Polak przekonał go do gry w Ukrainie. "To ostatnie miejsce, które ktokolwiek miałby atakować"

Ivan Raić rok temu podjął dość zaskakującą decyzję o przenosinach do ligi ukraińskiej. Trafił tam kilka miesięcy po wybuchu wojny, a do podpisania kontraktu zachęcił go polski trener. - Miejscowi śmieją się, że Gródek (miasto, w którym mieszka i gra siatkarz - przyp. red.) to ostatnie miejsce, które ktokolwiek miałby atakować - powiedział w rozmowie z chorwackimi mediami.
Epicentr-Podolany Horodok, Puchar CEV, Mariusz Sordyl, Artur Szalpuk
Fot. CEV

24 lutego minął równy rok od napaści wojsk rosyjskich na Ukrainę. Od tamtej pory miliony ludzi straciło życie lub dach nad głową, a kraje z całego świata jednoczą się w pomocy krajowi dotkniętemu wojną. Pomimo działań zbrojnych w Ukrainie wciąż toczy się sportowe życie. We wrześniu do ligi ukraińskiej przeniósł się siatkarz Ivan Raić.

Zobacz wideo Granerud wreszcie zabrał głos. Tak tłumaczy słowa o parodii

Ivan Raić gra w Ukrainie i czuje się bezpiecznie. "Jesteśmy jakieś 700-800 kilometrów od linii frontu"

Kiedy wszyscy uciekali z Ukrainy przed wojną, Raić podjął decyzję zgoła odmienną i zdecydował się na przeprowadzkę do kraju dotkniętego wojną. Wszystko za sprawą jednego z polskich trenerów, który przekonał go do podpisania kontraktu z Epicentrem-Podolany Horodok. - Kiedy usłyszałem o tej ofercie, początkowo powiedziałem: "Nie ma mowy!". Kontaktował się ze mną polski trener, który był jednym z asystentów Emanuele Zaniniego, kiedy ten był selekcjonerem naszej reprezentacji, ale długo nie sądziłem, że podpiszę kontrakt - przyznał zawodnik w rozmowie z "Jutarnji list" (cytat za polsatsport.pl). W negocjacjach brał udział także były piłkarz Darjo Srna, który jest obecnie działaczem Szachtara Donieck.

Co więcej, Chorwat zdołał wygrać już pierwsze trofeum z nowym zespołem - krajowy puchar. W lidze zespół z Gródna ponownie zagra o medale. - Jestem w drużynie od września ubiegłego roku i przez ten czas nie napotkałem żadnych problemów. Wszystko naprawdę jest w porządku. Wiem, w jaki sposób sytuacja na Ukrainie przedstawiana jest w mediach, ale my jesteśmy jakieś 700-800 kilometrów od linii frontu - ocenił 33-latek.

Więcej artykułów o podobnej treści znajdziesz na portalu Gazeta.pl

Siatkarz podkreślił, że życie w tamtej części Ukrainy toczy się w miarę normalnie, a mieszkańcom niestraszne są już syreny czy alarmy przeciwlotnicze. - Miejscowi śmieją się, że Gródek to ostatnie miejsce, które ktokolwiek miałby atakować - powiedział i podzielił się z dziennikiem historią z początków pobytu w Ukrainie: - Wybrałem się z kolegą z klubu, Bułgarem Nikolą Pencevem, na kawę. Siedzieliśmy w lokalu, gdy nagle zawyły syreny. Spojrzeliśmy na siebie przestraszeni, ale wszyscy wokół zachowywali się tak, jakby nic się nie stało. Stwierdziliśmy, że skoro oni się nie boją, to i my nie powinniśmy. Ludzie się chyba przyzwyczaili.

Chorwat podpisał z klubem umowę do końca rozgrywek, czyli do końca kwietnia. Jak zaznaczył, w przypadku pogorszenia się sytuacji wojennej, klub nie będzie blokował mu możliwości opuszczenia drużyny. Sam chciałby jednak wypełnić kontrakt.

Więcej o: