- Jak człowiek tyle zainwestuje emocjonalnie, fizycznie, zostawi tyle serca, potu - niektórzy może też krwi - to chciałby po prostu dostać coś w zamian. A my teraz zostajemy z niczym - tak Jakub Popiwczak podsumowuje finał Ligi Mistrzów. Do opisania odczuć siatkarzy Jastrzębskiego Węgla świeżo po przegranej 2:3 z Zaksą Kędzierzyn-Koźle używa zaś słów "zbici, zmasakrowani i zdruzgotani".
Po historycznym dla Jastrzębskiego Węgla awansie do finału Ligi Mistrzów niemal wszyscy zawodnicy rzucili się sobie w objęcia i skakali radośnie w kręgu, a Jakub Popiwczak w tym czasie leżał na parkiecie hali mistrzów Polski z zasłoniętą twarzą. Wtedy płakał ze szczęścia. W sobotę późnym wieczorem w Turynie ocierał łzy smutku po porażce w decydującym meczu tych prestiżowych rozgrywek, a pocieszał go kolega z boiska Jurij Gładyr. Siatkarze trenera Marcelo Mendeza w tym sezonie wszystkie ważne mecze przegrywali tylko z Zaksą Kędzierzyn-Koźle w finałach, choć trzeba byłoby ich spytać, czy jest to dla nich pocieszenie.