Stysiak nawet podbijała piłkę nogą, ale Serbii to nie ruszało. Inna półka

Jakub Balcerski
Magdalena Stysiak nawet podbijała piłkę nogą, ale Polki zwyczajnie nie miały we wtorek argumentu, który pozwoliłby im wejść na poziom wyższy niż prezentowały ich rywalki - Serbki, próbujące obronić tytuł mistrzyń świata w znakomitym stylu. Na tym samym były, ale nie wykorzystały swoich okazji. I w środę zagrają mecz, który prawdopodobnie zadecyduje o tym, czy będą jeszcze na tych MŚ grać "o coś".

Po ostatnim ataku Magdaleny Stysiak polskie zawodniczki najpierw patrzyły długo na ekran, czekając na wynik challenge'u, a potem smutno zwiesiły głowy. Sama atakująca tylko machnęła ręką. Rozczarowana, bo przed chwilą, choć momentami polska drużyna nie była od nich tak daleko, jak może się wydawać po wyniku, Serbki pokazały im, że są na innej półce siatkarskiej jakości.

Polki są o krok od odpadnięcia z mistrzostw świata. Spełnił się najgorszy scenariusz, który zakładał wyraźną porażkę zawodniczek Stefano Lavariniego już w pierwszym meczu drugiej fazy rozgrywek. Serbki nie zagrały kosmicznego meczu, ale były od Polek znacznie skuteczniejsze w obronie i atakowaniu kluczowych piłek. Im problemy nagromadziły się za to tak bardzo, że nie wykorzystały żadnej z nadarzających się szans na zagrożenie świetnym rywalkom. Porażka 0:3 (26:24, 22:25, 18:25) oznacza, że środowy mecz przeciwko Amerykankom może się okazać ostatnim spotkaniem "o coś" w trakcie turnieju.

Zobacz wideo Barkom Każany Lwów zadebiutował w PlusLidze

Lavarini reagował. Wskazywał największe problemy, ale te nie znikały

Polki zmieniły grupę - rozpoczęły drugą fazę MŚ w grupie ośmiozespołowej, w której grają przeciwko Serbkom, Amerykankom, Kanadyjkom i Niemkom, halę - z gdańskiej Ergo Areny na łódzką Atlas Arenę, a nawet wyjściowy skład. Co prawda tylko na jednej pozycji - Kamilę Witkowską tuż przed rozpoczęciem spotkania zmieniła Klaudię Alagierską-Szczepaniak. Jedno miało się jednak nie zmienić: Polki miały zagrać od pierwszego do ostatniego spotkania kolejnej fazy MŚ tak, jak w ostatnim meczu tej pierwszej, gdy były bliskie pokonania Turcji. 

Niestety, zaczęły praktycznie bez przyjęcia i z problemami w obronie, co od razu dawało sporą przewagę w grze Serbkom. Całkiem skutecznie szło im za to w ataku - zarówno Magdalenie Stysiak na prawym, jak i Olivii Różański na lewym skrzydle. Stefano Lavarini był jednak zmuszony reagować - pierwsza spora strata do rywalek (11:16) sprawiła, że zdjął z boiska Zuzannę Górecką, która od początku zupełnie nie radziła sobie z kolejnymi serbskimi zagrywkami. Uciekały jej także podbicia w obronie. Minęła chwila i z boiska zeszły także Magdalena Stysiak oraz Joanna Wołosz. Rozgrywająca polskiego zespołu ze złości na swoją grę i wynik ścisnęła sobie ręcznik na twarzy, a Stysiak przez dłuższą chwilę nie patrzyła nawet na boisko. Musiała odreagować. Kiedy wróciły na boisko, wciąż nie przypominały najlepszych wersji siebie z tego turnieju, choćby tych, które tak dobrze prowadziły grę Polek w meczu z Turcją.

Przewaga Serbek tylko rosła, aż osiągnęła pułap sześciu punktów przy stanie 21:15. I dla zawodniczek trenera Daniele Santarelliego jakby to było już za dużo do utrzymania. Zaczęły popełniać łatwe błędy: a to słabe przyjęcie zagrywki Wołosz, a to piłka pozostająca zbyt długo na siatce, strącona przez Polki. A im było mało. Zatrzymały się dopiero po wybronieniu dwóch piłek setowych. Trzeciego setbola Serbki wcisnęły Polkom zagrywką trafioną w Olivię Różański, a zagraną w jej strefę konfliktu z Marią Stenzel. Rywalki nawet nie będąc w znakomitej dyspozycji, doskonale wiedziały, jak utrudnić Polkom życie. W końcu wygrały pierwszą partię tym, w czym brylowały cały czas - przede wszystkim obroną, która przekładała się na kolejne szanse we wciąż niezbyt skutecznym ataku. Najwięcej uwag w trakcie seta Stefano Lavarini miał właśnie do ustawienia Polek przy przyjęciu i obronie konkretnych piłek. Tłumaczył, jak je potraktować, ale te nie znikały. Włoch tylko smutno patrzył, jak Serbki i tak znajdowały sposób na ominięcie jego zawodniczek.

Serbki były dwa kroki przed Polkami, zwalniały przed metą, a potem przekraczały ją z szyderczym uśmiechem

Po zmianie stron problemy Polek w przyjęciu tylko się pogłębiły. Same oddały Serbkom piłki, którymi te posługiwały się w ataku. A w nim Tijana Bosković, zgodnie z zapowiedziami sprzed meczu, potrafiła być zabójcza. U Polek były momenty, szczegóły, a brakowało podstaw. Patrząc tylko na mecz można byłoby mieć wrażenie, że każdy kolejny atak Serbek jest coraz silniejszy. Ale już widząc reakcje Stefano Lavariniego, można było zrozumieć, że Polki jeszcze wiele mogły zrobić lepiej.

Niestety, w połowie seta polska kadra jakby w całości stanęła na boisku. Zrobiła się aż siedmiopunktowa strata (12:19), a Polkom wpadały proste piłki - w większości albo zupełnie nieprzyjęte, albo niepodbite po silnych atakach Tijany Bosković, czy Maji Aleksić. Wydawało się, że ten zastój wyłączy zespół Stefano Lavariniego z walki już do końca partii i pozostanie już tylko nadzieja na lepszą grę, może jakimś cudem doprowadzenie do tie-breaku.

Polki pobudziły się jednak lepszą grą w bloku, na zagrywce i coraz lepszymi obronami. W pewnym momencie Magdalena Stysiak nawet podbiła piłkę nogą, ale na Serbki i tak to nie wystarczało. Polki wróciły do swojej dobrej gry, obroniły już nawet kolejne trzy piłki setowe, ale w kontekście ostatecznego wyniku nic to nie dało. Serbia najpierw była dwa kroki przed nimi, potem zwolniły, widząc metę, zatrzymały się już prawie po niej stąpając, a potem z szyderczym uśmiechem przekraczały ją, będąc na równi z rywalkami. Przykro patrzyło się na Magdalenę Stysiak, która z wyraźnym grymasem niezadowolenia pokazywała, jak niewiele zabrakło, żeby Polki nie dotknęły piłki w bloku w ostatniej akcji i pozostały w walce o remis w meczu. Tak się jednak nie stało.

Polki na razie nie będą na poziomie walki o mistrzostwo świata. A Serbki na pewno mają na to szanse

Proste błędy, nieporadność i praktycznie brak rywalizacji na poziomie Serbek, które szybko uciekły i utrzymywały wysoką przewagę - tak w skrócie można byłoby scharakteryzować to, jak powoli kończył się ten mecz. Trzeci set niestety nie przyniósł odmiany gry Polek, a ta wciąż była o klasę gorsza niż ta prezentowana przez rywalki. Magdalena Stysiak mogła nawet drugi raz podbijać nogą, ale i tak nie zmieniła faktu, że Serbki przeprowadziły po stronie zawodniczek Stefano Lavariniego kontrolę jakości. I na koniec meczu nie było porównania ze znakomitymi rywalkami. Ta drużyna na pewno ma szanse na obronienie tytułu mistrzyń świata zdobytego cztery lata temu.

Ale trzeba to sobie uświadomić: Polki na razie nie będą na poziomie walki o mistrzostwo świata i trudno mieć o to do nich pretensje. To zespół, który się buduje, który nawet w tym spotkaniu odnajdzie nieco plusów - powroty przeciwko tak świetnym rywalkom, grę do końca w dwóch pierwszych partiach, czy dyspozycję poszczególnych zawodniczek. Ale są dwa słowa, które szybko sprawią, że uśmiech znika. "Nie wystarczyło".

Warto też podtrzymać to, o czym pisaliśmy jeszcze przed spotkaniem: wynik będzie wyglądał brutalnie, bo porażka bez straty seta zawsze jest bolesna, zwłaszcza w tak ważnym meczu na mistrzostwach świata, ale od Polek przed turniejem niewielu wymagało więcej. Teraz być może nie stać ich po prostu jeszcze na wyniki ponad stan.

Więcej o: