Ten duet poprowadził Polki do kluczowego zwycięstwa. Nareszcie odpaliło

Jakub Balcerski
Stysiak i Wołosz - te dwa nazwiska tajskie siatkarki zapamiętają na długo. Polski duet, który już długo miał prowadzić kadrę do sukcesów wreszcie doszedł do świetnej formy. A Polki Tajkom postawiły ścianę w miejsce siatki i w pięknym stylu wygrały bez straty seta. Teraz niech rosną i budują swój sukces, bo mają już na czym to robić.

Polskie siatkarki w teorii już od dawna miał prowadzić duet Magdaleny Stysiak z Joanną Wołosz. Na początku sezonu tę pierwszą zatrzymała kontuzja, po której długo wracała do treningu i gry. Za to Wołosz, zmęczona pełnym sezonem ligowym, długo dochodziła do swojej najlepszej formy. Ale wygląda na to, że wszystko odpaliło w najważniejszym momencie.

Zobacz wideo Tyle zarabia Grbić w reprezentacji Polski. Jak wygląda jego przyszłość? [Sport.pl LIVE]

Siatkarska pełnia szczęścia. Najważniejszy duet Polek zagrał koncert

Mecz z Tajkami wygrany 3:0 (25:17, 25:17, 25:17) pokazał, że Polki, jeśli chcą, to potrafią grać tak, żeby mogły nawet zagrozić najlepszym na turnieju. Bo ich najważniejszy duet zagrał koncert. Jeśli Magda Stysiak grałaby ze skutecznością na poziomie około 60 procent do końca turnieju, a Joanna Wołosz kontrolowała grę tak, jak we wtorkowy wieczór, to Stefano Lavarini może być spokojny o ich dyspozycję. Stysiak niektóre piłki uderzała silnie, inne wręcz głaskała w stronę boiska. Ale one były jej tak samo posłuszne, jak w przypadku zagrań kierowanych do niej przez Wołosz. Siatkarska pełnia szczęścia.

Polska - Chorwacja, siatkówka, MŚ siatkarekTak wygląda tabela "polskiej" grupy po wygranej z Tajlandią. Brawo, brawo

Nie trzeba żadnej z nich wyróżniać bardziej, a cieszyć się, że u Polek na dwóch kluczowych pozycjach wreszcie jest symbioza. I że to one zapewniły kadrze drugie zwycięstwo podczas turnieju, niemal na pewno dające im awans do drugiej fazy grupowej. Teraz czas, żeby pozwoliły na zdobywanie kolejnych punktów, tych, które przydadzą się do gry o wyższe cele - być może awans do ćwierćfinału MŚ.

Siatka jak ściana dla Tajek. Ręce Polek jak reflektory

Polki zamieniły we wtorek siatkę w Ergo Arenie w prawdziwą ścianę. Nad stworzonym przez nie murem tylko co jakiś czas, jak reflektory, przesuwały się ręce Agnieszki Korneluk, Magdaleny Stysiak, Weroniki Szlagowskiej, czy Olivii Różański i taki widok żegnał większość nieprecyzyjnych ataków Tajek w tym spotkaniu.

Polki w pierwszej partii samym blokiem nabiły aż osiem punktów, z czego pięć autorstwa Magdaleny Stysiak. Choć najbardziej efektownie - soczystą czapą - blokowała Szlagowska. Tak dobrego setu w tym elemencie z wymagającym rywalem polskie siatkarki już dawno nie zagrały.

Na początku pierwszej partii imponowała zagrywka, później także skuteczność w ataku, choć głównie na prawym ataku i wśród środkowych. Nie brakowało podbijania piłki po ofiarnych obronach, ale na lepszym poziomie mogło być zarówno przyjęcie, jak i alternatywa dla Magdaleny Stysiak pod postacią lewego skrzydła. I taki stan utrzymywał się przez całe spotkanie.

Wołosz z wściekłością machała rękami. Ale co to byłby za mecz polskich siatkarek bez odrabiania strat

"Dzisiaj wygra Polska!" - rozpoczął doping polskich kibiców, najgłośniejszy z nich, pan w średnim wieku, który przez cały mecz stał i wręcz indywidualnie wspierał Polki. Tylko na końcówki partii włączał się do głównego nurtu przyśpiewek, najczęściej wymyślał swoje. Pewnie chciał, żeby ta, którą wykrzyczał na początek drugiego seta, miała się okazać prorocza. Ale początek drugiego seta ewidentnie na to nie wskazywał.

Polska - TajlandiaPolki rozbiły Tajki. Mecz jak z bajki. Trzy "siedemnastki"

Traciły punkty seriami błędów, grały nieskutecznie w obronie i przede wszystkim na lewym skrzydle. Joanna Wołosz padała na parkiet, próbując podbić piłkę, a gdy ta leciała w aut, najpierw klaskała w dłonie, a potem bezradnie nimi machała ze złością. Ale co to byłby za mecz polskich siatkarek bez małego kryzysu i wielkiego powrotu z odrabianiem strat. Tym razem przegrywały już 7:11. Odrobiły zatem cztery, a nie osiem punktów jak przeciwko Chorwatkom w pierwszym spotkaniu MŚ, ale niedzielny powrót cieszył równie mocno, co ten z piątku. 

Polki znów wyszły z trudnego momentu, a tym razem cieszyło to, że u Polek zadziałała głównie poprawa przyjęcia i skuteczności lewego skrzydła. To te dwa elementy robiły różnicę w momentach, gdy trzeba było zatrzymać Tajki. I oczywiście blok, ale z nim Polki nie miały problemu przez całe spotkanie. Skala tego, jak mocno Polkom udało się jeszcze zdominować Tajki w drugiej partii, mogła dziwić. Wygrały w końcu do 17, tak, jak w pierwszym secie, a problemy były o wiele większe.

Niech Polki rosną. Zwycięstwo z Tajkami potwierdza, że mają, na czym budować sukces

- Te mistrzostwa świata są tak skonstruowanym turniejem, że często w meczach o tym, kto wygra, będą decydowały różne małe czynniki. Zwłaszcza dyspozycja dnia, bo ktoś jest bardziej zmęczony, ktoś ma mały uraz, albo ktoś ma akurat swój dzień - mówiła Sport.pl przed spotkaniem z Tajkami środkowa polskiej kadry, Kamila Witkowska. I trafiła w sedno. Tajki, choć jeszcze w sobotę pokonały po tie-breaku faworyzowaną, teoretycznie najlepszą w "polskiej" grupie B drużynę Turczynek, to we wtorek przeciwko Polkom wyglądały bardzo przeciętnie. 

Po dwóch setach miały zaledwie 25 procent skuteczności w ataku i 7 procent doskonałego przyjęcia. Praktycznie w ogóle nie blokowały. A Polki? Aż trudno opisać zdobycie 26 punktów w zaledwie trzy dość krótkie sety przez Magdalenę Stysiak. Kadrze Lavariniego wychodziło może nie wszystko, ale wiele. Na tyle dużo, żeby cieszyć się zwycięstwem bez straty seta, które trudno byłoby przewidzieć przed spotkaniem.

Teraz Polki muszą uwierzyć, że taki scenariusz można powtarzać, że wygrana z Tajkami to nie przypadek, a realne wykorzystanie własnego potencjału. Przed nimi mecze z Koreą - najłatwiejszy, z Dominikaną - niewiadoma i z Turcją - zdecydowanie najtrudniejszy. Ale czemu nie wierzyć, że Polki mają szansę w każdym z nich? Niech rosną podczas turnieju, mają, na czym i jak budować swój sukces. Być może w takiej sytuacji to zwycięstwo okaże się dla nich wręcz kluczowe.

Więcej o: