Różański wybrała Polskę kosztem Francji. "Usłyszałam, że jestem najgorsza, beznadziejna i nic ze mnie nie będzie"

Jakub Balcerski
- Od trenerki usłyszałam, że jestem do niczego i że nigdy nie zagram w reprezentacji Francji. Wtedy powiedziałam, że chcę grać dla Polski. A trenerka z lekceważeniem powtarzała, że tu też nikt mnie nie dostrzeże - wspomina w rozmowie ze Sport.pl Olivia Różański. Minęło ponad dziesięć lat, siatkarka przeniosła się z Francji do Polski i wciąż nie przestaje udowadniać swojej wartości. Teraz jest jedną z kluczowych zawodniczek kadry Stefano Lavariniego na mistrzostwach świata.

To odświeżona wersja artykułu, który ukazał się na Sport.pl 21 czerwca 2022 roku.

"Dlaczego Różański, a nie Różańska?" - tak pewnie myśli sobie wielu kibiców reprezentacji Polski, widząc nazwisko przyjmującej na koszulce z numerem 30 podczas meczów Ligi Narodów. To dlatego, że Olivia Różański urodziła się we Francji, a tam nazwisk się nie odmienia. Pozostało zatem w rodzaju męskim, ale za nim kryje się historia niedocenianej zawodniczki, która teraz spełnia marzenia.

W środę Różański została bohaterką meczu Polek z Koreankami na mistrzostwach świata. Zdobyła 14 punktów, z czego 13 w ataku przy aż 65-procentowej skuteczności. W przyjęciu liczby też wyglądały dobrze - miała skuteczność na poziomie 70 procent. Rywal może nie był najsilniejszy w polskiej grupie na MŚ, ale to nieważne. To było spotkanie Olivii Różański, która pokazała, że może stanowić realną alternatywę w ataku dla liderki polskiej kadry Magdaleny Stysiak. Choć do tej pory niewielu w nią wierzyło.

Zobacz wideo Tyle zarabia Grbić w reprezentacji Polski. Jak wygląda jego przyszłość? [Sport.pl LIVE]

Olivia poszła w ślady mamy. "Wierzyła, że siatkówka mi też jest pisana"

Albi, miejscowość godzinę drogi od Tuluzy, we Francji. To tam w 1997 r. urodziła się Olivia Różański, córka Jarosławy, siatkarki, jednej z najlepszych reprezentantek Polski przełomu lat 70. i 80., oraz Wojciecha, także siatkarza. Ale Olivia jako dziecko zaczynała od lekkoatletyki i nie była przekonana do pójścia w ślady rodziców. - W lekkiej atletyce radziłam sobie dobrze, ale mama zachęcała mnie do siatkówki. To nie tak, że mnie zmuszała, czy była natarczywa, ale wierzyła, że mi też ona jest pisana - mówi Sport.pl Różański.

To właśnie przez karierę Jarosławy Różańskiej Olivia przyszła na świat poza Polską. Razem z mężem wyjechali do Francji, gdzie najpierw Jarosława została dwukrotną mistrzynią kraju z Racing Club Paris, a później z klubem z Albi awansowała do I ligi i tam zakończyła karierę. W reprezentacji zagrała w aż 156 spotkaniach i była wyróżniającą się siatkarką, ale trafiła na czasy, gdy kadry nie było stać na sukcesy. - Mama nigdy nie była osobą, która przechwalała się karierą. Opowiadała trochę o czasach, gdy grała, potem odbijała ze mną piłkę i nawet została moją trenerką we Francji. Jestem jej za wszystko bardzo wdzięczna - wspomina Olivia Różański.

Olivia RóżańskiTo był jej mecz. Może najlepszy w karierze. Polki mają alternatywę dla Stysiak

"Usłyszałam, że jestem do niczego. Że jestem najgorsza, beznadziejna i nic ze mnie nie będzie"

Dla młodej Olivii Francja okazała się niemalże przekleństwem. Tam nauczyła się grać i starała się rozwijać. Najpierw jako środkowa, a dopiero potem z pomysłem zmiany pozycję na przyjęcie. Ale jej nie szło. Sama Różański nie ukrywała, że choć wiele osób widziało w niej potencjał, to ona nie potrafiła go wykorzystać.

Takiej krytyki, jak od jednej z trenerek młodzieżowej kadry Francji nie mogła się jednak spodziewać. - To musiało być, gdy miałam trzynaście albo czternaście lat. Było nas na obozie francuskich juniorek trzynaście dziewczyn, które trenerka wybrała i zamierzała oceniać, jak możemy się rozwinąć. Od razu nie najlepiej się z nią rozumiałam, zwłaszcza gdy starałam się wytłumaczyć, że podjęłam decyzję o przejściu ze środka na przyjęcie. Padło parę mocnych, przykrych słów w moim kierunku - opisuje Różański.

- Trenerka mówiła mi wprost: "Nigdy nie będziesz profesjonalną siatkarką". Wmawiała mi, że już na środku grałam słabo, a na przyjęciu będzie jeszcze gorzej. Że jestem najgorsza, beznadziejna i nic ze mnie nie będzie. Na koniec obozu stworzyła ranking zawodniczek i wiedziałam, że będę trzynasta, ostatnia. Po wszystkim rozmawiałyśmy jeszcze raz. I znowu usłyszałam, że jestem do niczego. Ale też, że nigdy nie zagram w reprezentacji Francji. Wtedy, nie wiem dlaczego, ale pomyślałam sobie i w końcu powiedziałam jej na głos: "Ja chcę grać dla Polski". Chciałam tego od dziecka, ale dopiero wtedy tak naprawdę to sobie uświadomiłam. A trenerka z lekceważeniem powtarzała, że tu też nikt mnie nie dostrzeże. Postanowiłam sobie i jej coś udowodnić - tłumaczy Różański.

Odżyła w polskich klubach. Po czterech latach przyszło powołanie do kadry

W wieku 17 lat Rózański przyjechała do Polski. Najpierw grała w Jastrzębiu i Szczyrku jako juniorka. Już po roku została powołana do reprezentacji Polski B i zagrała w Lidze Europejskiej. Cztery lata później debiutowała w kadrze seniorek i wyróżniała się grą w Tauron Lidze, najpierw w barwach BKS-u Bielsko-Biała, a potem DPD Legionovii. Szybko stała się jedną z najlepszych skrzydłowych rozgrywek.

- Przestawienie się na granie w Polsce nie było dla mnie łatwe, ale tu dostałam sporo wsparcia. Przede wszystkim nikt nie starał się mi wmówić, że nie dam sobie rady. W klubach czułam się dobrze, a powołania do reprezentacji stały się docenieniem wykonanej pracy i wielkim wyróżnieniem - mówi nam Różański.

Nietrudno to stwierdzić: w Polsce siatkarsko odżyła. To widać zwłaszcza po ostatnim sezonie, kiedy siedmiokrotnie dostawała nagrodę MVP za poszczególne spotkania, a całe rozgrywki kończyła jako najlepiej punktująca i atakująca zawodniczka. Jej Legionovia zajęła tylko piąte miejsce w tabeli Tauron Ligi, ale w Pucharze Polski doszła do finału.

Polska - Korea, MŚ siatkarek, siatkówkaStysiak "rzuciła Witkowską w piłkę". Polki naprawdę w ten sposób zdobyły kluczowy punkt

Doceniona we Włoszech i u Lavariniego. "Nie boję się"

Potwierdzeniem jej wysokiego poziomu jest transfer do Włoch: w przyszłym sezonie zagra w szóstej drużynie zeszłego sezonu Serie A, Reale Mutua Fenera Chieri. Różański zasłużyła, żeby po pięciu latach spędzonych w Polsce przenieść się do ligi o poziom lepszej. - Nie boję się tego kierunku, we Włoszech na pewno będę mogła się rozwinąć. Marzyłam, żeby tam zagrać i cieszę się, że zostałam doceniona - wskazuje Olivia Różański.

Docenił ją także trener polskiej kadry Stefano Lavarini. Nie tylko powołał ją do reprezentacji na sezon, który kończą domowe mistrzostwa świata, ale także powierzył jej jedną z najtrudniejszych ról na boisku. Drużyna włoskiego szkoleniowca od pierwszego spotkania Ligi Narodów w końcówce maja grała bez nominalnej atakującej pod nieobecność Magdaleny Stysiak. Pierwszym wyborem Lavariniego na tę pozycję została właśnie Różański. Musiała przejść tam z przyjęcia, co dla siatkarki nigdy nie jest łatwe. Z każdym meczem zyskiwała jednak coraz więcej pewności siebie.

Czy po pierwszych meczach Ligi Narodów miała już dość nowej roli? Ani trochę. - Bo to nie o to chodzi. Pewnie, że jest mi trudno i że wolałabym lewe skrzydło. Ale skoro tego wymagała sytuacja, to przeszłam na prawy atak i tam dawałam z siebie wszystko. Byłam i w razie potrzeby nadal jestem na to gotowa - zapewnia zawodniczka. 

Dodaje jednak, że od początku ustaliła ze szkoleniowcem, że gdy Stysiak wróci do kadry, Różański nie będzie już jej zastępować. - Rozmawialiśmy z trenerem wprost: że jestem mu potrzebna przez chwilę na ataku, ale widzi mnie na mojej podstawowej pozycji. Teraz, grając już na przyjęciu, czuję się inaczej, pewniej. Wiemy, jaka sytuacja była wtedy, więc Liga Narodów i reszta sezonu to dla tej kadry dwa zupełnie różne etapy. Tak wyszło, że zwłaszcza dla mnie. Cieszę się, że wróciła do nas Magda i to sprawiło też, że ja mogłam przejść na przyjęcie - wskazuje Różański. 

Siatkarki Polski na mistrzostwach świata 2022Polska gra mecz na szczycie. Gdzie i o której oglądać?

"Nie muszę niczego udowadniać innym, tylko sobie"

Różański ma 25 lat i choć wciąż pamięta uwagi trenerki sprzed dekady, to cały czas stara się potwierdzać, że Francuzka zupełnie nie miała racji. Ona mówiła, że Różański do siatkówki się nie nadaje, a zawodniczka teraz pojechała z polską kadrą na mistrzostwa świata i jest na nich kluczową postacią zespołu.

- No tak, gdybym jej się teraz przedstawiła, to pewnie miałaby dziwną minę - śmieje się siatkarka. - Choć to już jest przeszłość, nie skupiam się już na tym. Nie muszę niczego udowadniać innym, tylko sobie - dodaje. I w kolejnych meczach widać, że Różański jest gotowa pokazywać, jak wartościową jest zawodniczką. Oby jak najdłużej podczas trwających MŚ i w drodze do igrzysk w Paryżu w 2024 roku. Nikt już nie zabroni jej o tym marzyć.

Więcej o: