Tie-break, a jakże. To było do przewidzenia. Antiga machał do opustoszałych trybun

To był powrót z dalekiej podróży. Siatkarki Developresu Bella Dolina Rzeszów wygrały z Grupą Azoty Chemikiem Police 3:2 (22:25, 24:26, 25:16, 25:18, 15:10) i zdobyły Superpuchar Polski. Tie-break nie był tu żadnym zaskoczeniem - to niemal tradycja w meczach tych drużyn. Przykrą niespodzianką było za to aż tak wiele pustych miejsc na trybunach szczecińskiej hali.

Pięć setów? W bezpośrednich spotkaniach siatkarek Developresu Bella Dolina Rzeszów i Grupy Azoty Chemika Police taki scenariusz w ostatnich latach można brać przed meczem właściwie w ciemno. W poprzednim sezonie cztery z sześciu ich pojedynków zakończyły się tie-breakiem. W środę obie ekipy miały wzloty i upadki. Skuteczniejszy okazał się zimny prysznic, który zaliczyły w pierwszej części meczu rzeszowianki. A zaliczyły go na własne życzenie.

Zobacz wideo Siatkarski fenomen w Nysie. "Mimo porażek kibice chcieli przychodzić na mecze"

Zimny prysznic Developresu. Blagojević aż się przeżegnała

Po końcówce drugiego seta wydawać się mogło, że tym razem - wbrew zwyczajowi - może się skończyć wynikiem 3:0. W pierwszej części dwóch pierwszych odsłon to rzeszowianki były stroną dominującą. Dobrze radziły sobie w obronie i punktowały kontratakami. Dodatkowo błędami pomagały im policzanki. Na niewiele się to jednak zdało.

Stratę przewagi z inauguracyjnej partii 13:11 można przyjąć ze zrozumieniem. Tym bardziej, że bardzo dobrze spisywały się Martyna Czyrniańska i Jovana Brakocević-Canzian. Drugi set - gdyby nie finalne zwycięstwo - mógłby utrudnić wicemistrzyniom kraju zaśnięcie tej nocy. Prowadzenie 17:9, 21:16 i 23:20 nie wystarczyło, by doprowadziły do wyrównania stanu spotkania. Tak samo jak i piłka setowa chwilę później. Ekipa z Podkarpacia ze spuszczonymi głowami zmieniała strony boiska i trudno się dziwić. 

Okazało się jednak, że był to zimny prysznic, którego siatkarki z Rzeszowa potrzebowały. W dwóch kolejnych setach odskakiwały i już nie pozwalały rywalkom na powrót. Choć nie zawsze było łatwo - wybrana MVP meczu Jelena Blagojević po zdobyciu punktu na 16:11 aż się przeżegnała z ulgą. W tie-breaku policzanki obudziły się tylko na chwilę - końcówka należała do zawodniczek Stephane'a Antigi.

"Klątwa Superpucharu" obowiązuje u wszystkich. Czeki, które wywołały burzę

U siatkarzy w dwóch poprzednich edycjach zdobycie Superpucharu przynosiło pecha. W obu przypadkach w meczach o to trofeum spotykały się Jastrzębski Węgiel i Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle. Ten, który wygrywał na początku sezonu Superpuchar, ten na jego koniec przegrywał finałową rywalizację o mistrzostwo Polski. U siatkarek podobna zasada działa w przypadku Chemika. Nie udały mu się dwa poprzednie podejścia do tego trofeum, ale za to sięgał po złoty medal w ekstraklasie. Czy tym razem znów zadziała "klątwa Superpucharu" - okaże się późną wiosną.

Rok temu w Lublinie w meczu o to trofeum u kobiet zmierzyły się te same drużyny i wtedy rzeszowianki wygrały 3:2. Tego samego dnia i w tej samej hali o taką samą stawkę rywalizowali mężczyźni. Po wspólnej ceremonii dekoracji rozpętała się w mediach burza. Wszystko za sprawą dużej różnicy w premiach. Zawodnicy Jastrzębskiego Węgla otrzymali czek na 100 tysięcy złotych, a siatkarki Developresu na połowę tej sumy. Polska Liga Siatkówki tłumaczyła się wówczas, że premie ustalane są w oparciu o algorytm bazujący na zyskach z rozgrywek ligowych. Wielu osób to jednak nie przekonało, a wspomniana burza przyniosła efekt. Jako pierwsi półtora tygodnia temu informowaliśmy, że tym razem nagrody finansowe dla triumfatorów będą takie same.

Pełne trybuny w Lublinie, pustki w Szczecinie. Atut własnej hali tym razem nie zadziałał

W tym sezonie mecze o Superpuchar odbywały się w dwóch różnych miastach i do tego jeszcze w odstępie dwóch tygodni. O ile suma wypisana na symbolicznych czekach tym razem była identyczna, to uderzała mocno inna drastyczna różnica. A mianowicie ta dotycząca frekwencji. 

Pod koniec października lubelska hala Globus była wypełniona po brzegi. Faktem jest, że ma ona mniejszą pojemność niż mogąca pomieścić 5000 widzów szczecińska Netto Arena. Ale różnica ta wynosi nieco ponad 1000 miejsc, a w środę spora część trybun świeciła pustkami. Wymowne było, gdy podczas prezentacji przed spotkaniem Antiga odwrócił się, by pomachać publiczności i uśmiechnął się pod nosem na widok małej garstki osób siedzących na trybunie za jego plecami.

Jak dowiedzieliśmy się wcześniej, mecz o Superpuchar kobiet ulokowano w Szczecinie, by wypromować nieco tamtejszy obiekt. W najbliższych latach Chemik będzie tam rozgrywał regularnie mecze. Środowa frekwencja pokazała, że to dopiero początek drogi. Na pewno nie pomógł też fakt, że spotkanie odbywało się w porze meczu piłkarzy miejscowej Pogoni, którzy grali u siebie.

Po raz drugi w historii jedna z drużyn była gospodarzem w pojedynku o Superpuchar siatkarek, ale tym razem ten atut nie zadziałał. W 2018 roku spotkanie odbywało się w Łodzi i wówczas zespół Grot Budowlani wygrał z Chemikiem 3:2.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.