Blamaż po finale Ligi Mistrzów. Zawalili na całego. "Po prostu wyrzuceni"

ZAKSA Kędzierzyn-Koźle trzeci rok z rzędu wygrała siatkarską Ligę Mistrzów. Czasu na świętowanie po zakończeniu polskiego finału z Jastrzębskim Węglem jej zawodnicy mieli jednak niewiele. Włoscy organizatorzy okazali się w gorącej wodzie kąpani. "Przeganiali mistrzów Europy z parkietu" - relacjonują dziennikarze, którzy też musieli uciekać.
Pala Alpitour po finale Ligi Mistrzów / ZAKSA Kędzierzyn-Koźle
screen, https://twitter.com/FilipCzyszanows/status/1660053450841890816 / AG

Finał siatkarskiej Ligi Mistrzów 2023 zostanie zapamiętany jako wyjątkowe święto polskiej siatkówki. Pierwszy raz w historii spotkały się w nim dwa polskie kluby ZAKSA Kędzierzyn-Koźle i Jastrzębski Węgiel. Po pasjonującej pięciosetowej walce pełnej zwrotów akcji trzeci raz z rzędu po najcenniejsze klubowe trofeum w Europie sięgnęła ZAKSA. Świętowanie popsuli jednak organizatorzy. Mecz ledwo się zakończył, a na parkiet już weszli... robotnicy.

Zobacz wideo Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle szykuje się na finał Ligi Mistrzów. Śliwka: Jesteśmy dumni, ale nie jest to koniec misji

Włochom strasznie się spieszyło. Siatkarzom ZAKSY nie dano poświętować. "Nikt nie przewidział pięciu setów"

Najwyraźniej nikt nie przewidział, że mecz się tak przedłuży. Spotkanie skończyło się grubo po 23. Później miała miejsce ceremonia dekoracji i rozpoczęło się świętowanie. Nie było na nie jednak zbyt wiele czasu, bo organizatorzy wyszli z założenia, że nie ma na co czekać i trzeba zabrać się za sprzątanie. Do hali weszli robotnicy, by demontować parkiet i wszelkie instalacje. O siatkarzach nikt nie pomyślał.

Włosi zapomnieli również, że pracę do wykonania wciąż mieli dziennikarze. Na Twitterze z miejsca pojawiły się skargi. - Dobrze, że laptopa zostawili. Nikt nie przewidział 5 setów, więc kolejne meldunki już jutro. Zostaliśmy po prostu wyrzuceni z hali - donosił Jakub Balcerski ze Sport.pl.

Skandaliczne sceny po finale siatkarskiej Ligi Mistrzów. "Włosi to organizacyjnie..."

Inni mieli podobne odczucia. - Koniec mistrzostw, do widzenia. I nie ma znaczenia, czy jesteś dziennikarzem, który musi wysłać materiał, czy selekcjonerem Grbiciem, który rozmawia z kadrowiczami - masz sobie po prostu wyjść. Jednak Polska to inny standard na organizację imprez... - zauważyła Edyta Kowalczyk z "Przeglądu Sportowego".

Szpilę organizatorom wbił także Filip Czyszanowski z TVP Sport. - Włosi to organizacyjnie...wiecie co. Robotnicy przeganiali mistrzów Europy z parkietu, bo muszą go rwać. Niepoważne warunki celebracji - dodał.

Więcej treści sportowych znajdziesz też na Gazeta.pl.

Oczywiście wpisy po części nawiązywały do niezrealizowanej koncepcji, aby finał przenieść z Turynu do Polski. Gdy okazało się, że wystąpią w nim dwa polskie klubu, pomysł został przedstawiony władzom CEV. Te jednak go odrzuciły. Teraz mogą żałować.

Więcej o: