Polki kompletnie odmieniły grę w 24 godziny. "Takich meczów nie można zostawiać bez echa"

Jakub Balcerski
- Takich meczów nie można zostawiać bez echa. Może nam się przytrafić gorsze spotkanie, ale w tym z Serbią nie było nawet 50 procent naszych możliwości. Na takim turnieju często bardziej, niż przemilczenie porażki, pomoże rozmowa o tym, co było nie tak. Ona zdecydowanie może wnieść coś dobrego i tak było tutaj - mówi Sport.pl o przemianie polskich siatkarek przed meczem z Amerykankami środkowa Agnieszka Korneluk.

Zwycięstwo polskich siatkarek z Amerykankami zmieniło wiele w ich sytuacji. Nie tylko pozwoliło im uwierzyć, że potrafią walczyć z najlepszymi zespołami na świecie, ale także sprawia, że mają w swoich rękach możliwość wejścia do ćwierćfinału mistrzostw świata.

O szalonej radości na boisku, zdaniu sobie sprawy z tego, na co stać polski zespół, czy tego jak bardzo się zmienił - zarówno na tym turnieju, jak i przez ostatnie miesiące, czy lata - opowiada w rozmowie ze Sport.pl środkowa polskiej kadry, Agnieszka Korneluk.

Zobacz wideo Tyle zarabia Grbić w reprezentacji Polski. Jak wygląda jego przyszłość? [Sport.pl LIVE]

Jakub Balcerski: Pomyślałaś kiedykolwiek, że przyjdzie taki moment, w którym pokonacie mistrzynie olimpijskie? I że stanie się to tak szybko?

Agnieszka Korneluk: Szczerze mówiąc, to o tym nie rozmyślałam, nie przyszło mi to do głowy. Raczej staram się być tu i teraz, skupiać się po prostu na każdym kolejnym spotkaniu.

Gdy przychodzisz do strefy mieszanej i rozmawiasz z dziennikarzami, często mówisz, że ocenianie zostawiasz nam, ale czy wy także czułyście, że w trakcie meczu z Amerykankami to był wręcz inny zespół? Joanna Wołosz wskazała nam, że chyba nawet nie wiedziałyście, że możecie wejść na taki poziom.

Myślę, że te ostatnie mecze - z Turcją, czy z Dominikaną - pokazały, że pukamy do drzwi tej czołówki, że potrafimy z nią walczyć. Ciągle czegoś jednak brakowało. A wczoraj wszystko się tak uzupełniało, że stałyśmy się drużyną kompletną. W każdym elemencie zagrałyśmy dobrze. I świetnie, że w końcu nastąpił dla nas taki przełom. Wreszcie z walki na równi z czołowymi drużynami przeszłyśmy do zwycięstwa.

Kamila Witkowska, siatkówka, MŚ siatkarekTak Polki ograły mistrzynie olimpijskie. "Nakręcałyśmy się niemożliwymi piłkami"

Był taki moment, gdy zdałyście sobie sprawę, że - może to nie najlepsze określenie - przejmujecie trochę kontrolę nad meczem? Kiedy to wy nadawałyście mu tempo?

Grając z takim zespołem, nam faktycznie ciężko mówić o kontroli. Nie jesteśmy jeszcze aż na takim poziomie. Ale gdzieś pod koniec meczu miałyśmy bezradne Amerykanki po drugiej stronie. Nie było u nich tego flow, rytmu, który pozwoliłby im utrzymać się w grze z nami. Nie było nawet tańców, które zawsze mają, pobudzają się nimi. Widziałyśmy, że to nie ten zespół, który znamy.

A jak jest z waszymi tańcami? U ciebie to się zaczęło jeszcze w klubie, z cieszynkami w barwach Chemika Police w tym sezonie. Ale teraz czasami wręcz szalejecie z radości na boisku i to często w tych najtrudniejszych momentach. Stanowicie pozytywny kontrast do zazwyczaj zupełnie wyciszonych i skupionych rywalek.

Gdy gra idzie tak, jak tego chcemy, to o te pozytywne emocje zawsze jest łatwiej. Trudniej, gdy nie wszystko jest idealne. Ale fajnie, że czujemy się tak dobrze między sobą. Ta energia, różne reakcje pokazują, jak jesteśmy zgrane i jaką mamy atmosferę.

Reakcje to chyba słowo-klucz. Po meczu z Serbkami podobno najpierw miałyście jakieś małe tajne zebranie w hotelu, gdzie powiedziałyście sobie parę słów, a potem przemową już w szatni przed wyjściem na boisko motywował was trener Stefano Lavarini. Potrzebowałyście otrząśnięcia się po tym, co stało się dzień wcześniej?

Takich meczów nie można zostawiać bez echa. Może nam się przytrafić gorsze spotkanie, ale w tym z Serbią nie było nawet 50 procent naszych możliwości. Z jednej strony nie wyszedł nam ten mecz i chce się o nim zapomnieć, a z drugiej na takim turnieju często bardziej pomoże rozmowa o tym, co było nie tak. Ona zdecydowanie może wnieść coś dobrego i tak było tutaj.

Polska - Tajlandia na MŚ w siatkówce. Ergo Arena Gdańsk. Stefano LavariniLavarini obawiał się meczu z USA. "Było naprawdę ciężko. Myślałem: Jak mogę im pomóc?"

Mówisz o 50 procentach, a patrząc na statystyki meczu z Amerykankami, widać, że to chyba wciąż nie było wasze 100 procent. I nie mówię tego, żeby deprecjonować wynik, tylko zwrócić uwagę na fakt, że chyba wciąż jest potencjał na rozwój. Mam rację?

Możliwość rozwoju na pewno jest. Z drugiej strony, w meczu z mistrzyniami olimpijskimi pewnie trudno wymagać poziomu 70, czy 80 procent w ataku, albo kosmicznej skuteczności w przyjęciu. Bo były momenty, kiedy Amerykanki nas postraszyły. Takie dwie strony medalu.

Uaktywnił się, chyba jeszcze bardziej niż dotychczas, środek i blok po waszej stronie. Czuło się przy tych sześciu skutecznych atakach i dwóch punktowych blokach, że coś się zmieniło, może w waszym porozumieniu z Asią Wołosz?

Dobrze się czujemy, jeśli chodzi o zgranie z Asią, na całym tym turnieju. Idziemy po prostu swoją drogą i to funkcjonuje. Nie dostałam ani mało, ani dużo piłek, wyglądało to tak, jak w poprzednich meczach. Tak jak powinno.

Joanna Wołosz, MŚ siatkarek, Polska - USANiesamowita przemiana polskich siatkarek. Wołosz mówi o kluczowym zebraniu w hotelu

Zeszły sezon z kadrą skończył się dla ciebie szybciej, nawet nie pojechałaś na najważniejszą imprezę, czyli mistrzostwa Europy. Teraz wróciłaś do niej i w pięknym stylu grasz o własne marzenia jako jedna z jej kluczowych postaci. To także dla ciebie, osobiście, ważny moment?

Kadra dla mnie zawsze była ważna i mówiłam, że jeśli tylko będę mogła, jeśli dostanę taką szansę, to będę w niej grała i dawała z siebie wszystko. Mistrzostwa świata, na których jestem pierwszy raz, też są czymś wyjątkowym. Cieszę się, że po wreszcie wielu zmianach, które teraz zaszły, ten zespół tak gra.

Teraz przed wami mecze z rywalami, z którymi mówi się, że jesteście na podobnym poziomie - Kanadyjkami i Niemkami. Potrzebujecie nieco zejść z wysokich obrotów, na które weszłyście przeciwko Amerykankom, czy raczej na nich pozostać?

Myślę, że nie możemy z nich zejść. Jesteśmy na mistrzostwach świata, gramy z najlepszymi zespołami. Musimy dawać z siebie sto procent w każdym meczu, jeśli chcemy zajść daleko. Tu nie ma nic za darmo. Jeśli podejdziemy do kolejnego meczu z nieco mniejszym zaangażowaniem, to stanie się tak, jak z Serbią. To nie są rywalki, z którymi możemy zwalniać i grać na 50 procent.

Polska - Serbia, MŚ siatkarek, siatkówkaKiedy kolejny mecz Polek na MŚ? Kluczowe spotkanie [TERMINARZ]

A który rywal będzie trudniejszy - Kanada, która z każdym meczem rośnie, czy Niemki, z którymi w historii wspólnych meczów bardzo trudno znaleźć choćby jeden, który nie był horrorem?

Ha, ha. Oba nie będą łatwe, bo każdy zespół ma tu jeszcze coś do udowodnienia. Krok po kroku. Skupiamy się na rywalach po kolei.

Trzy lata temu na mistrzostwach Europy też grałyście decydujący mecz z Niemkami w Łodzi, wówczas w ćwierćfinale, teraz być może o ćwierćfinał. Dużo się od tego momentu zmieniło, a znów jesteście w tak pięknej sytuacji, przed wielkim wyzwaniem.

Dużo, ha, ha. Ale ważne, żeby wynik się nie zmienił. Albo był jeszcze lepszy. Oby trójka była po naszej stronie.

Więcej o: