Egonu zdobyła medal i zszokowała siatkarski świat. Włosi błagają. "Kochamy cię"

Jakub Balcerski
Łzy Paoli Egonu i jej deklaracja po meczu o brązowy medal mistrzostw świata zszokowały siatkarskie środowisko. 23-letnia Włoszka, jedna z najlepszych zawodniczek na świecie, zapowiedziała, że to był jej ostatni mecz w narodowych barwach. To historia, nie jak twierdzi prezes włoskiej federacji, "jednego idioty", a tego, dlaczego atakująca ma na ręce tatuaż z cytatem "Piekłem są inni ludzie".

Na zdjęciach z szatni Włoszek po zdobyciu brązowego medalu mistrzostw świata nie ma jednej zawodniczki. Tej najważniejszej, która w meczu z Amerykankami zdobyła 25, a w całym turnieju aż 475 punktów. Tuż po ostatniej piłce Paola Egonu nie cieszyła się z resztą włoskiej kadry. Siedziała na boisku i płakała. Łzy z jej twarzy ocierała libero Monica de Gennaro, ale trudno było ją uspokoić.

Po wszystkim atakująca oświadczyła, że w wieku 23 lat chce zakończyć karierę reprezentacyjną. Że sobotni mecz o brązowy medal w Apeldoorn był jej ostatnim w tych barwach. A to przez rasistowskie komentarze. Wśród wielu negatywnych komentarzy w jej mediach społecznościowych znalazły się choćby te z pytaniami: "Dlaczego jesteś Włoszką?". - Słuchałam hymnu przed meczem o trzecie miejsce i płakałam z bólu, ale też tego, jak bardzo zostałam zraniona. Robię sobie przerwę - powiedziała włoskiej telewizji Rai.

"Piekłem są inni ludzie"

Egonu ma trzy tatuaże, które mają jej przypominać o własnym charakterze. Na ramieniu "Patience", czyli "cierpliwość", bo jak sama mówi, za często wybucha i nie potrafi opanować emocji. Nieco wyżej "Hic et nunc" - "Tu i teraz", żeby nie myśleć tylko o przyszłości. I ten na ręce: "L'enfer, c'est les autres", czyli "Piekłem są inni ludzie", słynny cytat ze sztuki "No Exit" Jeana-Paula Sartre'a.

Zobacz wideo Przełomowy sukces polskich siatkarek. Nowa era. "Ćwierćfinał był strefą poza marzeniami"

Dzisiejsza gwiazda włoskiej i światowej siatkówki dorastała w małej dzielnicy Wenecji, gdzie była wciąż obrażana ze względu na pochodzenie i kolor skóry. Życie córki dwójki nigeryjskich emigrantów nie było łatwe. Mówiła, że do dziś poświęca wiele czasu na czytanie o rasizmie i historii tego, jak jest zwalczany. - Doświadczyłam rasistowskich zachowań. To normalne, choć nie powinno tak być - mówiła w rozmowie z "Corriere dello Sport" z 2019 roku. - Taka jest rzeczywistość - dodawała, gdy dziennikarz przytoczył słowa Nelsona Mandeli cytowane przez Egonu na Instagramie: "Nikt nie rodzi się z uczuciem nienawiści do drugiej osoby za kolor skóry". - Dziecko nie zauważa koloru skóry do momentu, gdy nauczyciel nie powie, że jest czarne, albo żółte - wskazała Egonu.

Zaczęło się od 20 błędów. "Była bardzo zmartwiona, bo już teraz dotykała ją spora krytyka"

I choć Włoszka cierpiała z powodu rasistowskich uwag już nie raz, a także homofobicznych wypowiedzi po tym, jak przyznała, że jest osobą biseksualną, to chyba ten moment jest dla niej najbardziej bolesny. Wszystko zaczęło się nie po meczu o brąz, który przyniósł jej przecież drugi w karierze medal mistrzostw świata. Początek tej przykrej historii to porażka w półfinale z Brazylijkami. Wstydliwa, bo do tego momentu w tym sezonie Włoszkom wychodziło prawie wszystko. Już raz przegrały z Canarinhos na tych mistrzostwach, ale nadal były wicemistrzyniami świata, które wielu widziało ze złotymi medalami na szyjach na koniec tegorocznego turnieju. Półfinał nie tylko odebrał im tę szansę. Zmienił wszystko.

Włoszki popełniły w nim aż 33 błędy, a aż 20 z nich to te, za które odpowiedzialna była Paola Egonu. Tak nie dało się ograć rywalek na równym, czy nawet lepszym poziomie, bo Brazylijki zagrały wówczas prawdopodobnie najlepsze spotkanie na turnieju. Po ostatniej piłce szybciej od smutku związanego z porażką do Egonu przyszła świadomość jej efektów. - Rozmawiałem z nią, przyznała, że Włoszki popełniały za dużo błędów i ona też. Taka porażka może się przytrafić, ale to miało spory wpływ na wynik, ma rację - mówił cytowany przez portal Web Volei trener brazylijskiej kadry, Ze Roberto. - Była bardzo zmartwiona, bo już teraz dotykała ją spora krytyka. Mówiła: "Nie chcę wam umniejszać tej wygranej, ale popełniłyśmy tych błędów zdecydowanie za dużo". Zupełnie to rozumiem. Widać też, jak dotknęło ją to, co się stało - zauważył szkoleniowiec.

Prezes włoskiej federacji, Giuseppe Manfredi zasugerował włoskim mediom, że chodziło o "jednego idiotę", który miał wypisywać do Egonu po porażce z Brazylią. Te słowa Ze Roberto sugerują jednak, że było inaczej i zawodniczka jest pod stałą presją krytyki z mediów społecznościowych. To wcześniej sugerowała też już wielokrotnie sama siatkarka. Półfinał i to, co stało się po nim, okazało się jednak na tyle przykre, że, choć Egonu zagrała jeszcze jedno znakomite spotkanie tych MŚ, nie była już w stanie cieszyć się siatkówką tak, jak wcześniej.

Jak Baggio po karnym z 1994

Jej słowa o przedwczesnym końcu kariery reprezentacyjnej po meczu o brąz zszokowały włoskie środowisko siatkarskie. To przecież ich najważniejsza zawodniczka. Ale tak, jak hejterzy z rasistowskich komentarzy nie chcieli zaakceptować, że Egonu nazywa się Włoszką i jest liderką ich drużyny, tak Egonu nie chce występować w niebieskiej koszulce, reprezentując takich ludzi. - Zastanawiam się, czemu miałabym występować jako twarz drużyny narodowej ludzi piszących do mnie takie rzeczy. Wkładam w to całe swoje serce i duszę, nigdy nie brakuje mi szacunku do innych. Dlatego to mnie tak boli - mówiła cytowana przez "Corriere della Sera".

Prezes włoskiej ligi kobiet, Mauro Fabris, porównał jej sytuację do tego, jak 28 lat temu krytykowano Roberto Baggio. "Przestrzelił kluczowego karnego w finale mistrzostw świata, swoją drogą właśnie przeciwko Brazylii. Ale kibice uwzięli się na niego nie tylko za to. Przeszedł przez wszystko: nienawiść za to, że był buddystą, myśliwym, czy że nosił warkoczyki. Ale pozostał wielką postacią i mistrzem kochanym przez Włochów" - przytoczył Fabris. "Paolo, podziwiamy cię i kochamy. Odłóż resztę na bok. Niedługo wrócisz do Serie A, już bardzo tęsknimy" - napisał wręcz błagalnie działacz.

Do sprawy Egonu "podczepili się" politycy. Zadzwonił nawet premier

Teraz rasizm wobec Egonu i jej rezygnacja stały się wręcz sprawą polityczną we Włoszech. Lewica zmobilizowała się i szybko okazała pełne wsparcie dla zawodniczki. Politycy "podczepili się" pod sprawę i ostro krytykowali rządzącą partię Braci Włochów za brak reakcji. Rula Jebreal, palestyńska dziennikarka z włoskim obywatelstwem, która komentuje tamtejsze wydarzenia polityczne, połączyła nawet wypowiedź siatkarki z faktem, że przewodniczącym włoskiego Senatu został Ignazio La Russa, którego nazywa faszystą i rasistą.

W końcu dzień po zakończeniu mistrzostw do Egonu zadzwonił nawet premier Mario Draghi, który okazał jej wsparcie i chciał przekonać Włoszkę do dalszej gry dla kadry. "Pełna solidarność z siatkarską mistrzynią Paolą Egonu od Premiera Draghiego podczas porannej rozmowy telefonicznej. Jest dumą włoskiego sportu i będzie miała wiele okazji do zdobywania kolejnych trofeów, nosząc koszulkę reprezentacji, w przyszłości" - czytamy na Twitterze jego kancelarii.

Egonu daje sobie dwa miesiące. Zostanie "faraonem" najlepszego klubu w Europie

Słowa Draghiego brzmią pewnie, ale czy sytuacja Egonu rzeczywiście jest tak łatwa do rozstrzygnięcia? Wydaje się, że nie, bo zbyt wielu szczegółów nie podaje nawet sama zawodniczka. - Muszę przez chwilę odpocząć, zrobić przerwę dla siebie i wrócić do dawania z siebie wszystkiego na boisku. Niektórzy powiedzą, że nie zasługuję na reprezentację, ale moim marzeniem jest właśnie, żeby być na podium z tym zespołem. Zobaczymy, co z kolejnym sezonem. Mam nadzieję przemyśleć to wszystko i zmienić nastawienie, bo przed nami wiele do wygrania. Mamy Ligę Narodów, domowe mistrzostwa Europy i kwalifikacje olimpijskie. Porozmawiamy w styczniu - stwierdziła.

Włoszka daje sobie zatem nieco ponad dwa miesiące. Do gry powinna wrócić już w najbliższy weekend. Co ważne, w nowym kraju, bo zamieniła mistrzynie Włoch z Imoco Volley Conegliano na najlepszą drużynę Ligi Mistrzyń, Vakifbank Stambuł. To dla niej nowe wyzwanie, z dala od Włoch, miejsca, które na chwilę obrzydziło jej siatkówkę. Teraz pewnie będzie oceniana z dystansu przez tamtejszych kibiców, czy media. Mówi się, że dostała kontrakt, jak dla "faraona" i tak jest postrzegana przez podekscytowanych tureckich kibiców. Ale w Vakifbanku nie zawsze będzie musiała być kluczową postacią, wspierana przez reprezentantki Turcji, świetną brazylijską przyjmującą Gabi, czy jednego z najlepszych trenerów siatkówki, Włocha Giovanniego Guidettiego. Dlatego gra w Stambule może pomóc przywrócić jej spokój i miłość do sportu, w którym została jedną z największych postaci na świecie.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.