Polak prowadzi ukraiński klub siatkarski w czasie wojny. "Namiastka normalnego życia"

- Jesteśmy w kraju, w którym trwa regularna wojna. Większość młodych ludzi jest na froncie i niemożliwe jest, by o tym nie myśleć - opowiada Sport.pl trener siatkarzy Epicentr-Podolany Horodok Mariusz Sordyl. Uważa jednak, że bardzo ważne jest dla Ukrainy, iż mimo wszystko w kraju toczy się sportowa rywalizacja. - To taka namiastka normalnego życia. Natomiast w każdym momencie wyczuwa się napięcie i niepokój - przyznaje.

W poniedziałkowy ranek Rosja rozpoczęła zmasowane ataki rakietowe na Ukrainę, które stanowią kolejną odsłonę trwającej już ponad pół roku wojny. Ostrzelany został m.in. obwód chmielnicki, w obrębie którego położony jest Gródek. Miasto jest siedzibą mistrza kraju w siatkówce - Epicentr-Podolany Horodok. Zespół, którego trenerem jest Mariusz Sordyl, przebywa jednak obecnie w Polsce. W środę w Błoniu pod Warszawą rozegra ze słoweńskim klubem Merkur Maribor mecz kwalifikacji Pucharu Challenge. Potem ma wrócić do kraju, by kontynuować udział w ligowych rozgrywkach, które ze względu na wojnę toczą się na zmienionych nieco zasadach.

Zobacz wideo Barkom Każany Lwów zadebiutował w PlusLidze

Agnieszka Niedziałek: Pańska drużyna miała teraz jakiś problem z przyjazdem do Polski? We wrześniu procedury będące skutkiem wojny uniemożliwiły jej dotarcie na przedsezonowy mecz towarzyski w Warszawie.

Mariusz Sordyl: Teraz nie było raczej ryzyka, by sytuacja się powtórzyła. Przy występie w pucharach europejskich proces załatwiania formalności przebiegał o wiele łatwiej. Z wyprzedzeniem mieliśmy informację, że został zakończony i będziemy mogli wyjechać do Polski.

Pod koniec lutego przerwano ligową rywalizację siatkarską w Ukrainie. Wojna wciąż trwa, ale mimo to pod koniec września ruszył nowy sezon. Jak toczą się rozgrywki w tak trudnych warunkach?

Zarówno kobiece zespoły, jak i męskie wszystkie mecze grają w Czerniowcach. My jesteśmy właśnie po drugim turnieju, w ramach którego tym razem rozegraliśmy trzy spotkania. W sumie mamy za sobą pięć meczów. Rozgrywki przeplatają się - w jednym tygodniu grają kobiety, a w następnym mężczyźni. System jest klasyczny, nie został okrojony. Najpierw faza zasadnicza, a następnie play-off. Z tego, co się orientuję, to większość drużyn między turniejami wraca do siebie i tam trenuje.

Podczas tych turniejów w Czerniowcach zawodnicy i sztaby szkoleniowe są w stanie skupić się na siatkówce czy jednak w myślach i rozmowach jest ona na drugim planie?

Bardzo dobrze się stało, że sport nadal jest obecny, nawet w tak trudnej sytuacji. To ważne dla Ukrainy, że jest taka namiastka normalnego życia. Natomiast w każdym momencie wyczuwa się napięcie i niepokój. Nie tylko u ukraińskich zawodników. Dotyczy to wszystkich mieszkańców. Trudno się o tym mów. Każdy z Ukraińców bardzo mocno przeżywa obecną sytuację. Jesteśmy w kraju, w którym trwa regularna wojna. Większość młodych ludzi jest na froncie i niemożliwe jest, by o tym nie myśleć. U nas w klubie jest wielu obcokrajowców, ale i tak większość stanowią oczywiście Ukraińcy. Jak już wspominałem, uważam, że sport jako ta namiastka normalnego życia - jeśli można tak powiedzieć w tej sytuacji - jest bardzo ważny dla Ukrainy.

Czy na tych meczach pojawiają się kibice?

Mają ograniczoną możliwość.

Czy ze względu na działania wojenne rozpatrywano jakiś inny format rozgrywek?

Nie słyszałem nic o tym. Paradoksalnie, biorąc pod uwagę sytuację, w której znalazła się Ukraina, to pierwszy rok, gdy jest tu profesjonalna liga. Rozpoczął się proces pójścia trochę dalej w stronę organizacyjnego profesjonalizmu. To jest bardzo dobre rozwiązanie, ale – tak jak w innych krajach – potrzeba na to czasu i mam nadzieję, że ten czas siatkówka w Ukrainie dostanie.

W ekstraklasie jest teraz m.in. reprezentacja Ukrainy do lat 18. Jak do niej trafiła?

Znalazła się w obsadzie w miejsce Barkomu Każany Lwów (dołączył w tym roku do polskiej ekstraklasy - przyp. red.) i gra pod szyldem tego klubu. Graliśmy z nimi kilka dni temu i mogę powiedzieć, że bardzo dzielnie sobie radzą. Udział w tych rozgrywkach na pewno będzie dla nich wielkim doświadczeniem i przyniesie im wiele korzyści.

Zauważalna jest różnica w poziomie sportowym ligi w porównaniu z poprzednim sezonem?

Dosyć trudno jest jednoznacznie to określić na początku rozgrywek. Na pewno brak Barkomu obniża poziom najlepszych drużyn. Co prawda S.C. Prometey Drnipro stworzył teraz zespół lepszy niż w poprzednim sezonie, ale ciężko jest obecnie jednoznacznie ocenić, czy liga jest teraz o wiele słabsza, czy podobna. Na pewno nie jest mocniejsza.

Wojna zapewne utrudniła pozyskanie zagranicznych siatkarzy przez ukraińskie kluby?

W kontekście całej ligi to problematyczna sprawa. Co do naszego zespołu, to od początku mieliśmy plan, by pojawiali się zagraniczni zawodnicy i mamy Nikołaja Penczewa oraz Ivana Raica. Bardzo się z tego cieszymy. Szkoda, bo dosyć późno zaczęliśmy przygotowania i dosyć późno dołączyli do nas Niko i Ivan. Pracujemy więc trochę w ekspresowym tempie, by naszą grę doprowadzić do takiego poziomu, by móc spokojnie rywalizować w Pucharze Challenge.

Ile trwały te rozpoczęte późno przygotowania?

Były…bardzo krótkie. Aż tak, że nie chciałbym wskazywać dokładnie. Powiedzmy, że przygotowania wciąż trwają i wszystkie te mecze, które teraz gramy, traktujemy bardzo "przedligowo", że tak powiem. Ale już za kilka dni gramy w Pucharze Challenge. Pracujemy tak, by nasza gra pozwalała nam wtedy powalczyć o zwycięstwo.

Wspomniany Barkom Każany ma za sobą trzy mecze w PlusLidze. Dwa pierwsze przegrał 0:3 i niektórzy zaczęli wytykać mu, że będzie odstawał mocno pod względem poziomu sportowego. Ostatnio jednak zdobył niespodziewanie zdobył pierwszy punkt.

W moim odczuciu zrobili, co mogli w tej całej sytuacji. Na pewno mogliby zrobić więcej, gdyby w Ukrainie od pół roku nie było wojny na tak dużą skalę. Zdecydowanie ograniczyło to sportowe możliwości klubu z Lwowa. Biorąc pod uwagę to, jak obecnie prezentuje się ta drużyna, to każdy zdaje sobie sprawę, że każdy mecz i każde zwycięstwo będą dla niej bardzo ważne. Każdy, kto patrzy realnie na poziom sportowy, ma świadomość, że trudno będzie jej o awans do ósemki w play-off. Ale wierzę, że w tej drugiej, dolnej stawce zespołów PlusLigi będzie zbierała punkty.

Po tych dwóch pierwszych meczach Barkomu przyszło panu przez myśl, że może lepiej byłoby, gdyby zaczął od I ligi w Polsce zamiast od razu od ekstraklasy?

Nie mnie to oceniać. Tak jak wspomniałem wcześniej, myślę, że plany tego klubu pokrzyżowała aktualna sytuacja w kraju i potencjał sportowy w związku z tym został ograniczony. Takie mam odczucia, że plany były pewnie większe, a skończyło się na tym, na czym musiało się skończyć w obecnej sytuacji.

Warto też chyba zwrócić uwagę, że klub z Lwowa miał niełatwe przetarcie - trzy mecze w siedem dni, z czego dwa wyjazdowe. Pewnie warto więc wstrzymać się z osądem.

Właśnie. Dajmy tej drużynie kilka tygodni na to, by zadomowiła się w Polsce i PlusLidze. Poczekajmy również na mecze z teoretycznie słabszymi rywalami. Po kilku czy kilkunastu kolejkach będzie moment na ocenę jej występów.

Więcej o: