Polska chce przejąć finał Ligi Mistrzów. Ale nie tylko. Włosi prosili Świderskiego

Łukasz Jachimiak
To już pewne - Zaksa Kędzierzyn-Koźle i Jastrzębski Węgiel zmierzą się w finale Ligi Mistrzów. Do pierwszego polskiego pojedynku o klubowy Puchar Europy ma dojść 20 maja w Turynie. Ale jak mówił w rozmowie ze Sport.pl Sebastian Świderski, lokalizacja może się zmienić. Teraz prezes polskiej siatkówki podał nowe szczegóły.

W czwartek w Perugii Zaksa Kędzierzyn-Koźle podkreśliła swoją dominację w Lidze Mistrzów w ostatnich latach. Tydzień temu jej zwycięzca z 2021 i 2022 roku wygrał z Perugią u siebie 3:1, a teraz pokonał ją takim samym wynikiem na jej terenie.

Zobacz wideo Jastrzębski Węgiel w finale CEV Ligi Mistrzów! Tomasz Fornal: Udowodnimy, że nie mamy kompleksu

Zaksa awansowała do finału Ligi Mistrzów dzień po Jastrzębskim Węglu, który okazał się lepszy od Halkbanku Ankara. W finałowym meczu polskie kluby zmierzą się 20 maja. Według planu do finału Ligi Mistrzów i Ligi Mistrzów ma wtedy dojść w Turynie. Ale 15-tysięczna hala Pala Alpitour raczej się nie wypełni, jeśli nie zagra w niej żadna włoska drużyna.

Włoscy kibice prosili Świderskiego, żeby finał został u nich

Już wiadomo, że w męskim finale zobaczymy dwa kluby z Polski. Natomiast w Lidze Mistrzyń czekamy na rewanżowe spotkania półfinałowe. W pierwszych meczach turecki VakifBank przegrał 0:3 z tureckim Fenerbahce, a włoska Novara wygrała 3:2 z tureckim Eczacibasi. Klub prowadzony przez trenera reprezentacji Polski Stefano Lavariniego swój rewanż z Eczaczibasi rozegra 12 kwietnia.

"Proszę pamiętać, że finał jest łączony, organizator bierze dwa mecze - finał Ligi Mistrzów i finał Ligi Mistrzyń. W półfinałach Ligi Mistrzyń obok trzech klubów z Turcji jest włoska Novara z trenerem naszej reprezentacji Stefano Lavarinim. Poczekajmy, dajmy tym dziewczynom powalczyć o wielki finał, bo jak awansują, to raczej Włosi nie będą nam chcieli oddać wydarzenia" - mówił Sebastian Świderski w rozmowie ze Sport.pl kilka dni temu.

Teraz prezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej mniej więcej to samo powiedział w rozmowie z reporterem Polsatu Sport Marcinem Lepą. Panowie rozmawiali w Perugii, tuż po zwycięskim meczu Zaksy. Na pytanie, czy polski finał może odbyć się w Polsce Świderski odpowiedział: "Oj, pytali mnie nawet tutaj kibice w Perugii. Prosili, żeby został w Turynie. Natomiast jaka będzie prawda, trudno powiedzieć. To wszystko jest uzależnione przede wszystkim od federacji włoskiej, po drugie od federacji europejskiej. Czasu jest trochę, ale wydaje mi się, że trzeba jeszcze poczekać ten tydzień, żeby pierwsze rozmowy się rozpoczęły. Pewnie byłoby wielkie święto siatkówki w Polsce. Ale myślę, że również byłoby święto w Turcji, gdyby w finale Ligi Mistrzyń znalazły się dwa tureckie zespoły. Natomiast nie ma co teraz dywagować. Cieszmy się z tego, co się stało i poczekajmy".

Trzeba by było zapłacić odszkodowanie

Na dziś pewne jest jedno: organizatorzy z Turynu ponieśli już pewne koszty. I to niemałe. Z pewnością zapłacili zaliczki za miejsca hotelowe dla czterech drużyn, za ich transport do hali, również za wynajęcie tej hali. Polacy lub Turcy, chcąc przejąć finał, musieliby oddać im wydane pieniądze.

Możliwe, że jeśli Novara nie awansuje do finału Ligi Mistrzyń, Polska spróbuje przejąć wydarzenie i że wtedy znajdzie się u nas duży sponsor, który wyłoży środki na rekompensatę dla Włochów. Wtedy możliwe będzie przeniesienie wydarzenia z Turynu do Katowic, Gliwic lub Krakowa, bo teraz słyszymy, że Spodek nie jest naszą jedyną opcją. Ale ciekawe co się stanie, jeśli do gry zechcą się włączyć również Turcy.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.