Miał być "Alien" a jest "Maszyna", "Żołnierz", "Sierżant". Kamil Semeniuk wszedł z drzwiami do Serie A

Łukasz Jachimiak
- Słyszę określenia "Maszyna", "Żołnierz", "Sierżant" - mówi Kamil Semeniuk. Jeden z liderów siatkarskiej reprezentacji Polski wszedł z drzwiami do ligi włoskiej.

Z Zaksą Kędzierzyn-Koźle dwa razy z rzędu wygrał Ligę Mistrzów. Z reprezentacją Polski zdobył brąz mistrzostw Europy i srebro mistrzostw świata. Kamil Semeniuk niedawno dostał tytuł najlepszego siatkarza Europy w sezonie 2021/2022, a od początku sezonu 2022/2023 jest jedną z największych gwiazd najlepszej ligi świata - włoskiej Serie A.

Zobacz wideo Siatkarski fenomen w Nysie. "Mimo porażek kibice chcieli przychodzić na mecze"

Po transferze do Perugii Semeniuk gra m.in. z Wilfredo Leonem. I błyszczy co najmniej tak jak kolega z reprezentacji Polski, którego wielu od lat nazywa najlepszym siatkarzem świata. Po pięciu kolejkach Perugia z kompletem zwycięstw i punktów zajmuje pierwsze miejsce w tabeli. Dopiero co pokonała na wyjeździe broniące mistrzostwa Lube 3:1, a Semeniuk z 18 punktami został wybrany najlepszym zawodnikiem szlagieru.

Natalia Kaczmarek, Małgorzata Kowalik-Hołub, Justyna Święty-Ersetic i Kinga Gacka, czyli drużyna półfinałowa. W finale zamiast Małgorzaty i Kingi pobiegły Anna Kiełbasińska i Iga Baumgart-Witan"Najseksowniejsze ozdoby". Biorą udział w konkursie, do którego się nie zgłaszały

Łukasz Jachimiak: 11 września zdobyłeś srebrny medal mistrzostw świata i nagrodę dla najlepszego przyjmującego turnieju, 14 września obroniłeś magisterkę, 16 września zostałeś wybrany najlepszym siatkarzem Europy za sezon 2021/2022, 2 października zadebiutowałeś w Perugii, gdzieś w międzyczasie musiałeś jeszcze zorganizować przeprowadzkę do Włoch, a teraz jesteś już jedną z gwiazd Serie A. Twoje życie nieźle przyspieszyło, prawda?

Kamil Semeniuk: To prawda, że okres od finału mistrzostw świata do momentu wylotu do Perugii był bardzo napięty. Ale na szczęście moja kochana narzeczona Kasia, jak i ja sam, wszystko dobrze zorganizowaliśmy. W kalendarzu mieliśmy zapisany plan praktycznie co do godziny, żeby na pewno udało nam się pozałatwiać i pozamykać wszystkie sprawy przed wylotem do Włoch. Muszę powiedzieć, że codziennie przez jakiś czas w mieszkaniu było jedno wielkie pakowanie kartonów i 15 września kurier zabrał do Perugii samochodem dostawczym cały dobytek mój i Kasi. Chciałbym skorzystać z okazji i podziękować bratu, tacie i koledze Piotrkowi za pomoc w znoszeniu tych kartonów z trzeciego piętra. Naprawdę musieliśmy się wszyscy spiąć na te kilka dni organizowania przeprowadzki. Ale teraz jak z Kasią czasem do tego wracamy, to się uśmiechamy, że udało nam się to wszystko załatwić.

Bardziej stresująca była przeprowadzka czy gala CEV? A może galą zupełnie się nie przejmowałeś, bo lubisz wskoczyć w garnitur i pod muszkę na oficjalne wystąpienia?

- Tak naprawdę gdy pierwszy raz czytałem maila z zaproszeniem na galę CEV, to nie wiedziałem czy się cieszyć, czy płakać. Poważnie. Jestem osobą, która nie lubi skupiać na sobie dużej uwagi, a wiedziałem że tam będą patrzeć na mnie wszyscy, a pewnie dodatkowo trzeba będzie coś powiedzieć do mikrofonu i oczywiście nie będzie to w języku polskim. Im bliżej była data tego wydarzenia, tym więcej miałem w sobie wątpliwości i pytań. Największym plusem było to, że leciała ze mną moja narzeczona, która dawała mi poczucie, że przecież nie może to być nic strasznego. I miała rację. Teraz bardzo miło to wspominam i super, że miałem możliwość wzięcia udziału w takiej gali.

Przedstawiciele Developresu nie pożartowali sobie, że powinieneś jakoś im wynagrodzić to, że dolosowałeś ich zespół nie do tej grupy, w jakich by chcieli być?

- Jeszcze się taki nie urodził, który by wszystkim dogodził! Robiłem co mogłem, ale widocznie los tak chciał. Trudno, dadzą radę!

A czy Ty byś chciał trafić w Lidze Mistrzów na Zaksę Kędzierzyn-Koźle?

- W sumie nie wiem. W grupie nie było takiej możliwości, więc całkiem możliwe, że zaraz po fazie grupowej na siebie trafimy i wtedy to będą bardzo ciekawe spotkania.

Czy w Perugii ostatecznie masz ksywę "Alien", jak nazwał cię prezes Gino Sirci?

- Ksywka się kompletnie nie przyjęła. Częściej słyszę określenia "Maszyna", "Żołnierz" czy jak ostatnio na treningu od trenera Anastasiego "Sierżant".

Chyba nie żałujesz? Bo tego "Aliena" można by było różnie interpretować.

- Zdecydowanie nie żałuję! Ale to nie tak, że byłem zły, gdy usłyszałem tę ksywkę. Pan prezes Gino Sirci ma taką tradycję i ja nie będę podważał jego decyzji, przynajmniej w takiej sprawie jaką są pseudonimy, które nadaje zawodnikom.

Na ile jesteś zadowolony ze swoich pierwszych meczów? Dałeś się poznać jako siatkarz, który zawsze chce więcej, więc proszę bardzo - możesz pomarudzić, chociaż moim zdaniem nie bardzo masz na co!

- Jestem co do swojej gry bardzo wymagający i myślę że to chyba dobrze, bo to sprawia, że staram się cały czas dawać z siebie maksa na treningach i w meczach. Tak, by kiedyś osiągnąć zadowolenie na 100 procent. Z moich występów jestem zadowolony, to nie jest tak, że kompletnie nie podoba mi się jak gram. Wygrywamy, myślę że swoją grą pomagam chłopakom z drużyny i to jest dla mnie najważniejsze. Ale generalnie można powiedzieć, że moje zadowolenie z mojej gry, to odrębna historia.

Kamil, ale powiedz proszę serio - wygrywacie hit z Lube, dostajesz nagrodę MVP i nie jesteś zadowolony na 100 procent? Ty od razu analizujesz, że jakąś akcję mogłeś zagrać lepiej?

- Wewnętrznie po meczu jest duże poczucie zadowolenia i wykonania dobrej roboty, ale jak już opadną emocje, to wyłapuję momenty z mojej gry, gdy ona nie była na wysokim poziomie, lecz ślizgała się po ziemi.

Ładnie powiedziane, ale skoczmy wysoko nad siatkę - jak ci się gra z Simone Giannellim? Wiadomo, że facet jest wirtuozem rozegrania, ale czy to znaczy, że od razu każdemu daje idealne piłki, czy jednak trzeba trochę czasu, żeby nawzajem wyczuć swoje tempo?

- Mając w swojej drużynie aktualnego mistrza Europy i świata i najlepszego zawodnika tych turniejów, a co za tym idzie najlepszego zawodnika w swoim fachu czyli na rozegraniu, oczekujesz, że każda piłka będzie idealna, bez znaczenia z jakiej części boiska by nie wystawiał. Lecz realia są takie, że myślę, że jak każdemu na tej pozycji, zdarzają mu się gorsze dni czy momenty. Simone czasem wystawi niedokładnie, ale to się zdarza bardzo rzadko. To co lubię w nim najbardziej, to to, że on jest dalej głodny sukcesów i chce się rozwijać. Chcę jeszcze raz przypomnieć, że facet wygrał MŚ i ME oraz na tych turniejach był MVP, a mimo to zasuwa na treningach i meczach aż miło się patrzy. Niejeden zawodnik po takich sukcesach puszyłby się jak paw, a on dalej prze do przodu i ciężko pracuje dla zespołu. Co do naszego zgrania, to z treningu na trening i z meczu na mecz jest coraz lepiej. Cenię sobie to, że mogę mu w kontekście wystawy powiedzieć jakiej piłki potrzebuję, żebym czuł się komfortowo w ataku i mogę mu zwrócić uwagę właśnie gdy zdarza mu się być niedokładnym.

Czeki rozdane podczas ceremonii dekoracji Superpucharów Polski w siatkówce kobiet i mężczyznBurza po Superpucharze Polski. Dogadali się. Już nie będzie wstydliwej sytuacji

Pamiętam, że kiedy się okazało, że Perugii nie będzie dalej prowadził Nikola Grbić, to trochę się zmartwiłeś. A czy Andrea Anastasi jest w czymś do Grbicia podobny?

- Trochę byłem zasmucony, gdy dowiedziałem się że trener Nikola nie będzie moim trenerem w klubie, ale trudno. Gdy doszła do mnie informacja, że nowym trenerem będzie Andrea Anastasi, to tak naprawdę miałem jeden wielki znak zapytania, jak to będzie. Kompletnie nie wiedziałem z własnego doświadczenia jakim on jest trenerem. Koledzy z reprezentacji podczas zgrupowania trochę mi poopowiadali na jego temat, ale wiedziałem, że muszę sam na sobie się przekonać jaki to jest trener i człowiek. Na ten moment mogę powiedzieć, że jest wymagający na treningach i w meczach, ale też okazujący wsparcie w trudnych chwilach na boisku i potrafiący się cieszyć razem z drużyną ze zdobytych punktów. Bardzo lubię, gdy trener przy linii bocznej w trakcie spotkania nie jest biernym obserwatorem, tylko żyje spotkaniem i emocjonuje się razem z drużyną. Porównując go do trenera Nikoli, uważam, że mają podobny warsztat jeżeli chodzi o prowadzenie treningów. I mi ten warsztat bardzo odpowiada.

Z trenerem Grbiciem pewnie jesteś cały czas w kontakcie? Mieszkacie gdzieś blisko siebie?

- Muszę cię zaskoczyć - od momentu zakończenia sezonu reprezentacyjnego z trenerem Nikolą nie zamieniliśmy ani słowa. Ale to dla mnie nie jest powód do zmartwienia, bo wiem że ma swoje obowiązki jako trener kadry. Widziałem że był na Superpucharze Polski, więc ma co robić. Myślę jednak, że gdzieś tam obserwuje moje poczynania i też nie chce specjalnie mi wchodzić do głowy, tylko daje mi miejsce, abym sam na własnej skórze poczuł klimat Włoch i ligi włoskiej.

"Wychodzę z Nikolą na obiady całkiem często i mnóstwo rozmawiamy o tych dwóch chłopakach" (o Tobie i o Wilfredo Leonie) - tak powiedział Anastasi w wywiadzie dla WP SportoweFakty. Ty też chodzisz na obiady z trenerami? A może z kumplami z drużyny? Trzymasz się bardziej z Wilfredo i z Kamilem Rychlickim czy raczej działasz jak Robert Lewandowski, który po przyjściu do Dortmundu postanowił sobie, że będzie się kumplował tak samo z Niemcami jak z Kubą Błaszczykowskim i Łukaszem Piszczkiem?

- Nie będę ukrywał, nie jestem osobą, która bardzo łatwo nawiązuje nowe znajomości czy jest bardzo otwarta i towarzyska wobec nowych ludzi. Potrzebuję na to czasu. Ale postanowiłem sobie, by właśnie w okresie przebywania we Włoszech to trochę zmienić i staram się rozmawiać z każdym. Na początku więcej z Kamilem i Wilfredo, ale to tylko dlatego że z nimi mogłem porozmawiać po polsku i łatwiej mi było dowiedzieć się czegoś, gdy miałem jakieś pytania. Ale teraz już z każdym z drużyny śmiało mogę porozmawiać więcej lub mniej i to mi się bardzo podoba. Byłem już również razem z narzeczoną na organizowanej przez drużynę kolacji po meczu, także ta aktywność towarzyska jest na całkiem dobrym poziomie.

Jak Twój włoski? Uczyłeś się już przed wyjazdem, żeby sobie ułatwić wejście do zespołu?

- Uczyłem się praktycznie od momentu, gdy podjąłem decyzję o włoskim kierunku na kolejne sezony. Kupiłem książki do nauki, rozmówki i pobrałem nawet aplikację na telefon, która okazała się najlepszym rozwiązaniem do nauki, bo jednak w tych czasach telefon ma się zawsze i wszędzie, więc nauka z niego była łatwiejsza. Na czas mistrzostw świata przestałem się uczyć, by głowa była zajęta tylko meczami. Teraz odkąd jestem już we Włoszech, uczę się cały czas. Na treningach, odprawach wideo czy w szatni słucham, jak chłopaki między sobą rozmawiają. Na wyjazdowe mecze zabieram rozmówki i też się uczę. Powoli, ale ten włoski wchodzi mi do głowy.

Kuriozalna sytuacja w meczu PlusLigi (Stal Nysa-Jastrzębski Węgiel)Kuriozalna sytuacja z PlusLigi. Sensacja początku sezonu brutalnie zweryfikowana [WIDEO]

O ile Perugia jest ładniejsza od Kędzierzyna-Koźla? No chyba że lokalny patriota w Tobie zaprotestuje i będzie dowodził, że Kędzierzyn jest "naj"?

- To pytanie nie jest łatwe. Perugia ma swój klimat, gdy pojedzie się do centrum, to naprawdę jest pięknie. Pogoda jest wspaniała, mamy już prawie listopad a tutaj nadal jest po ponad 20 stopni Celsjusza w ciągu dnia. Jestem ciekawy czy grube kurtki w ogóle mi się przydadzą. W Kędzierzynie się urodziłem, wychowałem i znam to miasto jak własną kieszeń. Widziałem jak przechodzi metamorfozę jeżeli chodzi o nowe ulice, centra handlowe i inne rzeczy, więc Kędzierzyn też zrobił się ładnym miastem. Nie będę decydował, które jest lepsze.

W każdym razie muralu w Perugii jeszcze nie masz.

- Nie mam, jeden mi na ten moment w zupełności wystarczy. Ale jakby mi kiedyś zrobili w Perugii za osiągnięcia w klubie, to to by było coś.

Myślisz, że za x lat wrócisz grać do Kędzierzyna? W tym momencie bardziej tęsknisz za miejscem, w którym spędziłeś całe życie czy już tęsknota trochę minęła i bardziej żyjesz tym, co robisz, na co pracujesz w nowym świecie?

- Wyczekiwałem momentu, gdy zobaczę jak to będzie oglądać Zaksę i generalnie PlusLige, grając w innej lidze. Tęsknota jest duża i zawsze będzie. Ale tutaj tworzę swój drugi dom, będę chciał spędzić w Perugii trochę czasu, chcę się czuć tu komfortowo i chcę, żeby ludzie związani z tym klubem mieli o mnie dobre zdanie i żeby byli po prostu szczęśliwi z tego, że z nimi jestem. Pewnie kiedyś wrócę do Kędzierzyna i do Zaksy, gdy tylko ona tego będzie chciała. Ale w jakim momencie mojej przygody z siatkówką, tego nie jestem w stanie teraz powiedzieć.

Więcej o: