Presja ma sens. Burza medialna dała efekt. Odsłaniamy kulisy zrównania premii siatkarek i siatkarzy

Medialna burza i złość siatkarek przyniosły efekt - w tym roku zdobywczynie Superpucharu Polski odebrały taką samą nagrodę, co siatkarze. Kluczem do zrównania premii był sponsor tytularny wydarzenia, który ma jednak świadomość, że całej branży i całego sportu nie zmieni. Szanse na zachowanie równych nagród w kolejnych latach wydają się duże, ale gwarancji jeszcze nie ma.

Zdjęcie z ceremonii dekoracji poprzedniej edycji siatkarskiego Superpucharu Polski pojawiło się w większości krajowych mediów. Zorganizowanie w tym samym miejscu i dniu meczu o to trofeum u kobiet i mężczyzn miało pomóc w promocji żeńskiej siatkówki. Efekt był jednak taki, że uwypukliło dysproporcję między zarobkami kobiet i mężczyzn w tej dyscyplinie sportu w Polsce. Sytuację w tym roku naprawiono, a Sport.pl dowiedział się, jak do tego doszło.

Zobacz wideo Siatkarski fenomen w Nysie. "Mimo porażek kibice chcieli przychodzić na mecze"

Sponsorowi zależało, by kolejnej burzy nie było. "To nie było nasze widzimisię"

W tym roku pojedynki o pierwsze siatkarskie trofeum w sezonie rozgrywano w różnych miastach i w odstępie dwóch tygodni. Po raz drugi z rzędu w Lublinie wygrał Jastrzębski Węgiel, który ponownie zarobił 100 000 złotych. Można było się od razu zacząć zastanawiać, czy zwyciężczynie znów będą musiały się zadowolić sumą o połowę mniejszą. Kilka dni później jako pierwsi poinformowaliśmy, że tym razem nagrody będą zrównane. Potwierdzenie nastąpiło w środę w Szczecinie. Siatkarki Developresu Bella Dolina Rzeszów, które za ubiegłoroczny triumf dostały czek na 50 tys., teraz otrzymały kwotę dwukrotnie większą.

Na zrównanie superpucharowych nagród zwracał uwagę przede wszystkim obecny sponsor tych meczów. - Przy okazji poprzedniej edycji, kiedy nie byliśmy jeszcze sponsorem Superpucharu, w rozmowach z władzami PLS podkreślaliśmy, że bardzo nam na tym zależy. Cieszymy, że udało się wszystko poukładać i nagrody zrównano - mówi Sport.pl Maciej Konieczny, dyrektor handlowy AL-KO, czyli sponsora tytularnego Superpucharu.

Czeki rozdane podczas ceremonii dekoracji Superpucharów Polski w siatkówce kobiet i mężczyznBurza po Superpucharze Polski. Dogadali się. Już nie będzie wstydliwej sytuacji

Podkreśla przy tym, że ustalaniem wysokości nagród zajmuje się PLS. Przyznaje też, że na decyzję dotyczącą zrównania prawdopodobnie miała wpływ wspomniana wcześniej burza medialna po poprzedniej edycji. I zauważa, że trudno ukryć, iż nierównowaga w sporcie dotycząca premii między kobietami a mężczyznami występuje na szeroką skalę.

- Wystarczy spojrzeć na piłkę nożną, siatkówkę czy tenis. Wszędzie, niestety, nagrody dla kobiet są mniejsze. Bardzo się cieszymy, że premie za Superpuchar Polski były teraz jednakowe i że taka burza, jak w roku ubiegłym, już się nie powtórzy - przyznaje Konieczny.

Przedstawiciele PLS rok temu tłumaczyli się, że wysokość premii za Superpuchar ustalano na podstawie algorytmu przychodów z kobiecych i męskich rozgrywek. Przypomina o tym teraz prezes tej spółki Artur Popko. - To nie było nasze widzimisię, tylko obliczenia. By zrównać premie, potrzebny był sponsor tytularny - zaznacza.

Przedstawiciel firmy AL-KO przyznaje, że zainteresowanie występami kobiecych drużyn jest często mniejsze niż mężczyzn.

- Dwa tygodnie temu w Lublinie na meczu o Superpuchar panów hala pękała w szwach. W Szczecinie frekwencja była słabsza. Okazuje się więc, że siła nabywcza kobiecej siatkówki jest rzeczywiście trochę mniejsza, ale cieszymy się, że nagrody są równe - podkreśla.

Porównując te dwa spotkania, rzeczywiście uderzał widok wielu pustych miejsc na trybunach podczas pojedynku Developresu z Grupą Azoty Chemikiem Police. Według oficjalnych danych z trybun oglądało go 2049 osób, a mecz jastrzębian z Grupą Azoty Zaksą Kędzierzyn-Koźle - 3600. Można było jednak odnieść wrażenie, że różnica jest większa. Przyczyniła się do tego na pewno pojemność szczecińskiej Netto Areny. Może pomieścić 5000 widzów, a lubelska hala Globus nieco ponad tysiąc mniej.

Developres - SPTie-break, a jakże. To było do przewidzenia. Antiga machał do opustoszałych trybun

Dysproporcja rzucała się w oczy. Złość rzeszowianek. "Dobrze, że coś zaczęło się zmieniać"

Po poprzedniej edycji swoje zdanie na temat dysproporcji w nagrodach finansowych wyraziło wiele byłych i obecnych gwiazd kobiecej siatkówki w kraju. "Równość w Polsce… nie istnieje" - tak tamtą kontrowersyjną sytuację komentowała Joanna Wołosz. A jej wpis na Instagramie był przytaczany chyba w każdym artykule dotyczącym tej sprawy. Na sprawę z dwóch perspektyw patrzy z kolei Aleksandra Jagieło - w przeszłości utytułowana zawodniczka, a obecnie prezeska BKS BOSTIK Bielsko-Biała.

- Różnica w wysokości ubiegłorocznych premii odbiła się głośnym echem. Nie brałam udziału w żadnej zbiorowej dyskusji w tej sprawie, ale zabierałam głos. Przedstawiciele innych klubów Tauron Ligi pewnie również to robili. Ja mówiłam wtedy, że albo te nagrody powinny zostać zrównane, albo nie powinno się pokazywać ich wielkości. Bo ta dysproporcja rzucała się w oczy. A wysiłek wkładany przez kobiece i męskie drużyny jest taki sam. Myślę, że sytuacja sprzed roku dała do myślenia - zaznacza mistrzyni Europy z 2003 i 2005 roku.

Siatkarki z Rzeszowa cieszą się sukcesem sportowym i skupiają na teraźniejszości, ale osoba z klubu potwierdza nam, że dotknęła je ubiegłoroczna sytuacja. - Były trochę złe, ale trudno się im dziwić - zaznacza.

Zapytana o tę złość kapitanka Developresu Jelena Blagojević mówi wprost: - Nie lubię niesprawiedliwości. Siatkówka jest dla mnie wszystkim. Wiele mi dała. Uważam, że powinno się nas traktować równo.

Utytułowana Serbka dodaje, że siatkarki walczyły na boisku, a dobrze, że inni zadziałali poza nim i udało się coś zmienić. 

- Może potrzeba było czasu, by do tego doszło. Trzeba jeszcze zmienić na pewno trochę rzeczy, jeśli chodzi o kobiecy sport. Wyrównanie tych nagród to taki pierwszy krok. Dobrze, że coś zaczęło się zmieniać. Trzeba dostrzegać te pozytywne rzeczy. Wierzę, że żeńska siatkówka w Polsce - tak jak kadra w tym sezonie - będzie prezentować się coraz lepiej. Ale na pewno potrzeba tu jeszcze trochę pracy - podsumowuje brązowa medalistka igrzysk w Tokio.

"Próbujemy tu pogodzić ogień i wodę. Całej branży i całego sportu nie zmienimy". PLS gwarancji nie daje

O ile wiele jest głosów poparcia dla wyrównania wspomnianych premii, to nie brakuje też twierdzących, że wcześniejsza różnica była po prostu odzwierciedleniem w popularności kobiecej i męskiej siatkówki i że to zrównanie nagród jest niesprawiedliwe. Konieczny rozumie argumenty tych, którzy uważają, że powinno się wciąż opierać na wspomnianym algorytmie i uważa je za ważne. Ale sam zdania nie zmienia.

- W sytuacji, kiedy mowa o wysiłku związanym z tym jednym, konkretnym wydarzeniem, to wydaje się, że nie powinno być takich rozbieżności. Uważam, że w tym wypadku nagrody powinny być równe - podkreśla.

Ma on nadzieję, że zrównanie premii za siatkarski Superpuchar podziała jako przykład dla innych rozgrywek i sportów. A jeśli nie będzie to wyrównanie, to przynajmniej zmniejszenie dysproporcji.

- Chcielibyśmy, aby nagrody tam były jak najbardziej zbliżone, ale pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć. Próbujemy tu pogodzić ogień i wodę. Całej branży i całego sportu nie zmienimy. Ale tam, gdzie mamy wpływ i możliwości, robimy wszystko, by te rozwiązania były jak najbardziej sprawiedliwe i wymiernie wynagradzały wkładany wysiłek. Bo przecież on jest w przypadku kobiet i mężczyzn równie wielki - zaznacza.

Z naszych informacji wynika, że umowa między AL-KO a PLS została podpisana na trzy lata. Czy to oznacza, że w kolejnych edycjach Superpucharu również siatkarki będą mogły liczyć na taką samą nagrodę jak siatkarze?

- Bardzo nam na tym zależy i wierzymy, że tak będzie. Ale decyzję w tej sprawie podejmuje PLS - zastrzega dyrektor handlowy firmy.

Pytanie o utrzymanie równych premii zadaliśmy więc Arturowi Popce. Po krótkiej ciszy rzucił: - Postaramy się, by tak było. 

Jagieło tłumaczy, dlaczego w takich kwestiach zwykle zachowuje się ostrożność. 

- To trudny temat. W sporcie uzależnieni jesteśmy od sponsorów. Można coś planować, ale wydarzy się coś nieoczekiwanego i okaże się, że jednak nie będziemy mieli pieniędzy, na które liczyliśmy. W ostatnich latach sporo było tego typu utrudniających okoliczności. Najpierw pandemia COVID-19, potem Polski Ład i inflacja, a do tego wojna na Ukrainie - wylicza szefowa BKS.

Więcej o: