oczek".  A Rosja, która jest wykluczona z rywalizacji z powodu wojny, właśnie awansowała na drugie miejsce...

Byłaby pierwsza, gdyby grała, ale nie gra. Gdyby ją dopuszczono do rywalizacji w igrzyskach, to zakwalifikowałaby się na podstawie rankingu, nie grając od dwóch lat meczu. To wariactwo! Ten system rankingowy jest zrobiony tak, by nikt nie utrzymywał się zbyt długo na szczycie. Możesz wygrać 10 meczów z rzędu i przegrasz z kimś takim jak Serbia czy Bułgaria lub kimkolwiek innym spoza czołowej dziesiątki - nawet w takim turnieju jak ten - i może cię to kosztować zdobycz punktową z 10 zwycięstw! To wariactwo.

Nikt nie pytał nas o opinię. To my bierzemy w tym udział i odczuwamy tego skutki, a nikt z nami o tym wcześniej nie porozmawiał. O nic nas nie spytano. Postawiono nas przed faktem dokonanym. Przejęto ten system z innego sportu bez myślenia o specyfice naszego. Prawdopodobnie wzorowano się na tenisie lub jakiejś innej dyscyplinie. To mi przeszkadza najbardziej, ale nie jestem w stanie teraz nic z tym zrobić, więc nie poświęcam czasu na myślenie o tym.

Więcej o:
Copyright © Agora SA