Polska kadra jak z "Matrixa", Grbić jak Morfeusz. Miał być koniec ery, a znów mogą być mistrzowie

Jakub Balcerski
- Gdy chciałeś latać helikopterem, w "Matrixie" wszczepiali do głowy czip i po chwili mogłeś latać. Ale w naszym świecie tak nie jest. Mogę dać ci informacje, wiedzę, to i tamto. Ale potem to ty musisz się starać to przełożyć na boisko - mówił Nikola Grbić, "Morfeusz" kadry polskich siatkarzy. Serb urodził się z mentalnością zwycięzcy i próbuje ją zaszczepić swoim zawodnikom. W niedzielę wieczorem, jeśli wygra finał mistrzostw świata przeciwko Włochom, może się okazać, że zrobił z nich prawdziwych mistrzów.

Gdy w zeszłym roku polscy siatkarze kończyli sezon "tylko" brązem mistrzostw Europy, a Vital Heynen odchodził ze stanowiska trenera kadry, mówiło się, że to koniec ery. Gdy został zatrudniony Nikola Grbić, wyglądało na to, że reprezentację Polski czeka rewolucja. Że będzie druga ZAKSA, którą doprowadził do triumfu w Lidze Mistrzów, najbardziej doświadczeni odejdą i z młodszymi, mniej doświadczonymi będzie się trzeba skupić na igrzyskach w Paryżu.

Tymczasem rok po "końcu ery" mamy kadrę z mieszanką doświadczenia i młodości, świetnym trenerem i sztabem w finale mistrzostw świata. Znów. I wcale nie czuć, że to początek nowej ery, tylko świeże, piękne przedłużenie pełnej sukcesów poprzedniej.

Zobacz wideo Kibicowski fenomen MŚ siatkarzy. Fani z Tunezji zrobili furorę w Spodku

Grbić płakał jak bóbr, ale Polskę miał już w sercu. Potem była wielka telenowela

Relacja Nikoli Grbicia z Polską stała się wyjątkowa 1 maja 2021 roku. Wtedy ZAKSA Kędzierzyn-Koźle pokonała w Weronie Trentino w finale Ligi Mistrzów, a Serb płakał po nim jak bóbr. - Mam do tego bardzo duży szacunek, bo trzymał emocje do samego końca. Nie uwolnił ich wcześniej, wiedział, że robota nie jest skończona. Wszystko w nim pękło dopiero po finale - mówił nam asystent Grbicia w Kędzierzynie, a teraz także w reprezentacji, Adam Swaczyna. 

Grbić z ZAKSY odszedł do włoskiej Perugii, ale Polskę miał już w sercu. "Swoich" chłopaków, sukces w klubie i chęć powrotu tu, być może w innej roli. Gdy po porażce Polaków na igrzyskach olimpijskich w Tokio stało się jasne, że stanowisko trenera kadry na kolejny sezon może być wolne, Serb już wyraził zainteresowanie posadą. - Odrzucić możliwość prowadzenia jednej z najlepszych drużyn na świecie raczej nie byłoby właściwe. To byłoby dla mnie coś niesamowitego - mówił Grbić dla Sport.pl.

Gliwice, 04.08.2022. Bartosz Kurek podczas meczu Polska - Tunezja w 1/8 finału mistrzostw świata w siatkówceGdzie obejrzeć finał Polska - Włochy? [transmisja tv, stream online]

A od momentu, gdy prezesem Polskiego Związku Piłki Siatkowej został Sebastian Świderski, rozpoczęła się wielka telenowela. Każdy wiedział, że Grbić jest najbliżej zostania trenerem, ale potwierdzenie nadeszło dopiero w styczniu. Od tego momentu dla Serba liczyło się tylko to nowe wyzwanie. I dwa cele: ten główny, czyli igrzyska za dwa lata, a wcześniej wielka niewiadoma: mistrzostwa świata i szansa na trzecie złoto z rzędu po zaledwie kilku miesiącach pracy.

"To nie czip w Matrixie. To proces" 

Bo Grbić faktycznie nie miał wiele czasu. Podjął kilka trudnych decyzji dotyczących składu kadry, z kilkoma innymi musiał się zmierzyć i stworzył własny system. Bez tak doświadczonych twarzy jak Michał Kubiak, Piotr Nowakowski czy Fabian Drzyzga, którego odrzucił sam. W trakcie sezonu skreślał kolejne nazwiska, za co nie raz był krytykowany, a na koniec musiał w konsultacji z lekarzami ocenić, czy przyda mu się jeszcze nie w pełni gotowy do gry Wilfredo Leon. Nie miał łatwo.

Grbić ma jednak własną drogę. Myśli głównie o tym, jak zaadaptować wszystkie zmienne do swoich pomysłów, a nie odwrotnie. Jednocześnie przedstawia swoją wizję zawodnikom i próbuje jej ich nauczyć. To potrafi trwać i trwać, ale Serb jest cierpliwy. Dobrze opisują to słowa Grbicia, które przytoczył Tomasz Fornal. "To nie czip w Matrixie. To proces".

To cytat ze słynnej trylogii, którą Serb podobno bardzo lubi. - Zawsze używam tego cytatu z filmu, bo uważam, że on idealnie tłumaczy, o co chodzi. Powiedzmy, że chcę nauczyć się latać helikopterem. W "Matrixie" wszczepiali do głowy czip, po chwili już miałeś tam całą instrukcję. I mogłeś latać. Ale w naszym świecie tak nie jest. Mogę dać ci informacje, wiedzę, to i tamto. Ale potem to ty musisz się starać to przełożyć na boisko. Musisz spróbować, zobaczyć, jak wyjdzie. Tylko tak możesz wyjść z trudnej sytuacji. Potrzebujesz wielu prób, ale w końcu powinno wyjść - przekonywał Grbić w trakcie turnieju Ligi Narodów w Gdańsku.

Później przytoczył sytuację z jego debiutu jako trenera Polaków. - W Kanadzie podczas turnieju Ligi Narodów dla Argentyny grał Matias Sanchez, dość niski, mały rozgrywający. Nie wychylał się w zasadzie poza siatkę. Zauważyliśmy na wideo, że w konkretnym momencie nie wykorzystuje atakującego, co robiłoby większość zawodników na jego miejscu. On zawsze grał na lewe skrzydło. Powiedzieliśmy to zawodnikom, ustaliliśmy, co robić w takiej sytuacji. Zawodnik zrozumie to od razu, ale przed nim zawsze jest długi proces, zanim uda mu się odpowiednio wprowadzić to do swojej gry. To nie jest tak, że coś po prostu kliknie dzięki mojej uwadze. To właśnie ten długi proces - wyjaśniał Serb. Wydaje się, że w roli Morfeusza dla polskiej kadry Grbić czułby się znakomicie.

- Każdy z nich ma automatyzmy. W bloku, zagrywce, pozostające w ich grze przez lata. Dlatego niezwykle ważne i trudne jest, żeby coś zmienić. Choćby z Kurkiem. Ma 35 lat, wygrał to, wygrał tamto, a ja chcę, żeby zrobił coś inaczej niż dotychczas. Mówię: "Bartek, zrób to tak" i widząc, jak reaguje, czuję, że muszę sobie dać chwilę. Uświadamiam sobie, że takie zmiany są cięższe niż wypracowanie czegoś z nowym, młodym zawodnikiem - zaznaczył trener.

- Widzę, że wszyscy się starają, robią tyle, ile mogą, żeby dojść do tego, o co mi chodzi. I nie robią tego dla mnie, żebym był szczęśliwy. Robią to dla siebie. Mówię im: "Będziesz grał lepiej. To ci pomoże". Bo kto wie, może już za rok nie będę ich trenerem? A to z nimi zostanie. Sprawi, że staną się lepszymi zawodnikami. Tak pracowałem przez dwadzieścia lat mojej kariery. To trudne dla każdego siatkarza, ale technicznie są na wysokim poziomie i rozumieją, czego od nich wymagam, co chcę zmienić. Dlatego nie mam do powiedzenia ani jednego złego słowa na ich temat - przyznał Nikola Grbić.

Włosi jednym słowem określili polskich siatkarzy. Włosi jednym słowem określili polskich siatkarzy. "Czeka nas ogromne wyzwanie"

"The Normal One" z wrodzoną mentalnością zwycięzcy

A jak pracuje się z Serbem okiem jego najbliższych ludzi? - Nikola jest bardziej "The Normal One" niż "The Special One". Inny niż Vital, ale obaj są świetnymi trenerami i mieli mentalność zwycięzcy. Inaczej to jednak okazują. Nikola ma swój charakter - opisywał jeszcze przed sezonem Adam Swaczyna.

- Treningi są inne, jest mniej zabawy, rozluźnienia niż za Vitala. Ale obaj z Nikolą są tak samo wymagający. Są skoncentrowani na swoich zadaniach - zauważył asystent Grbicia. Czy to prawda, że szkoleniowiec bywa aż zbyt poważny? - Nie do końca. W trakcie meczu jest skoncentrowany na tym, co robi, i wygląda, jak wygląda. Jest bardzo opanowany. A prywatnie? Otwarty, z poczuciem humoru. Czasami siedzieliśmy ze sztabem przy kolacji i widziałem Nikolę rozmawiającego na spokojnie z zawodnikami nie tylko o sporcie. Potrafi oddzielić pracę od spraw prywatnych - dodał Swaczyna.

- Nie ma przypisanych ról w zespole, kto i za co odpowiada. Wiemy, co mamy robić na boisku. Nikola mówi po prostu, że każdy ma dążyć do bycia mistrzem - tak filozofię tworzenia polskiej kadry przez Grbicia już podczas mistrzostw świata Mateusz Bieniek. "Mentalność zwycięzcy", o której wspomina środkowy, to wręcz wrodzona cecha Grbicia. Ciągle o niej wspomina. - Starałem się tylko być najdokładniejszy, jak tylko mogłem. Pod każdym względem - mówił Grbić o Nikoli-zawodniku w cyklu "nieDawny Mistrz" na Sport.pl. Dodawał, że jako trener to samo przekazuje swoim siatkarzom. Chce, żeby na boisku byli "najlepszą wersją siebie".

Baggery, "dopałki"

Nie jest jednak tak, że u Grbicia mówi się tylko o pracy. Że nie ma miejsca na rozrywkę czy trochę luźnej atmosfery. Na treningach często pojawia się typowo siatkarska rozrywka - odbijanie piłki podczas tzw. baggerów. - Starzy dostają łomot od młodych, a ja mam przyjemność być w zespole starszych - tłumaczył Mateusz Bieniek. - Dlaczego przegrywamy? Bo to nie jest taki typowy bagger. Odbija się palcami, a młodzi "rzucają" dużo piłek, oszukują troszkę i dlatego nam w tym nie idzie. Ale to fajny element rywalizacji przed treningiem - dodał.

Na początku sezonu po raz pierwszy od kilku lat znalazła się zupełnie pozaboiskowa rozrywka, którą zaakceptowali wszyscy zawodnicy. Gra "Stumble Guys", w której rywalizuje się w grupie znajomych i eliminuje poszczególnych członków rozgrywki co rundę. - Nadal w to gram, zrobiła się nas taka mniejsza ekipa zapaleńców. Zainwestowałem w nią, przyznaję. Zrobiłem to jako pierwszy i kupiłem wszystkie "dopałki", które pomagają w grze. Ale potem poszli za mną też inni. Spędzamy troszkę czasu nad tą grą. Przed meczami, wiadomo, nie gramy, ale pięciu-sześciu chłopaków znajduje się każdego dnia, żeby trochę pograć - opisał Bieniek.

- Jak mamy wolny dzień, to jest czas, żeby pójść razem na kawę, trochę wyjść z hotelu i nie gapić się razem w sufit w pokoju. Za dużo takich momentów nie ma, ale odrywamy się od siatkówki, jeśli możemy, żeby było zdrowo. Wszyscy jednak wiemy, do czego dążymy i gdzie jesteśmy. Głowa może odpocząć, ale później jest już ukierunkowana na boisko czy to podczas treningu, czy meczów - wskazywał Jakub Popiwczak w okresie gry w Lidze Narodów.

- Jadąc na kadrę, wiedziałem, czego się spodziewać. Że i sztab i koledzy będą oczekiwali gry na najwyższym poziomie, bo mamy taką pakę, że trudno byłoby myśleć o czymś innym niż tym najwyższym możliwym poziomie. I to dotyczy wszystkich, zaczynając od tak doświadczonych zawodników, jak Bartosz Kurek czy Paweł Zatorski, a przechodząc do młodszych chłopaków. Wiedziałem, że na to się trzeba nastawić i że to będzie klucz do wszystkiego, co chcemy osiągnąć w tym sezonie - dodał Popiwczak.

Grbić ma rację. Nie da skrzywdzić swoich zawodników

Grbić, gdy tuż przed startem mistrzostw skierował do kibiców słowa o presji, za które został mocno skrytykowany, nie miał na myśli atakowania fanów, a chronienie zawodników. Dba o nich jak o najcenniejszą biżuterię na świecie, próbuje ich bronić przed każdym, nawet najmniejszym zagrożeniem. Nie da ich skrzywdzić. - Poświęciliśmy wiele czasu, emocji i energii, żeby dojść do tego momentu, do pierwszego meczu. Presja, jaką odczuwamy, w pełni nie zniknie, ale można ją zminimalizować. I wierzę, że mogą nam w tym pomóc także kibice - mówił, próbując wyjaśnić swoje wcześniejsze słowa.

Finał MŚ z nożem w zębach. Grbić nie czeka na wynik, by ocenić PolakówFinał MŚ z nożem w zębach. Grbić nie czeka na wynik, by ocenić Polaków

Trener wie, że nie jest tak, że po siatkarzach wszystko spływa. Nawarstwiająca krytyka nie przysłania im boiska, ale potrafi wiele rzeczy utrudnić. Ale na boisku Grbić zrobił z nich mentalne bestie. On ma w nich niezwykłą, zawsze niezachwianą wiarę. Gdy Aleksander Śliwka miał słabszy początek mistrzostw świata, nie "wyrzucił" go z wyjściowej szóstki, a ten odpłacił mu się genialną grą w fazie play-off. Gdy Kamil Semeniuk zagrał gorszy mecz z Amerykanami, ten pozwolił mu się odbudować na półfinał z Brazylią, w którym zagrał niesamowicie. Podejmuje odważne, ale jak się później okazuje, słuszne decyzje. Nie ma "nosa". Ma rację.

Przed finałem też nastraja swój zespół. - My musimy zagrać najlepiej, jak potrafimy. I to niezależnie, kto byłby naszym rywalem, bo to finał mistrzostw świata. To będzie mecz z nożem w zębach - zapowiedział Grbić. Po meczu z Włochami może się okazać, że kolejny raz z grupy świetnych zawodników zrobił mistrzów. Szybciej, niż ktokolwiek w Polsce by się tego spodziewał.

Więcej o: