ZAKSA ma poważnego rywala w Polsce. "Odpaliliśmy. Teraz my chcemy być dominatorem"

Agnieszka Niedziałek
Jurij Gladyr z Jastrzębskiego Węgla
Fot. Dominik Gajda / Agencja Wyborcza.pl

- W tamtym sezonie zdobyliśmy Superpuchar Polski, a potem już była dominacja jednego zespołu w lidze. Teraz to my chcemy być tym dominatorem - deklaruje w rozmowie ze Sport.pl Jurij Hładyr. Siatkarz Jastrzębskiego Węgla zapewnia, że w "klątwę Superpucharu" nie wierzy. A trenera Marcelo Mendeza porównuje do rzeźbiarza.

Jurij Hładyr należy do sportowców, o których można powiedzieć, że są jak wino - im starsi, tym lepsi. 38-letni siatkarz w PlusLidze gra niemal nieprzerwanie od 2008 r. i przez ten czas zapracował na uznanie ze strony kibiców. Kolejny raz kunszt potwierdził w środowy wieczór w meczu o Superpuchar Polski. Jastrzębski Węgiel pokonał Zaksę 3:2, a on został wybrany MVP spotkania. Zdobył 15 punktów, z czego sześć blokiem. Doświadczony środkowy zapewnia, że jego drużyna zrobi wszystko, by nie powtórzył się scenariusz sprzed roku, kiedy mimo wywalczenia tego trofeum w lidze prym wiedli potem kędzierzynianie.

Zobacz wideo Superpuchar siatkarzy. ZAKSA nie przełamała się po druzgocącej porażce w Nysie

Agnieszka Niedziałek: Mówiąc pół żartem, pół serio, to zastanawiam się, czy na pewno należy panu gratulować zdobycia tego Superpucharu Polski. Na podstawie dwóch poprzednich sezonów można uznać, że to właściwie gwarancja przegrania finału PlusLigi...

Jurij Hładyr: Nie wierzę w takie przesądy. Trzeba cały czas dobrze trenować, na dobrym poziomie, by prezentować dobrą siatkówkę. Nie bać się i nie myśleć o tym, że rywale są mocni. My jesteśmy i tylko to musi być w naszych głowach. Z takim nastawieniem można wygrywać. Z innym nie ma czego tu szukać.

W środowym meczu było sporo falowania jeśli chodzi o poziom gry. Ale tego chyba można się spodziewać na początku sezonu.

To było spotkanie, w którym każdy z zespołów miał lepsze i gorsze momenty. Ale generalnie myślę, że ten pojedynek mógł się podobać kibicom. Publiczność dopisała. My dobrą siatkówką zaczęliśmy prezentować dopiero od połowy czwartego seta. To dobrze, że w najważniejszym momencie "odpaliliśmy" i przechyliliśmy szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Najważniejsze, że mogliśmy się cieszyć z wygranej, ale też pamiętajmy, że w tamtym sezonie zdobyliśmy Superpuchar, a potem już była dominacja jednego zespołu w lidze. Teraz to my chcemy być tym dominatorem i zrobimy wszystko, żeby tak było.

Pana klub po raz drugi z rzędu zdobył Superpuchar Polski i znów w Lublinie. To miasto chyba wam pasuje.

To prawda. Scenariusz się powtórzył, tylko wynik był inny (rok temu jastrzębianie wygrali z Zaksą 3:0 - przyp. red.). Niespełna trzy tygodnie temu wygraliśmy w tej samej hali mecz 3. kolejki PlusLigi z LUK Lublin 3:1. Rok temu zaczęliśmy w niej sezon i zwyciężyliśmy 3:1, a zaraz potem wróciliśmy tam, by zdobyć Superpuchar. Historia zatoczyła więc koło i najważniejsze, że z pozytywnym zakończeniem.

Pamięta pan poprzedni mecz, w którym łącznie zdobyto aż 37 punktów blokiem? Tyle było ich w środowy wieczór.

Proszę zwrócić uwagę na to, jak się ułożył ten mecz. Od początku czwartego seta tych bloków już za wiele nie było. Zawodnicy weszli wtedy na swój najwyższy poziom i trudno już było kogoś zatrzymać w ataku. Na początku rzeczywiście bloków było bardzo dużo - po jednej i po drugiej stronie. Nie wiem, jak to oceniać. Czy to bardzo dobra gra bloku, czy to atakujący zamykali oczy?

Może to i to?

Możliwe. Ja bym się jednak na tym nie skupiał. Istotne jest to, że wygraliśmy. To był fajny mecz, ze świetną atmosferą i mógł się podobać kibicom. Zwłaszcza naszym.

Zarówno Jastrzębski Węgiel, jak i Zaksa mają nowych trenerów. Czy można już dostrzec rękę Marcelo Mendeza w grze pana drużyny?

Myślę, że to zobaczymy w późniejszej części sezonu. Bo teraz, wiadomo, to jeszcze początek. Marcelo jest świetnym szkoleniowcem, bardzo dużo wymaga na treningach. Dlatego uważam, że nasza gra może pod jego okiem pójść do przodu. Będziemy się rozwijać, jestem tego pewien. To dobry fachowiec. W ogóle cała trójka szkoleniowców, która teraz przyszła, jest bardzo w porządku. Dobrze weszli do zespołu i oby tak dalej. Budujemy mentalność zwycięzców i chcemy wygrywać w każdym kolejnym spotkaniu.

A co do trenera Zaksy, to akurat Tuomasa Sammelvuo znam doskonale. Grałem z nim w drużynie (w Zaksie w sezonie 2009/10), kiedy jeszcze był zawodnikiem. Bardzo lubię z nim rozmawiać, to bardzo pozytywny człowiek. Na pewno da pozytywny impuls tej drużynie. 

Wspomniał pan, że trener Mendez jest wymagający. Inni opisywali obrazowo, że potrafi przeczołgać na treningu po parkiecie każdego. Niezależnie od osiągnięć i wieku, bo nie stosuje wobec nikogo taryfy ulgowej.

Oczywiście. Mamy na tyle doświadczony i dojrzały zespół o wielkich nazwiskach i taki trener jak Marcelo musi podchodzić do nas po prostu jak do materiału do pracy. I ulepić z tego materiału jak najlepszą statuetkę, która będzie się fajnie prezentowała.

Pierwszy zarys tej statuetki chyba wygląda całkiem nieźle. Jastrzębski Węgiel ma w lidze bilans 5-0 i jest liderem tabeli. Każde kolejne zwycięstwo dodaje pewności siebie?

- Nie przywiązujemy wagi do tej serii. Chcemy z meczu na mecz pokazywać coraz lepszą siatkówkę. Nad tym pracujemy na treningach. Nie zapominajmy, że w najbliższej kolejce gramy w Nysie ze Stalą, która ograła niedawno Zaksę 3:0. Zdajemy sobie sprawę, że chłopaki z Kędzierzyna-Koźla - znając ich trenera przygotowania fizycznego - dostali trochę w kość. Ale nie będziemy umniejszać zasług Stali, która jak na razie jest rewelacją rozgrywek. Widać, że panuje tam świetna atmosfera i jest chemia, co przekłada się na prezentowaną siatkówkę.

Pocieszmy się więc trochę tym sukcesem z Lublina, ale już myślimy o Nysie. To naprawdę gorący teren. Jest tam kocioł, specyficzni kibice, którzy świetnie dopingują zespół. Dlatego musimy być skoncentrowani, by wyjechać stamtąd ze zwycięstwem.

Stresował się pan, gdy jeszcze kilka dni przed początkiem sezonu klub z powodu zaległości finansowych wobec Salvadora Hidalgo Olivy nie mógł rejestracją zagranicznych zawodników?

Nie, generalnie nie zamartwialiśmy się tym. Wiedzieliśmy, że sytuacja się rozwiąże i byliśmy dobrej myśli.

Rozwiązała się, ale można powiedzieć, że w zasadzie na ostatnią chwilę przed pierwszym meczem ligowym.

O tej całej sprawie przez dłuższy czas w ogóle nie wiedzieliśmy. Ale gdy już dotarła do nas ta informacja, to - jak mówiłem - wiedzieliśmy, że będzie dobrze, że prezes to załatwi. I tak było.

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...