Wołosz potwierdziła oryginalną teorię Bełcik. Sprawdzian

- Zobaczymy, czy ta drużyna jest silna mentalnie. Jeśli dziewczyny nie będą wstrzymywać ręki, będą grać mądrze i nie będą się irytować z powodu małej "zacinki", to będzie to obraz zespołu, który chce walczyć o coś i chce się rozwijać - mówi Sport.pl Izabela Bełcik. Kluczową rolę w walce o awans do ćwierćfinału mistrzostw świata siatkarek odegrają liderki reprezentacji Polski, w tym Joanna Wołosz. Występem w meczu z USA potwierdziła ona oryginalną teorię dwukrotnej mistrzyni Europy.

Tylko najwięksi optymiści wierzyli, że polskie siatkarki zdołają pokonać w drugiej fazie grupowej mistrzostw świata Amerykanki. Tym bardziej po dotkliwej porażce w trzech setach dzień wcześniej z broniącymi tytułu Serbkami. Tymczasem będące pod ścianą w kontekście walki o ćwierćfinał biało-czerwone wygrały z mistrzyniami olimpijskimi z Tokio 3:0. Kwestię ich awansu do ósemki rozstrzygną dwie ostatnie kolejki spotkań tej fazy turnieju, w których zmierzą się z zespołami w ich zasięgu - Kanadyjkami i Niemkami. A odpowiedzialność w dużym stopniu będzie spoczywać na liderkach, w tym na Joannie Wołosz.

Zobacz wideo Łukasz Wiśniewski i Tomasz Fornal skomentowali problemy Jastrzębskiego Węgla z karą od FIVB. "To były kłopoty naszego biura, nie nasze"

Agnieszka Niedziałek: Przecierała pani oczy ze zdumienia podczas meczu z USA, czy spodziewała się, że po słabszym spotkaniu z Serbią Polki zagrają znacznie lepiej?

Izabela Bełcik: Nie tyle przecierałam oczy, co raczej nadstawiałam uszu, bo akurat wtedy kładłam do spania dzieci i bardziej nasłuchiwałam, co się dzieje na boisku niż oglądałam. A tak poważniej mówiąc, to tak przecierać oczy chcemy cały czas i na takie niespodzianki czekamy. Mamy nieobliczalny zespół i chcielibyśmy, żeby z tą swoją nieobliczalnością pokazywał, że jest w stanie ograć nawet drużynę ze światowej czołówki. W momencie, kiedy ma ona odrobinę słabszy dzień, on potrafi to właśnie wykorzystać i to jest super.

Nie odbierając bowiem niczego biało-czerwonym, trzeba przyznać, że Amerykanki nie zagrały na poziomie, do którego przyzwyczaiły.

Drużyna z USA jest trochę w przebudowie. Występujące w niej twarze w większości są znane, ale dotychczas nie stanowiły o sile reprezentacji i chyba szukają wciąż najsilniejszego składu. Ale kiedy z nimi wygrywać jak nie teraz? Pamiętam takie momenty za naszych czasów, kiedy odrobinę lepiej grając pokonałybyśmy np. Brazylię, ale się nie udawało. I to jest kwestia tego, czy się traci taką szansę, czy też się ją wykorzystuje. W środę dziewczyny pięknie wykorzystały swoją. Moim zdaniem zaś wcześniej trochę zmarnowały tę w meczu z Turcją, bo zwycięstwo w tamtym spotkaniu też było w ich zasięgu. Po meczu z Serbią same z siebie nie były zadowolone. Fajnie, że potrafiły wziąć się w garść, trochę tupnąć nogą i dalej walczyć o swoje marzenia.

Uważa pani, że bez słabszego meczu z Serbią obejrzelibyśmy też tak dobry występ Polek z USA?

Czasami tak się układają losy w turnieju. Sami sportowcy nieraz mówią: "Potrzebny był nam taki zimny prysznic. Taki kopniak, który jeszcze bardziej zmotywował". Czasem taka porażka nawet bardziej może zmotywować niż spektakularne zwycięstwo. Może zadziałało to, że był to drugi mecz dziewczyn w danej hali? W pierwszej fazie grupowej też najlepiej zagrały w drugim spotkaniu, z Tajlandią. A może to ta sportowa złość? Jak widziałam pomeczowe wypowiedzi, to dziewczyny same nawet były zdziwione i spodziewały się większej walki ze strony rywalek. Myślę, że chciały się po prostu pokazać z bardzo dobrej strony.

Może zmotywował je nie tylko mecz z Serbią, ale także wspomniana zmarnowana szansa z Turcją? 

Być może. Miały tam swoje wzloty i upadki. Były takie momenty, że można było przecierać oczy ze zdumienia - i na plus, i na minus. Była też chwila nieuwagi sędziego w kluczowym momencie. Super, że dziewczyny się pozbierały, nie narzekały, tylko wzięły się do roboty i wyszedł im taki świetny mecz z USA. Otworzyły sobie szansę i wszystko jest w ich rękach. Nie muszę się oglądać na inne wyniki, tylko przy własnej mądrej grze przeciwko Kanadyjkom i Niemkom są w stanie awansować do ćwierćfinału. To byłoby chyba spełnienie takich pierwszych marzeń tych dziewczyn. Mimo że najpierw mowa była o wyjściu z grupy. Plan minimum już został wykonany, ale - jak to mówię - plany minimum się zmieniają. Jeden został osiągnięty i wyznaczamy sobie kolejny.

Myśli pani, że ta perspektywa "wszystko we własnych rękach" uspokoi Polki czy sprawi, że poczują presję?

Myślę, że część dziewczyn lubi grać z taką presją, a reszta musi się podłączyć i do tego dostosować. Żeby nie nakładać większej presji można powiedzieć, że nie jesteśmy faworytkami, ale jesteśmy na równi z najbliższymi rywalami. Ale pukamy do drzwi ćwierćfinału mistrzostw świata i chcemy bić się w ósemce, więc same musimy sobie stawiać twarde warunki i wierzyć. Oczekiwać od siebie dobrej, porządnej gry w tych spotkaniach i oczekiwać zwycięstwa.

- Ale po drugiej stronie też jest przeciwnik, który rozpisuje sobie naszą grę, też ma marzenia i też chce wygrać. Mam nadzieję, że nasz zespół, a przede wszystkim jego liderki bez problemu sprostają zadaniu. Że potrafią sobie to poukładać w głowie. Nie chcę mówić, że wygrana jest ich obowiązkiem, bo to jest sport, ale trzeba pamiętać, że przeciwniczki są w zasięgu ręki i trzeba zrobić wszystko, by spokojnie z nimi wygrać.

Zwycięstwo nad USA przed meczem postrzegano w kategoriach cudu. Wygrane z Kanadą i Niemcami wydają się realnym zadaniem.

To będzie sprawdzian. Myślę, że dadzą sobie radę, ale wszystko zweryfikuje boisko. Zobaczymy, na co stać tę drużynę. Czy rzeczywiście jest silna mentalnie. Jeśli dziewczyny nie będą wstrzymywać ręki, będą grać mądrze i nie będą się irytować z powodu małej "zacinki" w trakcie seta, to będzie to obraz zespołu, który chce walczyć o coś i chce się rozwijać. Jeśli nie przerośnie ich ranga meczu z przeciwnikiem w ich zasięgu i nie zabraknie głowy, to wszystko w ich rękach. Mamy wystarczająco mocne zawodniczki, dobry atak i obronę. Ostatnio bardzo fajnie system blok-obrona się zaprezentował. Jest też doświadczona rozgrywająca i zmienniczki, które potrafią uspokoić grę. Podczas takich meczów też ten zespół będzie się budował i będziemy po prostu wiedzieli, na co go stać. Możemy już się cieszyć, że coś się tam urodziło.

Niektórzy już mówią, że ta wygrana z USA może być przełomem dla tej drużyny.

Ja bym jeszcze tego aż tak nie gloryfikowała i nie podpierała się tym meczem aż tak bardzo. Wśród sportowców zawsze mówi się: "Jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz". Jesteśmy przygotowani, że zawsze trzeba o coś walczyć i coś w pewnym stopniu cały czas udowadniać. Takie zwycięstwa się zapisują w historii i do nich się wraca potem przy wspomnieniach. I to jest super. Ale też widziałam, że dziewczyny też mają podejście na zasadzie: "Spokojnie. Tak szybko, jak musiałyśmy się otrzepać po porażkach, tak samo szybko trzeba zapomnieć o tym uniesieniu się nad ziemią po takim meczu jak ten z USA". Trzeba twardo stąpać po ziemi i patrzeć naprzód, a nie wstecz.

Joanna Wołosz, MŚ siatkarek, Polska - USANiesamowita przemiana polskich siatkarek. Wołosz mówi o kluczowym zebraniu w hotelu

Dobra gra rozgrywającej nie jest łatwa do wychwycenia na podstawie statystyk, ale Joanna Wołosz zebrała pochwały za środowy występ. Tym większe, że podobno najmocniej odczuwała skutki choroby, która w ostatnich dniach dopadła część Polek.

Już wiele razy widziałam coś takiego. Że jeśli nie wszystko pod kątem zdrowia jest idealnie - ale jest się w stanie grać - to mam wrażenie, że mentalność zawodnika walczącego skupia się w tym momencie na takich najistotniejszych rzeczach. Czyli porządnym przygotowaniu się do meczu - by wypocząć, zażyć lekarstwa, żeby wszystko grało. Nie ma się wtedy takiej rozproszonej różnymi myślami głowy. Bardzo często jest tak, że taki zawodnik albo zostaje potem MVP meczu, albo po prostu rozgrywa świetne spotkanie. To nie jest jednostkowy przypadek dotyczący tylko Asi. Żartem mówiłam nieraz do kogoś podziębionego, kto uporał się z gorączką: "Dobra, idziesz grać, to będziesz najlepsza na boisku". I bardzo często to się sprawdza. Z drugiej strony to też trochę zdjęcie presji. Bo daję z siebie wszystko i wychodzi, więc fajnie. A gdyby nie wyszło, to ok, bo czuję się słabo. 

W przypadku Wołosz może zadziałała też natura walczaka ze względu na fakt, że Polki były pod ścianą w kwestii szans na awans do ćwierćfinału? 

Myślę, że ta wymyślona przeze mnie zasada dotyczy tylko takich walczaków. Inne osoby się poddadzą. Będzie myślenie: "Chciałbym, ale słabo się czuję, więc co zrobić? Pewnych rzeczy nie przeskoczę". I tłumaczą to sobie w drugą stronę. A osoby z charakterem przekłują to w siłę. Co do Asi w tym turnieju, to nikt klasy jej nie będzie ujmował. Wiem, że po meczach, w których dziewczyny zagrały trochę słabiej, miała do siebie pretensje i na siebie kładła presję. Bo ma świadomość, że co z tego, że "pociśnie" jakąś młodą zawodniczkę, która w następnym meczu nie dźwignie tego, że ktoś miał do niej pretensje. Taka siatkarka na pewno na siebie dużo bierze i analizuje swoją grę. I my też tego od niej oczekujemy, bo jest najbardziej utytułowaną zawodniczką w naszej drużynie.

A jak pani ocenia jej dotychczasowy występ w tych mistrzostwach? 

Asia miała jakieś swoje gorsze momenty. Ciężko mi to ocenić z zewnątrz. Ale myślę, że gdyby sobie przeanalizowała jeszcze raz mecz z Dominikaną, to podejrzewam, że następnym razem rozegrałaby go trochę inaczej. Ale to też kwestia takiego wewnętrznego odczucia. Bo czasem z zewnątrz wydaje się, że np. środkowe miały 100 procent skuteczności, a dostały tylko sześć czy dziewięć piłek. Tymczasem odczucie osoby wewnątrz drużyny może być inne. 

- Poza tym po przeanalizowaniu spotkania potem na chłodno pojawiają się myśli "Ok, mogłam coś zrobić inaczej". Czasem można posłać piłkę na pojedynczy blok do osoby, która nie jest pewniakiem, i nie skończy, a w tym samym momencie zawodnik silny psychicznie, który dźwiga ciężar odpowiedzialności, nawet przy podwójnym bloku, ją skończy. Rozgrywająca cały czas analizuje takie rzeczy i podejmuje decyzje w ułamku sekundy. A na koniec i tak będzie weryfikowana przez wszystkich mądrych jak ja teraz (śmiech). Najłatwiej oceniać po akcji.

Grała pani kiedyś razem z Wołosz. Jak można ją opisać?

Aśka jest zawodniczką, która analizuje swoją grę. Słucha tego, co podpowiada jej sztab szkoleniowy i druga rozgrywająca. Myślę, że dziewczyny w kadrze mają w miarę dobre relacje, a zawsze ta druga rozgrywająca, która stoi z boku i widzi trochę, może podejść - jeśli się darzą zaufaniem - i pomóc. Nie mamy się czego obawiać, Asia przepracuje sobie te mecze. I nawet jakby czuła, że coś poszło nie tak, że zagrała słabiej, to zrobi wszystko, by w kolejnym meczu udowodnić, że wszystko jest ok.

A czy patrząc na grę reprezentacji Polski w tym turnieju dostrzegła pani coś, przy czym pomyślała "Widać tu rękę Stefano Lavariniego"?

To chyba detale. Trudno powiedzieć, że został narzucony włoski styl czy jakiś inny. Jeśli chodzi o poprzedni sztab, to w pewnym momencie pojawiła się irytacja i może zmęczenie materiału. Jestem jedną z ostatnich osób, która zwalniałaby trenerów, ale czasem w pewnym momencie jest przesyt i wypalenie w pewnej relacji. Nastąpiła więc zmiana. (...) Wydaje mi się, że z nowym szkoleniowcem na początku to było trochę takie przeciąganie liny i wzajemne badanie się drużyny i trenera. Mam wrażenie, że podczas tego turnieju zaczynają sobie ufać. To bardziej tego typu zmiana, a nie zupełnie inny styl gry. Tego nie da się nagle zmienić, każda zawodniczka ma swoją charakterystykę. To bardziej kwestia psychologicznego podejścia. Jeśli im to będzie pasować i nauczą się siebie nawzajem przy wspólnej pracy, to będzie super.

Więcej o: