Lavarini śpiewa, skraca czas na wszystko, a w Polsce tak mu zimno, że w hali nosi grubą kurtkę

Jakub Balcerski
Podczas analizowania kolejnych rywalek niezależnie, czy dzień wcześniej przegrał, czy wygrał, lubi pośpiewać. Bywa też grymaśny i na wszystko skraca czas. Lubi mieć porządek, a w Polsce zimno mu tak, że jako jedyny ze sztabu w hali przed meczem nosi grubą kurtkę. - Wygląda na poważnego i zajętego tylko tym, co robi. Tak naprawdę w środku to gość, który wszystkim się bawi i łatwo się z nim zrozumieć - mówi Sport.pl o trenerze polskich siatkarek Stefano Lavarinim jeden z jego pierwszych mentorów, Luciano Pedulla.

- Nie lubię, gdy ktoś mówi: grasz z Serbią i nie masz nic do stracenia. Gram ćwierćfinał mistrzostw świata. Wiecie, co mam do stracenia? Coś, o czym marzyłem ostatnie 23 lata - mówił dziennikarzom trener polskich siatkarek, Stefano Lavarini, gdy okazało się, że zagrają z Serbkami o strefę medalową tegorocznych MŚ.

Zobacz wideo Polskie siatkarki zadziwiły świat. Sensacja. "Nie spodziewały się"

Trener Polek nie odbył nawet jednego siatkarskiego treningu. Od chłopca do podawania piłek przez asystenta do ukształtowania przez nową falę włoskich szkoleniowców

Skąd właśnie te 23 lata? Lavarini nigdy nie był siatkarzem, twierdzi, że sam nie odbył nawet jednego treningu. W Omegni, gdzie się wychowywał, każdy chłopak, który nie umiał grać w piłkę, zostawał jednak kibicem lokalnej drużyny siatkarek. Tam Lavarini przeszedł drogę od chłopca do podawania piłek do asystenta trenera.

- Został nim w wieku siedemnastu lat. Wtedy go poznałem, pracował ze mną i Paolo Ceruttim - mówi Sport.pl jeden z pierwszych trenerskich mistrzów i mentorów Lavariniego, Luciano Pedulla. - Był kolegą z klasy późniejszych zawodniczek reprezentacji: Eleonory Lo Bianco, Natalii Vigano i Chiary Negrini. Zapamiętałem go z tego okresu jako bardzo zdeterminowanego chłopaka. Zawsze marzył o wielkich wynikach, nawet gdy dopiero przechodził przez kluby Serie A2, a potem udowadniał swoją jakość w Serie A1 - opisuje szkoleniowiec.

Nikola Grbić, reprezentacja Polski siatkarekGrbić ma wiadomość do Polek przed historycznym meczem na MŚ. Oto właśnie chodzi

23 lata temu, w 1999 roku, Lavarini zaliczył pierwszy kontakt z siatkówką na najwyższym poziomie. To wtedy został asystentem Pedulli w Igor Gorgonzola Novara (wówczas AGIL Trecate). - Mieliśmy pozytywne, jak i negatywne momenty wspólnej pracy. Jest bardzo pokornym i pracowitym człowiekiem, wiele poświęcił dla osiąganych wyników. To miła i szczera osoba. Było wiele ważnych chwil w jego karierze, ale najbardziej ukształtowała ją chyba nauka pod okiem włoskich trenerów młodego pokolenia, nowej fali. Współpracował przecież i z Giovannim Guidettim i Massimo Barbolinim. Potem dostawał już szansę pokazania się jako pierwszy trener i świetnie ją wykorzystał - wskazuje Pedulla. 

Przełom nastąpił rok temu. To wtedy Lavarini prowadził już liczący się w walce o najwyższe cele w lidze włoskiej Igor Gorgonzola Novara, ale zajął też czwarte miejsce na igrzyskach w Tokio z Koreankami. To niewiarygodny sukces. - Każdy wielki wynik daje trenerowi pewność siebie. Tak samo było ze Stefano i tym sukcesem w Korei. Nie zmienił jednak swoich przyzwyczajeń. Szybko wrócił do Włoch, żeby spotkać się ze swoją rodziną, nie zapomniał o przyjaciołach. Oczywiście, często musi wręcz zatopić się w świat siatkówki. Rozmawiałem z nim, zanim zmienił Koreę na Polskę i już wtedy wierzył w ich kadrę i zawodniczki - przekazuje Luciano Pedulla.

Lavarini się zmienił? "W ogóle! Tak naprawdę w środku to gość, który wszystkim się bawi"

A jak bardzo zmienił się Lavarini? - W ogóle! - zapewnia Włoch. - Jest coś naturalnego w jego zachowaniu, niczego nie ukrywa. Jest zabawny, pewny siebie, zły, przejmuje się, martwi, zadowala i cieszy, kiedy tylko potrzebuje, dokładnie tak, jak gdy pierwszy raz się spotkaliśmy - przekonuje.

- Wygląda na poważnego i zajętego tylko tym, co robi. Tak naprawdę w środku to gość, który wszystkim się bawi i łatwo się z nim zrozumieć. W siatkówce lubi badać swój zespół, grę. Świetnie radzi sobie też z problemami, potrafi zażegnać nawet te największe i to bez utraty wiary w to, co robi - dodaje trener.

Swoją trenerską filozofię przekazał nam sam Lavarini. - Lubię zespoły, które grają agresywnie. W tym sensie, że za każdym razem próbują zdobyć punkt, stają się szalone w poszukiwaniu rozwiązań w poszczególnych akcjach. Punktują, nie czekając na błąd rywalek. Jednocześnie musi być w nich odpowiedni balans, organizacja. Każdy powinien wiedzieć, jaką ma pozycję i co dokładnie ma robić, za co być odpowiedzialnym. Nie jestem jednak trenerem, który ma określony system, pod który ustawia każdy zespół i nie widzi od tego wyjątków. Nie patrzę też na wielkie indywidualności. Poznaję zawodniczki i staram się stworzyć zespół od podstaw w oparciu o ich charakterystykę. Potem zajmuję się tą wspomnianą agresją i balansem. To chyba opis, którego możecie używać - mówił jeszcze przed tegoroczną Ligą Narodów. No to używamy.

Joanna Wołosz, MŚ siatkarek, siatkówkaSerbki mają słaby punkt? Wołosz widzi szansę Polek. "Presja jest zdecydowanie po ich stronie"

Lavarini śpiewa, bywa grymaśny, a w Polsce tak mu zimno, że ma kurtkę, gdzie widać tylko część twarzy. Aż się jej wstydzi

Czwartek, 6 października. Jest około południa, a w salce hotelu Iness w Łodzi, gdzie niedawno z dziennikarzami rozmawiała środkowa polskich siatkarek, Agnieszka Korneluk, słychać utwory z głośnika puszczone przez sztab Polek w drugim pomieszczeniu, gdzie trwa analiza wideo kolejnego rywala na mistrzostwach świata, Kanadyjek. Jest dzień po wielkim zwycięstwie zawodniczek trenera Stefano Lavariniego nad Amerykankami i nagle obok muzyki zaczyna być słyszalny mocny, męski głos. To Lavarini podśpiewuje sobie do wybranej przez siebie playlisty.

To podobno zupełna norma, bo ze środowiska kadry słyszymy, że Lavarini śpiewa nie tylko, gdy jest szczęśliwy. Ma piosenkę chyba na każdy nastrój. - Uwielbiam muzykę, więc słucham wielu gatunków i artystów. Choćby włoskie piosenki z lat 60., ale także takie, które poznałem podczas pracy w Brazylii. Ostatnio często do nich wracam. To miłe wspomnienia, bardzo lubię ich czucie muzyki i całą kulturę. Miałem teraz taki okres, gdzie potrzebowałem portugalskich słów i tych rytmów. Ale za kilka dni może mi się zmienić na kubańskie, albo hard rock, czy heavy metal. Dostosowuję się do każdej, którą z jakiegoś powodu wybiorę - mówił Sport.pl kilka miesięcy temu.

Ale czasem bywa bardziej grymaśny niż rozśpiewany. Długo dostosowywał się do "polskości", bo przyjechał tu z Azji i Korei, gdzie wszyscy do wszystkiego podchodzili pozytywnie. A to w Polsce już nie jest tak oczywiste. Zaakceptował to, jak różnie podchodzi się tu do wielu spraw, choć lubi mieć wszystko poukładane. Tak w pokoju, jak i w harmonogramie. Gdy na początku turnieju widział, że po długim meczu zawodniczki miały jeszcze po kilka rozmów w mixed zonie, to sam potrafił z niej uciec, żeby nieco przyspieszyć wyjazd z hali do hotelu. Czasem na wszystko skraca czas. Teraz stoi jednak u mediów długo, a na pytania odpowiada wyczerpująco. W Polsce nie lubi chyba tylko temperatury. Tak mu zimno, że jako jedyny z całego sztabu po hali przed meczem zawsze chodzi w grubej kurtce. Podobno ma też taką puchową z dużym kapturem, w której widać mu tylko część twarzy, ale w niej trochę wstydzi się chodzić.

Wielka szansa Polek i Lavariniego. "Wszyscy powinni umieć dojrzeć tę pewność siebie u zawodniczek i Stefano"

Teraz Lavarini stoi przed być może największą szansą na zaistnienie w świecie siatkówki w swoim życiu. Ćwierćfinał z Serbią to mecz, który w Polsce zapewniłby mu zapisanie się w historii i wręcz pomnikowy odbiór u kibiców. - U Polek wszystko wygląda prosto: mają najlepszą rozgrywającą na świecie, Joannę Wołosz, silną atakującą, Magdalenę Stysiak, dwie środkowe, Agnieszkę Korneluk i Kamilę Witkowską, które potrafią znakomicie bronić i nową liderkę, Olivię Różański, którą Stefano świetnie rozmieścił na boisku razem z dwoma pozostałymi przyjmującymi. Grają w bardzo łatwy do określenia sposób: kiedy tylko mogą, próbują posyłać piłki szybko. Mają jednak bardzo różnorodny wachlarz zagrań, trochę jak ich męska kadra. Za organizację gry odpowiada tu jednak ewidentnie Stefano. Widać jego wpływ - tłumaczy Luciano Pedulla.

- Mecz z Amerykankami był fantastyczny. Wszyscy powinni umieć dojrzeć tę pewność siebie u Polek i Stefano. To pierwsza rzecz, którą musi zapewnić trener. Zespół bardzo urósł od pierwszych dni września do teraz. A jak było z Koreą od Ligi Narodów do igrzysk w Tokio? - umiejętnie zestawia szkoleniowiec. - Mają najlepszą rozgrywającą, ale bardzo wysoko trzeba też oceniać system bloku. Stefano znakomicie porozumienie pomiędzy zawodniczkami w przyjęciu, nawet jeśli wypadł mu tak ważny element tego zespołu, jak Martyna Łukasik. Cel, czyli najlepsza "ósemka", który wcale nie był tak łatwy do przewidzenia, został osiągnięty. Teraz pozostało im grać z radością, bawić się siatkówką i może wtedy uda się ugrać jeszcze więcej - twierdzi Pedulla.

Ćwierćfinał z Serbią będzie według niego meczem bez wielkiej presji. - Nie ciąży już na Polkach żadna wielka odpowiedzialność. Awans na igrzyska olimpijskie zależy od rankingu: jest wiele silnych drużyn z Europy, ale mają szansę pozostać przy czołówce. Są teraz w zasadzie w najlepszej "czwórce" Europy i to może wystarczyć, żeby pojechać do Paryża w 2024 roku. Jestem wielkim fanem tego, czego już dokonał tu Stefano - przyznaje doświadczony trener.

Maria Stenzel, siatkówka, MŚ siatkarekPolki osiągnęły sukces, choć było już fatalnie. "Myślałyśmy: to nie może tak wyglądać"

"Stefano, Stefano, ale kiedy ty zagrasz w takim finale?". I Lavarini przed meczem z Serbią zrobił minę nie do wyobrażenia. A teraz zagra przeciwko niej właśnie "taki finał"

Luciano Pedulla przypomina sobie jeszcze jedną sytuację, która według niego musiała mocno zapaść w pamięć także Lavariniemu. - To był ostatni mecz mistrzostw Europy U-18, on był jednym ze skautów włoskiej reprezentacji. Przywitałem się z nim przy boisku przed meczem, właśnie z Serbią. Powiedziałem: "Stefano, Stefano, ale kiedy ty zagrasz w takim finale?". Jego wyraz twarzy był nie do wyobrażenia. To był tylko żart, szyderka, ale teraz rozegrał o wiele więcej ważnych meczów niż ja. Wiele mi udowodnił, nie doceniałem go - przyznaje Włoch.

Oby we wtorkowym ćwierćfinale Lavarini znów pokazał, że jest jednym z najlepszych specjalistów na świecie i wspomnianych przed Pedullę finałów ma przed sobą jeszcze wiele. A niech mecz z Serbkami w Gliwicach będzie pierwszym z nich. Początek o godzinie 20:30. Relacja na żywo na Sport.pl i w aplikacji Sport.pl LIVE.

Więcej o: