To był jej mecz. Może najlepszy w karierze. Polki mają alternatywę dla Stysiak

Jakub Balcerski
Zwycięstwo Polek z Koreankami bez straty seta było do przewidzenia. Styl, w jakim dokonały tego zawodniczki Stefano Lavariniego, pewnie pozostawiał jeszcze nieco do życzenia. Polki zgarnęły trzy punkty i nie narobiły sobie nadprogramowych problemów. Świetny mecz, być może najlepszy w swojej reprezentacyjnej karierze, zagrała Olivia Różański.

Gdyby Polki przegrały spotkanie z Koreankami na mistrzostwach świata nie można byłoby tego nazwać inaczej niż katastrofą. Zawodniczki Cesara Hernandeza mogą być nazywane najgorszą drużyną na turnieju, być może najgorszą także w całej siatkarskiej czołówce. Przed meczem z Polską przegrały aż 23 mecze z rzędu. Musiały spodziewać się porażki także i w tym spotkaniu, już trzeciej na MŚ.

Niespodzianki nie było - Polki wygrały 3:0 (25:17, 25:18, 25: 16). Nie był to także ich perfekcyjny mecz, ale zagrały trzy wygrane pewnie sety. Krótko, gładko i zadanie wykonane. Styl nie był tak efektowny, jak choćby dzień wcześniej przeciwko Tajlandii, ale kadra Stefano Lavariniego zrobiła to, co do nich należało. I to się liczy najbardziej.

Zobacz wideo Tyle zarabia Grbić w reprezentacji Polski. Jak wygląda jego przyszłość? [Sport.pl LIVE]

To był mecz Różański. Może najlepszy w kadrze

Gdybyśmy mieli oceniać polskie zawodniczki za spotkanie z Koreankami to "piątkę" swoją grą zarezerwowała tylko jedna. To był mecz Olivii Różański, być może najlepszy odkąd gra dla reprezentacji Polski. Przyjmująca urodzona we Francji miała świetną skuteczność ataku - skończyła osiem z trzynastu piłek przez dwie pierwsze partie, ofiarnie rzucała się po piłki w obronie - nawet pod bandy. Do tego wszystkiego dołożyła świetne przyjęcie - do końca drugiego seta na poziomie nawet 86 procent. Pokazała, że jeśli ktoś martwił się, że Polsce zabraknie alternatyw dla Magdaleny Stysiak w postaci lewego skrzydła, to już nie musi.

Polska - Korea PołudniowaNiespodzianki nie było. Polki rozbiły Koreę Południową

Na poziom "czwórki z plusem" zapracowały na pewno solidna w ataku Zuzanna Górecka, grająca na swoim, bardzo wysokim poziomie (60 procent skuteczności w ataku) Magdalena Stysiak, a do tego Joanna Wołosz i Agnieszka Korneluk. Na "cztery" zagrały za to nieco niestabilna w przyjęciu, ale dająca dużo w obronie Maria Stenzel, a do tego Kamila Witkowska, która grała dobrze, ale dołożyła najmniej punktów.

Koreanki dawno tak dobrze nie zaczęły. Ale potem Polki wskoczyły na swój poziom

Koreanki tak dobrze, jak przeciwko Polkom, nie rozpoczęły meczu od trzech miesięcy. Wtedy po raz ostatni wygrały seta - w meczu Ligi Narodów z Chinkami z początku lipca wygrały 25:19, tutaj najwyżej prowadziły 16:15. I się zatrzymały. A kadra Stefano Lavariniego do końca seta pozwoliła im tylko na jeden punkt, samemu zdobywając aż dziesięć.

Polki wreszcie wskoczyły na swój poziom i nie dawały rywalkom żadnych szans. Nie było przede wszystkim szczelnego bloku i mało wykorzystywania gry środkiem. O ile blok wrócił - Polki uzbierały w tym elemencie cztery punkty - to środka, a także presji wywoływanej zagrywką było mało. Dopóki Polki nie odzyskały kontroli nad meczem Koreanki przy świetnym przyjęciu doskonale wykonywały założony przed meczem plan. 

