I znów ci Włosi. Cudowne odrodzenie w finale. Polscy juniorzy nie pomścili kadry Grbicia

Jakub Balcerski
Polscy juniorzy nie pomścili seniorów. Mistrzowie świata U-19 sprzed roku w niedzielę mieli okazję stać się także mistrzami Europy. Przegrali jednak z Włochami w finale ME do lat 20 po dramatycznym meczu w tie-breaku. Choć to kolejny wielki sukces młodzieżowej siatkówki w Polsce, to pewnie tak, jak ich bardziej doświadczonym rodakom, trudno będzie im od razu docenić ten srebrny medal.

Złoto mistrzostw świata U-19, srebro mistrzostw świata seniorów, brąz mistrzostw świata U-21, mistrzostw Europy U-22 i U-17 - to bilans ostatnich kilkunastu miesięcy w polskiej siatkówce. Teraz do tej całkiem pokaźnej kolekcji można dopisać srebrny medal mistrzostw Europy U-20.

Zobacz wideo Tyle zarabia Grbić w reprezentacji Polski. Jak wygląda jego przyszłość? [Sport.pl LIVE]

Niemal ta sama drużyna, która rok temu sięgnęła po mistrzostwo świata w kategorii U-19, teraz miała szansę powtórzyć sukces na Euro do lat 20. I znów ci Włosi. Nie dość, że 11 września pozbawili złota polskich seniorów, to teraz stali się też przeszkodą nie do przejścia dla juniorów. Ale trzeba im oddać, że pod wieloma aspektami byli po prostu lepsi. Do elementów znanych z finału seniorskiego mundialu, gdzie kadra trenera Ferdinando De Giorgiego błyszczała przede wszystkim w ataku i obronie, teraz dołożyli choćby zagrywkę i blok. Ograli Polaków, choć przy prowadzeniu 2:0 to Polacy zdołali wrócić do meczu i doprowadzić do tie-breaka. Tam ich słabości zostały jednak ostatecznie obnażone i przegrali 2:3 (19:25, 19:25, 26:24, 25:17, 6:15).

Włochy U20 - Polska U20Mistrzowie świata wicemistrzami Europy. Piękna walka Polaków

Potężne "I-tal-ia!". A potem ryk, gdy Włosi ustrzelili Piotra Śliwkę

Ale to Włosi rozpoczęli bardzo źle. Na boisku przy pierwszych piłkach byli nieuważni, popełniali łatwe błędy. Tylko że szybko się otrząsnęli. Potrafili zaskoczyć Polaków przede wszystkim serią na zagrywce. Brylowali nimi Luca Porro i Alessandro Bovolenta. Gdy włoscy kibice widzieli ich w polu serwisowym, od razu szykowali gardła, żeby za chwilę móc głośno cieszyć się z asa. U Polaków nieźle serwował za to Tytus Nowik. Po stronie kadry trenera Mateusza Grabdy na początku meczu był przede wszystkim blok i atak. Skutecznością na skrzydłach utrzymywali się w równej walce z Włochami. Szkoda, że to w zasadzie jedyny moment w tym spotkaniu, kiedy byli blisko rywali. 

Gdy piłki po uderzeniach Nowika, czy Piotra Śliwki, brata aktualnego wicemistrza świata, Aleksandra Śliwki, uderzały w ręce gospodarzy i latały wysoko w stronę trybun, słychać było zawód włoskich kibiców. Ale gdy uderzali - czy to na zagrywce, czy później już także w trakcie długich akcji - Porro i Bovolenta to na sektorach aż latały włoskie flagi. Trener Mateo Batocchio tylko nakręcał swoich siatkarzy, a ci odpłacali mu się znakomitą grą. Odjechali Polakom na cztery punkty, a ci, chociaż szukali różnych rozwiązań - choćby rozważnej gry na skrzydłach i środku, nie mogli ich dogonić.

I nie było jak dwa tygodnie temu w Spodku, gdy Polacy wygrali pierwszą partię, choć teoretycznie nie mieli prawa. Kolejne potężne zagrywki nie do przyjęcia, równie potężne "I-tal-ia!" na trybunach. Ryk, gdy Luca Porro drugi raz z rzędu ustrzelił Piotra Śliwkę, mógł być dla Polaków już po prostu przykry. Bo Włosi zniszczyli ich zagrywką i objęli prowadzenie w meczu, wygrywając seta wyraźnie, do 19. To musiało mieć wpływ na ich psychikę.

Salvador Hidalgo OlivaHidalgo Oliva uderzył w prezesa Jastrzębskiego Węgla. Nokaut. "Przestań kłamać"

Włosi się bawili, ale potem stanęli. I już nie byli bogami siatkówki. A Polacy uciszyli trybuny

A Włosi się bawili. Od stanu 3:2 w drugiej partii już nie stracili prowadzenia. Atakowali tak, że aż padali na parkiet na plecach, Mattia Boninfante podbiegał do piłki wystawianej nad siatkę i z całej siły pakował ją w boisko, a kibice szaleli z radości. U nich dzięki wielkim sukcesom w młodzieżowej siatkówce i promowaniu jej w niewielkich miejscowościach zaangażowanie fanów w halach organizujących takie turnieje, jak tegoroczne mistrzostwa Europy, jest niesamowite. Polakom to z pewnością nie pomagało.

Owacje po piłkach, które wpadały w boisko tuż przed libero Kubą Hawrylukiem, czy gdy Kuba Olszewski trafiał piłką w siatkę, dając Włochom wygraną w drugim secie, musiały robić wrażenie. "Due-zero!" - krzyczał spiker, a kibice wtórowali mu chórem szczęśliwych głosów. Wydawało się, że to już nie może się odwrócić.

Ale Włosi stanęli na boisku. Już nie bronili jak bogowie siatkówki. Piłka zostawała nawet w rękach ich świetnego libero, Gabriele Laurezano. Była też zrzucana znad siatki, żeby żaden z gospodarzy do niej nie zdążył. Polakom niczego nie brakowało - dorzucali punkty zagrywką, blokiem, byli niezwykle skuteczni w ataku, choćby w przypadku Jakuba Majchrzaka. A ich rywali jakby wywiało z hali.

Wyrwana wygrana na przewagi 26:24 w trzecim secie była tylko i aż szansą na kontakt z rywalem. Ale czwarta partia? Polacy ograli Włochów do 17 i uciszyli trybuny w Montesilvano. "As Polaków" - przekazywał smutno włoski spiker po punktowej zagrywce Tytusa Nowika. Kolejne punkty kibice przyjmowali już nawet bez pomruku niezadowolenia. Jakby wiedzieli, że coś się odwraca. Choć musieli mieć też świadomość, że za chwilę to właśnie oni mają się stać jedną z największych broni swojego zespołu. 

Włosi się odrodzili i boleśnie skończyli finał. Znów potwierdzili, że będą rządzić. Ale Polacy są tuż obok nich

I tak było. Wiwatowali, nawet gdy trener Mateusz Grabda prosił o przerwę dla swojego zespołu. Dwukrotnie, chyba jeszcze głośniej niż po kolejnych, zdobywanych przez Włochów punktach. Tym razem to Polacy zamarli i odstawali od rywali pod każdym względem. Gospodarze wywalczyli sobie aż osiem piłek meczowych. Skończyli finał już pierwszą z nich, a Polakom pozostało poczucie niewykorzystanej szansy.

Mecze polskich i włoskich młodzieżówek często kończyły się w ostatnich miesiącach dopiero po piątym secie. Choćby jak w półfinale zeszłorocznego mundialu U-21 i tegorocznego Euro U-22. Oba były porażkami polskiej drużyny i teraz niestety nie było inaczej. Włosi w cudowny sposób się odrodzili. Kapitalny blok na 15:6 w tie-breaku tylko podkreślił, że chwilami Polacy nie mieli nic do powiedzenia. I choć warto im pogratulować wielkiego powrotu i wykorzystania momentu słabości rywala, to tym razem niestety nie będą mogli cieszyć się złotem, jak rok temu.

Włoszki na mistrzostwach świata siatkarek w 2022 rokuDeklasacja, pogrom, miazga. Włoszki zaczęły MŚ w najlepszym możliwym stylu

Na Włochów nie ma rady. Znów potwierdzili swoją absolutną dominację. To złoto jest ich dwunastym medalem wielkiej siatkarskiej imprezy w różnych kategoriach w ciągu nieco ponad roku. Dziesięć z tych krążków to same złote. I trzeba powtórzyć to, co przekazywaliśmy po finale w Spodku: skala ich sukcesów tylko potwierdza, że Włosi nie tylko będą w czołówce, ale mogą nią realnie rządzić przez co najmniej kilka lat. Wychowali sobie całe generacje znakomitych zawodników i teraz będą na tym korzystać.

Jednocześnie cieszy, że to właśnie Polacy starają się dotrzymać im kroku. Że są tuż obok nich. I nawet jeśli tych medali jest mniej, jeśli nie zawsze są złote, a w ważnych finałach trzeba znosić gorzkie uczucie porażki, to pozytywem jest już sama obecność polskich kadr w tym gronie. Oby trwała, a nie będziemy musieli martwić się o przyszłość.

Więcej o: