Tunezyjscy siatkarze w meczu 1/8 finału mistrzostw świata z Polską grali bez nominalnego atakującego, ale po drugiej stronie parkietu na tej pozycji też nie było kolorowo. Kłopoty Bartosza Kurka skutecznie tuszowali koledzy i obrońcy tytułu zgodnie z planem nie oddali rywalom seta. Kibice biało-czerwonych efektownie powitali Tomasza Fornala, gdy wszedł na parkiet w trzecim secie, a ten odwdzięczył się zakończeniem najdłuższej akcji spotkania.
We wcześniejszym meczu w Arenie Gliwice Amerykanom, jednemu z faworytów turnieju, zajrzało w oczy widmo sensacyjnej porażki i awans wywalczyli dopiero po zaciętym tie-breaku. W kuluarach zaczęto więc żartować, że może w takim razie Polacy powinni się mocniej obawiać Tunezyjczyków. Ci jednak nie mieli argumentów, by zagrozić obrońcom tytułów. Gra tych ostatnich chwilami była dość daleka była od idealnej i o ile wystarczyła na gładkie zwycięstwo nad outsiderem z Afryki, to w ćwierćfinale z USA słabsze momenty mogą się okazać znacznie bardziej kosztowne.
Cierpienia Kurka, Kochanowski na przeciwległym biegunie
Brak nominalnego atakującego gotowego do gry i problemy z przyjęciem – te dwa aspekty jako główne bolączki rywali wymieniał przed meczem statystyk reprezentacji Polski Marcin Nowakowski. Siatkarze prowadzeni przez Nikolę Grbicia zrobili z tej wiedzy użytek. Nękali rywali mocnymi serwisami. Przesunięty z przyjęcia na atak Hamza Nagga robił co mógł, ale nie był w stanie zbyt często zaklinać rzeczywistości. Mecz zakończył z 29-procentową skutecznością.
Bartosz Kurek, MVP poprzednich mistrzostw świata, zwłaszcza na początku również cierpiał katusze. W pierwszym secie skończył zaledwie jedną z ośmiu piłek. W dalszej części spotkania radził sobie już trochę lepiej, ale tego występu kapitan na pewno nie będzie dobrze wspominał. Atak na poziomie 43 procent, trzy zepsute zagrywki bez asa i jeden blok to nie są statystyki, do których 33-latek przyzwyczaił siebie, kibiców i kolegów z kadry.
Na szczęście dla niego ci ostatni radzili sobie znacznie lepiej, a wyróżniał się zwłaszcza Jakub Kochanowski. Środkowy był bezbłędny w ataku, a do tego posłał cztery asy i blok. Kamil Semeniuk nie zawodzi od początku mundialu, choć tym razem w oczy rzuciło się jego pięć zepsutych serwisów. Nikt wśród biało-czerwonych nie popełnił ich równie dużo.
Z USA o powrót do Spodka
Dobre wejście po raz kolejny w tym turnieju zanotował Tomasz Fornal. Gdy pojawił się na boisku w trzecim secie przy stanie 10:9, to kibice powitali go brawami i okrzykami tylko nieco mniej intensywnymi niż te, którymi celebrowali wygrane przez Polaków akcje. On odwdzięczył się im, gdy zakończył zdecydowanie najdłuższą wymianę meczu, po której gospodarze wyszli na prowadzenie 22:18. Obie ekipy popisywały się wówczas efektownymi obronami, a ostatnie słowo należało właśnie do przyjmującego Jastrzębskiego Węgla, który zaatakował z drugiej linii.
Biało-czerwoni mieli dużą przewagę dzięki mocnej zagrywce, ale w pierwszej partii nie miało to przełożenia na efektywność w wykańczaniu akcji. Wraz z rozwojem meczu skuteczność rosła, a ostatecznie zapisali na swoim koncie dziewięć asów przy 17 zepsutych serwisach. Tunezyjczycy przy 11 błędach w tym elemencie zanotowali tylko jeden punkt.
Obrońcy tytułu mają za sobą pierwszy mecz, służący niejako przyzwyczajeniu się do Areny Gliwice. W fazie grupowej występowali bowiem w katowickim Spodku. By do niego wrócić będą musieli w czwartek pokonać ekipę z USA. W pierwszym etapie rywalizacji wygrali z nią 3:1, ale wówczas w szeregach przeciwników nie było jednej z kluczowych postaci, czyli rozgrywającego Micah Christensona. Należy się spodziewać, że w ćwierćfinale już pojawi się na boisku.