24 lutego minął równy rok od napaści wojsk rosyjskich na Ukrainę. Od tamtej pory miliony ludzi straciło życie lub dach nad głową, a kraje z całego świata jednoczą się w pomocy krajowi dotkniętemu wojną. Pomimo działań zbrojnych w Ukrainie wciąż toczy się sportowe życie. We wrześniu do ligi ukraińskiej przeniósł się siatkarz Ivan Raić.
Kiedy wszyscy uciekali z Ukrainy przed wojną, Raić podjął decyzję zgoła odmienną i zdecydował się na przeprowadzkę do kraju dotkniętego wojną. Wszystko za sprawą jednego z polskich trenerów, który przekonał go do podpisania kontraktu z Epicentrem-Podolany Horodok. - Kiedy usłyszałem o tej ofercie, początkowo powiedziałem: "Nie ma mowy!". Kontaktował się ze mną polski trener, który był jednym z asystentów Emanuele Zaniniego, kiedy ten był selekcjonerem naszej reprezentacji, ale długo nie sądziłem, że podpiszę kontrakt - przyznał zawodnik w rozmowie z "Jutarnji list" (cytat za polsatsport.pl). W negocjacjach brał udział także były piłkarz Darjo Srna, który jest obecnie działaczem Szachtara Donieck.
Co więcej, Chorwat zdołał wygrać już pierwsze trofeum z nowym zespołem - krajowy puchar. W lidze zespół z Gródna ponownie zagra o medale. - Jestem w drużynie od września ubiegłego roku i przez ten czas nie napotkałem żadnych problemów. Wszystko naprawdę jest w porządku. Wiem, w jaki sposób sytuacja na Ukrainie przedstawiana jest w mediach, ale my jesteśmy jakieś 700-800 kilometrów od linii frontu - ocenił 33-latek.
Więcej artykułów o podobnej treści znajdziesz na portalu Gazeta.pl
Siatkarz podkreślił, że życie w tamtej części Ukrainy toczy się w miarę normalnie, a mieszkańcom niestraszne są już syreny czy alarmy przeciwlotnicze. - Miejscowi śmieją się, że Gródek to ostatnie miejsce, które ktokolwiek miałby atakować - powiedział i podzielił się z dziennikiem historią z początków pobytu w Ukrainie: - Wybrałem się z kolegą z klubu, Bułgarem Nikolą Pencevem, na kawę. Siedzieliśmy w lokalu, gdy nagle zawyły syreny. Spojrzeliśmy na siebie przestraszeni, ale wszyscy wokół zachowywali się tak, jakby nic się nie stało. Stwierdziliśmy, że skoro oni się nie boją, to i my nie powinniśmy. Ludzie się chyba przyzwyczaili.
Chorwat podpisał z klubem umowę do końca rozgrywek, czyli do końca kwietnia. Jak zaznaczył, w przypadku pogorszenia się sytuacji wojennej, klub nie będzie blokował mu możliwości opuszczenia drużyny. Sam chciałby jednak wypełnić kontrakt.