Finał MŚ z nożem w zębach. Grbić nie czeka na wynik, by ocenić Polaków

Pod kątem finału kluczowe będzie nastawienie. To będzie mecz z nożem w zębach - zapowiada trener Polaków Nikola Grbić. Biało-czerwoni mają szansę wywalczyć po raz trzeci z rzędu mistrzostwo świata, ale szkoleniowiec niezależnie od wyniku tego spotkania ma już wyrobione zdanie o swoim zespole. - Polska ma nowe pokolenie świetnych siatkarzy - zapewnia.

Formuła mistrzostw świata siatkarzy w Polsce i Słowenii sprawiła, że - by sięgnąć po tytuł - trzeba wygrać tylko siedem meczów. "Tylko", bo cztery lata temu trzeba było 13. Dwa z ostatnich spotkań biało-czerwonych w tegorocznej edycji były tak napakowane emocjami i zwrotami akcji, że można byłoby tym obdzielić kilka pojedynków. Tymczasem jednak przed biało-czerwonymi ostatni akcent - wieczorny finał z Włochami.

Zobacz wideo Polacy w ćwierćfinale MŚ. Muszą wyrzucić z turnieju faworytów. "Mecz do zapamiętania na lata"

Grbić dumny z polskich siatkarzy. Serb wylicza szczęśliwe sploty okoliczności w MŚ

Trwający dwa i pół tygodnia turniej nie był intensywny, ale z pewnością zawodnicy odczuwają już jego trudy. Zwłaszcza że od ćwierćfinału nie mieli już dłuższych kilkudniowych przerw, tylko wrócili do znanego z wcześniejszych lat rytmu. Prowadzący obrońców tytułu Nikola Grbić uważa, że podstawową sprawą przed wieczornym spotkaniem jest wyrzucenie z głów tego, co wydarzyło się w sobotnim półfinale. A wydarzyło się sporo, bo gospodarze pokonali w katowickim Spodku Brazylijczyków 3:2. Przed pojedynkiem z ekipą Italii kluczowe jest też odpowiednie nastawienie.

- My musimy zagrać najlepiej, jak potrafimy. I to niezależnie, kto byłby naszym rywalem, bo to finał mistrzostw świata. To będzie mecz z nożem w zębach - zapowiada szkoleniowiec.

Droga do meczu o tytuł nie była prosta, bo w dwóch poprzednich rundach biało-czerwoni rozegrali pięciosetowe dreszczowce. W ćwierćfinale z USA prowadzili 2:0 w setach, a w półfinale z "Canarinhos" 2:1. Grbić chwali swoich zawodników za to, jak skupieni byli przed sobotnim tie-breakiem. 

- To jest coś, z czego jestem bardzo dumny. Z tego, że są w stanie wrócić. Niezależnie od tego, co się dzieje, to potrafią być skupieni i radzić sobie ze stresem. W półfinale MŚ gramy tie-breaka i jest remis 12:12, a oni są w stanie pokazać agresję, jeśli jest na to odpowiednia pora. Jak Olek Śliwka, gdy skończył akcję na 13:12. Dlatego mówiłem, że jest stworzony do takich spotkań. Cieszę się z jego powodu. I nie tylko jego. Jakkolwiek potoczy się niedzielny finał, to już mogę powiedzieć, że Polska ma nowe pokolenie świetnych siatkarzy - ocenia.

Śliwka zagrał bardzo dobrze, choć na koniec pierwszej partii popełnił błąd dotknięcia siatki, po którym partię tę wygrali rywale. A punkt otrzymali po challenge'u. Trener Polaków jednak nie przejął się zbytnio, zwracając uwagę na specyfikę sytuacji, gdy piłka po ataku leciała długo w powietrzu.

- W meczu z USA była podobna akcja, tyle że wtedy my zdobyliśmy punkt. Atakujący Matthew Anderson przekroczył linię środkową, zanim piłka spadła na podłogę. Trzeba zaakceptować, że rywale od czasu do czasu mają nieco szczęścia. Przecież w półfinale w pierwszym secie po ataku Ricardo Lucarellego piłka zahaczyła linię o mniej niż milimetr. Taka akcja może odwrócić losy spotkania i przesądzić o zwycięstwie. Potrzeba czasem trochę szczęścia i my też je mieliśmy już w tych mistrzostwach. W meczu z USA kontuzjowany był Micah Christenson, a w sobotę urazu doznał Lucarelli. Ten ostatni grał bardzo dobrze i nie ma co kryć, że jego nieobecność w tie-breaku pomogła nam - przyznaje trener biało-czerwonych.

"W pierwszym secie półfinału byłem nieco zmartwiony". Grbić tylko czekał na wejście Bruno Rezende

Jednocześnie podkreśla on, że w secie otwarcia Brazylijczycy byli na fali, co wywołało u niego pewne emocje. 

- Byłem nieco zmartwiony. Nie dlatego, że nie graliśmy dobrze, ale poziom siatkówki pokazanej przez rywali był niesamowity. Pomyślałem, że jeśli będą dalej grać w ten sposób, to będzie naprawdę ciężko. Bardzo ważna była mowa ciała. W ich oczach też można było dostrzec, że są pewni siebie i nie boją się niczego - wspomina.

Serb zwraca też uwagę na niską - wynoszącą poniżej 40 procent - skuteczność w ataku po pozytywnym przyjęciu w pierwszej partii sobotniego występu. 

- Nigdy wcześniej nie mieliśmy takiego wskaźnika w tym elemencie. Zwykle, nawet w pojedynku z USA, było to około 80 procent - przekonuje.

Po tym secie Polacy wrócili do gry, ale od czwartego seta znów mieli kłopoty z przeciwnikami. Duża w tym zasługa doświadczonego Bruno Rezende.

- Przed meczem powiedziałem chłopakom: "Nie wiem kiedy, ale Bruno wejdzie do gry. Na 100 procent". I wszedł. Dlatego, że jest jednym z najlepszych rozgrywających w historii, a nie dlatego, że ma fajną fryzurę. W takiej sytuacji jak w sobotę był wcześniej milion razy. Zmienił układ kart na stole - podsumowuje Grbić.

W polskiej kadrze po raz kolejny już wyróżnił się Kamil Semeniuk. 26-letni przyjmujący jest bardzo pewnym punktem kadry w tym sezonie. Serb nie ma wątpliwości, że zasługuje na pochwały.

- Co mogę powiedzieć o chłopaku, który atakował w półfinale 41 razy i miał przy tym 54-procentową skuteczność? Do tego wiele razy atakował na podwójnym albo potrójnym bloku - wskazuje szkoleniowiec.

Nikt nie miał wątpliwości, że dobrym ruchem jest stawianie na Semeniuka, ale kilka innych jego wyborów wzbudzało większe lub mniejsze wątpliwości. Główne dotyczyły konsekwentnego wystawiania w pierwszym składzie Śliwki, który jednak grą w dwóch ostatnich meczach zamknął usta krytykom. 

- Część zawodników poznałem dopiero w tym roku, ale wiem, jakie każdy z nich ma możliwości. Wiem, jak są skupieni na swoich zadaniach i widzę, jak realizują to, co im mówię. Ale moje wskazówki to jedna rzecz, a druga to fakt, że nie ja, a oni wchodzą na boisko i realizują zadanie. Cierpią znacznie bardziej ode mnie, bo na boisku w twojej głowie pojawia się milion myśli. Dlatego, jeśli kogoś chcecie chwalić, to chwalcie ich, a nie mnie - podkreśla w rozmowie z dziennikarzami Grbić.

Rozpoczęcie finału Polska - Włochy o godz. 21:00. Relacja na żywo na Sport.pl i w aplikacji Sport.pl LIVE.

Więcej o: