W niedzielę w katowickim Spodku Polska przegrała z Włochami 1:3 w finale MŚ siatkarzy. W pierwszym sezonie pracy z nowym trenerem, Nikolem Grbiciem, nasza reprezentacja zdobyła brązowy medal Ligi Narodów i teraz srebro mistrzostw świata. Jak te wyniki ocenia prezes PZPS-u Sebastian Świderski?
Sebastian Świderski: Oczywiście, że to sukces, ale też wielu ludzi mówi, że to jest tylko srebro. Słyszę opinie, że to porażka, bo srebro przyszło po dwóch złotach. Jasne, że zawodnicy, trenerzy, kibice, oczywiście ja też - że wszyscy chcieliśmy złota. I teraz pewnie kilku dni trzeba, żeby poczuć, że srebro to nie jest porażka, tylko że to kolejny sukces polskiej siatkówki.
- Zdecydowanie tak. Życzyłbym sobie, że wszystkie nasze drużyny zdobywały medale. Ale też bardzo się cieszę, że jest taki niedosyt. To miłe, że jesteśmy postrzegani jako faworyci i to dobrze, że zespół czuje głód, że chce realizować najwyższe cele. Żartując powiem jeszcze tak: cieszę się z tego srebra, bo po każdym złocie w polskiej siatkówce trener był później zwalniany. A ja wierzę w Nikolę Grbicia i chcę, żeby największy sukces osiągął z naszą kadrą na igrzyskach olimpijskich w Paryżu.
- Jesteśmy w kraju, w którym wszyscy są trenerami, doktorami, wszyscy są ekspertami, wiedzą lepiej. Większość nie jest na treningach, nie jest w tej grupie i nie wie, co się dzieje w środku. To że pokonaliśmy USA i Brazylię pokazuje, że trener swoje wybory obronił. Wiele ludzi chciało, żeby Fornal grał, a nie Śliwka, żeby było tak, a nie inaczej, wielu narzekało, że nie ma Wilfredo Leona, że nie ma zawodników, którzy zdobywali mistrzostwo świata. Decyzje trenera są trudne, trzeba je szanować. Ja jako prezes, my jako związek, będziemy to robić. Wiemy, że tylko współpraca i tylko bycie razem z zespołem może nas doprowadzić do wielkich sukcesów. Do największego w Paryżu.
- Tak, nie byłoby. Nawet jeżeli zarząd by decydował inaczej, to ja stanąłbym w jego obronie. Dlatego, że wiem, jakim jest człowiekiem, wiem, jak jest zaangażowany. A rozszerzając tę myśl, powiem, że mistrzostwo świata wygrał człowiek, który jest fanatykiem ciężkiej pracy. Fefe De Giorgi spędzałby w hali 12-14 a nawet 16 godzin, gdyby to było możliwe. Podobnie jest z Nikolą. Wiem, co robił w klubie, wiem, co robi w reprezentacji. I, jak widać, ta ciężka praca przynosi efekty. Teraz przegraliśmy finał, ale wierzę, że w następnych turniejach to my będziemy najlepsi.
- Wszystko jest zapisane w kontrakcie, proszę się nie martwić o zarobki pana Nikoli, ha, ha. Jest na pewno usatysfakcjonowany. A czy będzie miał podwyżkę? Będzie zarabiał tyle, ile wynegocjował jego menedżer w umowie.
- Oczywiście. Srebro to jest wielki sukces i za sukces należy się nagroda. Absolutnie nie będę od tego uciekał.
- Rozszerzę to o Gheorghe Cretu, który ze Słowenią zajął teraz czwarte miejsce. To nie jest nos, to są rozmowy, badanie środowiska. Umiejętności i wiedza to nie wszystko. Najważniejsze dla mnie jest to, kto jakim jest człowiekiem, jak podchodzi do innych ludzi, jakie tworzy więzi.
- Mental. Pokonaliśmy USA w meczu o być albo nie być. Mówimy, że jest klątwa na naszych ćwierćfinałach olimpijskich, a tu właśnie taki ćwierćfinał wygraliśmy. W bardzo trudnych okolicznościach, bo rywale nas doszli w meczu i w tie-breaku i gdy wydawało się, że nas pokonają, to jednak my byliśmy górą. Później tak samo wytrzymaliśmy pięciosetowy półfinał z Brazylią. Nasi zawodnicy nie spuszczają głów, walczą do samego końca, to jest bardzo ważne. W kontekście igrzysk w Paryżu już trzeba budować mental. Bardzo dobrze zrobiliśmy też w grupie, wygrywając z Amerykanami. Wielu ludzi mówiło wtedy, że warto byłoby przegrać i mieć łatwiejszą drogę do strefy medalowej. Nie zgadzam się z tym. Mental zwycięzcy jest najważniejszy. I widać, że ci zawodnicy go mają. I Nikola też, bo on nienawidzi przegrywać i to potwierdził.
Wierzę też, że nasza reprezentacja wyciągnie naukę z przegranego finału. Jeżeli wygralibyśmy mistrzostwo i nie przegrali żadnego meczu w turnieju, to pewnie już wielu ludzi by uznało, że jesteśmy wielkim faworytem igrzysk olimpijskich, które odbędą się za dwa lata. Tymczasem trzeba mieć pokorę. Przypomnę, że w 2006 roku zdobyliśmy srebro mistrzostw świata w Japonii i wtedy od razu sporo osób uznało, że jesteśmy wielcy i że w 2007 roku w Moskwie wygramy mistrzostwa Europy. Skończyło się tak, że zajęliśmy 11. miejsce. Musimy cały czas zachowywać szacunek do przeciwników. Czołówka jest bardzo mocno spłaszczona. Oprócz Włochów są Amerykanie, Brazylijczycy, są Francuzi, którzy teraz nawet nie doszli do półfinału. Wiele reprezentacji będzie chciało w Paryżu zdobyć medal.
- FIVB i Volleyball World nie mają żadnych zastrzeżeń. Wy, dziennikarze, chyba też nie? Wielkie podziękowania dla ludzi zaangażowanych w cały ten projekt, którzy od kilkunastu tygodni pracowali, by turniej się udał. Pomimo kilku potknięć po raz kolejny pokazujemy, że jako polska federacja potrafimy robić wielkie rzeczy.
- Pamiętajmy, kiedy te mistrzostwa zostały przyznane [Polska i Słowenia przejęły turniej w kwietniu - organizację odebrano Rosji, za to, że napadła zbrojnie Ukrainę] i kiedy regulamin powstawał. Życzyłbym sobie, by był klarowny i spójny. W mistrzostwach świata kobiet, które odbędą się wkrótce, jest zupełnie inny system. Nie rozumiem, dlaczego inne dyscypliny mają system ustalony na lata, a my zmieniamy go co mistrzostwa. Niby można powiedzieć, że wszyscy znają reguły, ale powinny być one bardziej, klarowne, spójne, a przede wszystkim sprawiedliwe.