Rywalki uprzykrzały Polkom życie, jak mogły. Ale one nie zatracały się w błędach

A ten zakładał uprzykrzanie Polkom życie w jak największym stopniu. To samo realizowały już w drugiej partii. Piłka długo zostawała zawodniczkom Stefano Lavariniego na siatce, była często podbijana i latała w powietrzu po kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt sekund. Idealnie wpisywała się w filozofię gry azjatyckich drużyn, która zazwyczaj nie pasuje tym europejskim. Zwłaszcza Polsce. 

Koreanki prowadziły 1:0 i 5:4, najbliżej Polek w dalszej części meczu były przy stanie 9:9. Potem Polki grały już dość pewnie. Rywalki zbliżyły się do nich na maksymalnie dwa punkty (17:15). Choć gra nadal nie była idealna, to cieszyło, że polska kadra nie zatracała się w swoich błędach. Nie popełniała ich seriami i nie traciła przez nie prowadzenia. Ostatecznie wygrała 25:18.

Koreanki postarały się, żeby zagrozić Polkom. Lavarini nie dostał manewru na rotacje

Mecz z Koreą Polki grały rzecz jasna na nieco innej intensywności i pewnie innym nastawieniem niż dwa poprzednie z Chorwatkami i Tajkami. Tam wielu było przekonanych, że o wygrane będzie bardzo trudno. Że trzeba będzie je wręcz wyrywać. Tu trudno było wierzyć w to, że tego zwycięstwa nie będzie. A Polkom trudno było się zapewne nie rozluźnić.

W drugiej i trzeciej partii Stefano Lavarini wprowadził na boisko zmienniczki - dzięki podwójnej zmianie pojawiły się na nim Monika Gałkowska i Katarzyna Wenerska w miejsce Magdaleny Stysiak i Joanny Wołosz. Epizodycznie pojawiła się na nim także Monika Fedusio za Olivię Różański. Trzeba jednak przyznać, że to, w jak małym wymiarze na roszady w składzie zdecydował się włoski szkoleniowiec Polek, pokazuje jednocześnie, że Koreanki naprawdę postarały się, żeby maksymalnie zagrozić jego zespołowi. Dla wspomnianej Fedusio, która skończyła trzeci set wygrany przez Polki do 16, Klaudii Alagierskiej-Szczepaniak, czy Aleksandry Szczygłowskiej wiele więcej okazji do gry na tych MŚ może już nie być.

Prorocza obecność "Złotek"? Oby, ale to już inna era

W przerwie po dwóch setach na boisku pojawiły się "Złotka" odznaczone przez działaczy PZPS-u. Proroczo? Oj, wszyscy by chcieli. Ale czasy Małgorzaty Glinki, Aleksandry Jagieło, Magdaleny Śliwy, czy Izabeli Bełcik w kadrze minęły, a z nimi wielkie sukcesy odnoszone przez polską kadrę na początku XXI wieku. Teraz Polki mogą do nich nawiązywać, ale marzenia o ich powtórce są odległe. To już inna era.

Polska - Tajlandia, siatkówka, MŚ siatkarekPolki jakby przebrały się za rywalki. Skradły wszystkie atuty. "Zagrałyśmy w ich stylu"

Kolejnymi spotkaniami na tych mistrzostwach świata Polki udowadniają, że chcą na tym turnieju mieć wszystko w swoich rękach i wszystko jest możliwe. Przed nimi już tylko dwa mecze pierwszej fazy grupowej w Trójmieście - z Dominikaną i Turcją, a one wciąż są niepokonane. Te punkty na pewno przydadzą im się w drugiej fazie turnieju w Łodzi. A na razie ważne, żeby taki taniec radości na boisku, jak po ograniu Koreanek pojawił się w Ergo Arenie jeszcze - bo czemu nie - dwa razy.

Więcej o: