Mistrzowie olimpijscy pakują się do domu. Wielki Ngapeth antybohaterem

Wyobrażacie sobie, że za powiedzmy 20 lat Michał Winiarski i Bartosz Kurek zmierzą się w ćwierćfinale mistrzostw świata jako trenerzy? W środę w Ljubljanie coś takiego przeżyli Ferdinando De Giorgi i Andrea Giani. Włoch prowadzący Italię pokonał Włocha prowadzącego Francję 3:2 (24:26, 25:21, 23:25, 25:22, 15:12).

W 1990, 1994 i 1998 roku Ferdinando De Giorgi rozgrywał, a Andrea Giani atakował ze środka. Dwie legendy włoskiej siatkówki wspólnie świętowały aż trzy złote medale mistrzostw świata z rzędu. W środę w Ljubljanie De Giorgi i Giani zmierzyli się jako trenerzy.

Zobacz wideo Polacy w ćwierćfinale MŚ. Muszą wyrzucić z turnieju faworytów. "Mecz do zapamiętania na lata"

To nie był hit, to był festiwal błędów

De Giorgi prowadzi Italię, a Giani - Francję. Pierwsi to mistrzowie olimpijscy, drudzy to mistrzowie Europy. Wszyscy mówiliśmy: szkoda, że do starcia potęg doszło już teraz, w ćwierćfinale mistrzostw świata. A tak naprawdę zamiast hitu zobaczyliśmy mecz z mnóstwem błędów. Po trzech setach w samej zagrywce mieliśmy ich aż 38 (20 zepsuli Włosi, 18 zepsuli Francuzi). Powiedzmy więc inaczej: najbardziej szkoda jednej z tych dawnych gwiazd. Szkoda, że Giani w tym roku już na pewno nie spełni marzenia o dorzuceniu tytułu mistrza świata zdobytego w roli trenera do trzech wywalczonych w roli siatkarza.

Gianiego zawiódł przede wszystkim wielki gwiazdor Francji Earvin Ngapeth. Był taki moment na początku meczu, w którym siatkarz pozujący na Dennisa Rodmana uśmiechał się jak hollywoodzki gwiazdor, mimo że jego zespół przegrywał 5:9. Lider Francuzów wyglądał na absolutnie przekonanego, że za chwilę wynik będzie inny. I miał rację. Francuzi trochę wzmocnili zagrywkę, zebrali się w ataku i wygrali pierwszą partię 26:24. Ale Ngapeth bardzo się pomylił, jeśli myślał, że tak ten mecz będzie przebiegał w kolejnych setach.

Ngapeth z bilansem nie do uwierzenia

W drugiej partii Włosi wcale nie grali wielkiej siatkówki, popełniali sporo błędów, ale Francuzi robili ich jeszcze więcej. A już Ngapeth zawodził na całej linii. W tej części meczu skończył zaledwie jeden z sześciu ataków. Po dwóch setach gracz uchodzący za najlepszego na świecie miał w ofensywie bilans 5/15. Do tego nie zapunktował ani serwisem, ani blokiem. I nie błyszczał również w przyjęciu zagrywki.

Wielki Earvin przebudził się w trzecim secie. Z nim na zagrywce Francuzi wyszli z 15:19 na 20:19 - kontrowali, wykorzystywali dziwny zastój Włochów i w końcu wygrali partię. Prowadzili 2:1. Wydawało się, że pokonają Włochów. Ale Ngapeth znów zjechał do poziomu niegodnego meczu o półfinał mistrzostw świata. A koledzy nie bardzo umieli pomóc.

W czwartym secie Ngapeth skończył zaledwie dwa z 12 ataków. Przed tie-breakiem jego bilans w ataku wyglądał fatalnie - 9/32! A w tie-breaku po jego kolejnych błędach (Ngapeth skończył mecz z zapisem 13/41) Włosi szybko wyszli na prowadzenie 7:2. Giani wziął czas, próbował coś zmienić, ale Włosi z pewnym Yurim Romano (17/34) dowieźli przewagę do końca.

W półfinale MŚ Włosi zmierzą się ze Słowenią albo z Ukrainą. Półfinały zaplanowano na sobotę 10 września w Katowicach.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.