Finał siatkarskiej Ligi Mistrzów 2023 zostanie zapamiętany jako wyjątkowe święto polskiej siatkówki. Pierwszy raz w historii spotkały się w nim dwa polskie kluby ZAKSA Kędzierzyn-Koźle i Jastrzębski Węgiel. Po pasjonującej pięciosetowej walce pełnej zwrotów akcji trzeci raz z rzędu po najcenniejsze klubowe trofeum w Europie sięgnęła ZAKSA. Świętowanie popsuli jednak organizatorzy. Mecz ledwo się zakończył, a na parkiet już weszli... robotnicy.
Najwyraźniej nikt nie przewidział, że mecz się tak przedłuży. Spotkanie skończyło się grubo po 23. Później miała miejsce ceremonia dekoracji i rozpoczęło się świętowanie. Nie było na nie jednak zbyt wiele czasu, bo organizatorzy wyszli z założenia, że nie ma na co czekać i trzeba zabrać się za sprzątanie. Do hali weszli robotnicy, by demontować parkiet i wszelkie instalacje. O siatkarzach nikt nie pomyślał.
Włosi zapomnieli również, że pracę do wykonania wciąż mieli dziennikarze. Na Twitterze z miejsca pojawiły się skargi. - Dobrze, że laptopa zostawili. Nikt nie przewidział 5 setów, więc kolejne meldunki już jutro. Zostaliśmy po prostu wyrzuceni z hali - donosił Jakub Balcerski ze Sport.pl.
Inni mieli podobne odczucia. - Koniec mistrzostw, do widzenia. I nie ma znaczenia, czy jesteś dziennikarzem, który musi wysłać materiał, czy selekcjonerem Grbiciem, który rozmawia z kadrowiczami - masz sobie po prostu wyjść. Jednak Polska to inny standard na organizację imprez... - zauważyła Edyta Kowalczyk z "Przeglądu Sportowego".
Szpilę organizatorom wbił także Filip Czyszanowski z TVP Sport. - Włosi to organizacyjnie...wiecie co. Robotnicy przeganiali mistrzów Europy z parkietu, bo muszą go rwać. Niepoważne warunki celebracji - dodał.
Więcej treści sportowych znajdziesz też na Gazeta.pl.
Oczywiście wpisy po części nawiązywały do niezrealizowanej koncepcji, aby finał przenieść z Turynu do Polski. Gdy okazało się, że wystąpią w nim dwa polskie klubu, pomysł został przedstawiony władzom CEV. Te jednak go odrzuciły. Teraz mogą żałować.