Patent Zaksy znów zadziałał. Huber zaliczył wejście smoka, a Kaczmarek zasłużył na ostatni punkt

Agnieszka Niedziałek
Znów zadziałał patent, jaki ZAKSA ma w ostatnich latach na Trentino Itas w kluczowych meczach. Pokonanie włoskiej ekipy w ćwierćfinale Ligi Mistrzów nie byłoby możliwe bez ogromnej siły mentalnej, jaką kolejny raz wykazali się siatkarze z Kędzierzyna-Koźla. Wejście smoka zaliczył w rewanżu Norbert Huber, a Łukasz Kaczmarek swoją grą zasłużył na zdobycie ostatniego punktu w tzw. złotym secie.

Nic dziwnego, że rewanżowy pojedynek Grupy Azoty Zaksy Kędzierzyn-Koźle i Trentino Itas wyznaczono na sam koniec ćwierćfinałowej puli. Wyłonienie ostatniego półfinalisty z rywalizacji finalistów dwóch poprzednich edycji Ligi Mistrzów miało być deserem i bez wątpienia nim było. Trudno o bardziej emocjonujący przebieg rywalizacji niż dwa pięciosetowe dreszczowce (w pierwszym górą ZAKSA, w drugim Trentino) zwieńczone tzw. złotym setem. Czwartkowy sukces mistrzów Polski rodził się w dużych bólach, ale może dlatego ich kibicom będzie smakował jeszcze lepiej.

Zobacz wideo Historyczny moment Zaksy. Czwarty Puchar Polski z rzędu. Łukasz Kaczmarek: Nie musiało być 3:0

ZAKSA w pierwszym secie bez ataku. Trentino na wstępie stłamsiło kędzierzynian

Dwa poprzednie finały LM wygrane przez Zaksę to nie wszystko w ostatnim czasie w temacie pojedynków z Trentino, bo potem jeszcze trafiły na siebie w bieżącym sezonie w fazie grupowej. Oba spotkania na tym etapie zakończyły się zwycięstwem włoskiej ekipy (3:1 i 3:2), ale w grze o "być albo nie być" kędzierzynianie najwyraźniej włączają specjalny tryb.

- Nie patrzymy na to, co się działo we wcześniejszych sezonach. Teraz jest jeden mecz, jeden najważniejszy mecz. Będzie niesamowicie ciężko. Wszyscy widzieliśmy, jak wyglądało poprzednie spotkanie. Mimo że potrafiliśmy się wznieść na wyżyny, to rywale - nawet tracąc parę punktów - za każdym razem potrafili walczyć do końca. Myślę, że Trentino grające u siebie, przed własną publicznością, pokaże jeszcze lepszą siatkówkę i my musimy być na to gotowi - mówił Marcin Janusz w wywiadzie dla klubowej telewizji przed czwartkowym rewanżem.

Pierwsza część tego spotkania była potwierdzeniem przypuszczeń rozgrywającego Zaksy odnośnie postawy rywali. Bo ci na pełnej mocy naparli na przeciwników. Bez większych problemów kolejne punkty zdobywali mistrz świata Alessandro Michieletto i niemal dwukrotnie od niego starszy Bułgar Matej Kazijski. Z kolei drużyna Tuomasa Sammelvuo o pierwszym secie na pewno chciała od razu zapomnieć. Atak po jej stronie wówczas niemal nie istniał. 

Kolejne wejście smoka Hubera. Trudno sobie teraz wyobrazić Zaksę bez Kaczmarka

Metamorfoza nastąpiła w drugiej partii, gdy sytuacja nie była jeszcze beznadziejna, ale z pewnością już naprawdę trudna. Norbert Huber zastąpił Dmytro Paszyckiego przy wyniku 10:16. W lutowym finale Pucharu Polski środkowy, który ma za sobą bardzo poważną kontuzję, podobnym wejściem bardzo pomógł drużynie. Teraz znowu zaczęła ona grać od tego momentu znacznie lepiej. Huber robił wszystko - posyłał asy, blokował, atakował. Podobnie było w secie numer trzy, w którym Zaksa nie pozwoliła już rywalom aż tak odskoczyć, ale parę razy musiała odrabiać kilkupunktowe straty. M.in. przy stanie 18:20.

Drugą kluczową postacią po jej stronie był bez wątpienia Łukasz Kaczmarek. Przez dłuższy czas w pojedynkę niemal zapewniał punkty atakiem. Nieraz musiał przy tym sporo kombinować, bo w ważnych chwilach przeważnie nie zawodził. Do tego w kluczowych momentach dokładał skuteczną zagrywkę. Asem zapewnił piłkę setową w drugiej partii, a w kolejnej punktował w każdym elemencie. 

W ostatnich latach niektórzy mocno kwestionowali zasadność obecności 28-letniego atakującego w składzie reprezentacji Polski na najważniejsze imprezy, ale trudno sobie wyobrazić Zaksę bez niego. W pierwszym meczu ćwierćfinałowym zdobył 23 pkt. W czwartek, gdyby nie on, to bardzo możliwe, że rywalizacja zakończyłaby się dużo szybciej i to odmienny sposób. A tak w pamięci zostanie choćby scena, gdy wraz z Huberem zablokował Kazijskiego i triumfalnie stanął przed włoską publicznością. Dał w ten sposób swojej drużynie prowadzenie 28:27. Chwilę potem goście objęli prowadzenie w meczu 2:1. Kaczmarek jak mało kto zasłużył, by zdobyć punkt na wagę awansu do finału LM i tak właśnie się stało.

Zabrakło skuteczności Bednorza, nie zawiodła siła mentalna. Półfinał wyjątkową chwilą dla Semeniuka

Wiele razy zaś tego dnia kędzierzynianom brakowało skuteczności Bartosza Bednorza. Przyjmujący, który dołączył do zespołu w styczniu, w pierwszym spotkaniu ćwierćfinałowym przeplatał lepsze momenty gorszymi. Przyczynił się jednak w dużym stopniu do tego, że wtedy to jego zespół wygrał 3:2 i że w ogóle doszło do tie-breaka. Tym razem gorsze chwile zdecydowanie przeważały. Zapisać mu trzeba kilka cennych punktów, np. w złotym secie, ale nie bez powodu kilkakrotnie trafiał do kwadratu dla rezerwowych.

Gra kędzierzynian - podobnie jak w ubiegłym tygodniu - falowała. Druga fala słabszej skuteczności przyszła w czwartym i piątym secie. Wtedy znów na pierwszym planie byli Kazijski i Michieletto. Ale ostatecznie górą była ogromna siła mentalna kędzierzynian. Pokazali ją po pierwszym secie, odrabiając dużą stratę w drugim i podnosząc się w złotym secie po dość gładko przegranym tie-breaku.

ZAKSA o awans do finału zagra z Sir Safety Perugią. Rywalizacja te będzie miała wyjątkowe znaczenie dla Kamila Semeniuka, który przed sezonem przeniósł się do lidera Serie A właśnie z klubu z Kędzierzyna-Koźla, a z nim dwukrotnie triumfował w LM. Poza nim na drodze mistrzów Polski stanie też inny przyjmujący reprezentacji - Wilfredo Leon. Trenerem zaś jest Andrea Anastasi, były szkoleniowiec Biało-Czerwonych i dwóch klubów PlusLigi.

Więcej o:
Copyright © Agora SA