Amerykanie tańczyli jak na weselu, aż Turcy zaczęli ¶piewać "Kiss Kiss". Horror na M¦

Siatkarze reprezentacji Turcji sprawili mnóstwo kłopotów Amerykanom w 1/8 finału siatkarskich M¦. Zbyt pewny swego faworyt wygrał w Arenie Gliwice tylko 3:2 (25:21, 25:17, 22:25, 19:25, 15:12). Zespół USA czeka w ćwierćfinale na Polskę albo Tunezję. Czeka w pełnym składzie, bo do gry wrócił Micah Christenson. Ale też czeka daleki od formy, co Turcy obnażyli.

W fazie grupowej MŚ 2022 Turcja rozbiła w Lublanie Chiny 3:0, przegrała z Włochami 0:3 i pokonała 3:0 Kanadę. Europejski średniak wyszedł z grupy E z podobnym bilansem, jaki w grupie C w Katowicach uzyskali Amerykanie (3:0 z Meksykiem, 3:0 z Bułgarią i 1:3 z Polską). Ale było jasne, że każdy set urwany przez Turków Amerykanom będzie niespodzianką. A wygranie całego meczu byłoby sensacją, jakiej dawno w siatkówce nie widzieliśmy.

Christenson wrócił, ale i tak widzieliśmy problemy USA

Taka sensacja teoretycznie nie mogła się wydarzyć. W światowym rankingu FIVB reprezentacji USA i Turcji może nie dzieli przepaść (zajmują odpowiednio szóste i 14. miejsce), ale faktycznie różnica w prezentowanym poziomie jest ogromna i zapewne na 10 meczów między tymi zespołami USA wygrałyby dziewięć i pół.

Amerykanie to aktualni brązowi medaliści MŚ (z 2018 roku). A Turków na mundialu nie było prawie od ćwierć wieku - od 1998 roku, gdy zajęli 19. miejsce.

Turcy nie należą do światowej czołówki, ale wyglądał na to, że Amerykanie nie zamierzali ich zlekceważyć. Do podstawowego składu drużyny Johna Sperawa wrócił Micah Christenson, który ostatnio nie zagrał z Polską. Jeden z najlepszych rozgrywających świata najwyraźniej czuje się już na tyle dobrze, że chciał pograć z kolegami i poczuć się we współpracy z nimi pewniej przed ćwierćfinałem, w którym najpewniej Amerykanie znów zmierzą się z naszą reprezentacją.

W pierwszym secie źle wyglądała współpraca Christensona ze skrzydłowymi. Aaron Russell skończył w tej partii tylko jeden z siedmiu ataków, a Matthew Anderson - jeden z sześciu. Mimo to Amerykanie pewnie wygrali 25:21. Wystarczyło, że dobrze funkcjonował ich środek.

Z biegiem meczu ekipa USA wydawała się rozkręcać. Po dwóch setach wciąż bezbłędny w ataku był środkowy David Smith (4/4 w pierwszym secie i 5/5 w drugim), a skuteczność odnalazł też m.in. Russel (4/6 w drugiej partii). Turcy długo wybawienia szukali niemal tylko w rękach Adisa Lagumdziji. Atakujący o imponujących warunkach fizycznych (211 cm wzrostu) i z doświadczeniem z ligi włoskiej w pierwszym secie dostał od swojego rozgrywającego 10, a w drugim secie - 11 piłek. Skuteczność miał niezłą, z 10 punktami był najlepszym zawodnikiem drużyny. Ale Amerykanie nie musieli się tym przejmować. Do czasu.

Turcy grali, Amerykanie tańczyli, a spiker puentował

W trzecim secie w obronie świetnie spisywali się wchodzący na zmiany libero Dogukan Ulu i Berkay Bayraktar, a jego koledzy kontrowali. Coraz częściej i coraz skuteczniej. Przy wyniku 9:11 o przerwę poprosił trener Speraw. Po chwili trener USA jeszcze raz przerwał grę, bo dzięki dobrym zagrywkom Burutaya Subasiego Turcy powiększyli przewagę do 13:9. Przemowy Sperawa nie skutkowały - Subasi nadal szalał w polu serwisowym, jego koledzy grali dobrze blokiem, Bayraktar fruwał nad parkietem i zrobiło się aż 15:9 dla zespołu skazywanego na pożarcie.

Taki przebieg seta podobał się polskim kibicom coraz liczniej schodzącym się już na późniejszy mecz naszej kadry. Gdy Turcy napędzali się seri± udanych zagrań i dopingiem z trybun, Amerykanie... też się bawili. Ich kwadrat rezerwowych tak ochoczo tańczył do piosenek granych przez DJ-a, że w pewnym momencie spiker podsumował: "Amerykanie na weselu w Gliwicach".

Turecki trener stopował swoich siatkarzy

To wesele nieoczekiwanie się przedłużyło. W końcówce trzeciego seta Amerykanie doszli Turków na 22:23 (a przegrywali już 11:17 i 18:22), ale przełamać ich nie zdołali.

Turcy grali dalej z tak ogromną ochotą, że chwilę później prowadzili 7:3 w czwartym secie! Znów nie pomogła przerwa na żądanie Sperawa (przy 3:6). Przy prowadzeniu 11:5 Turcy szaleli z radości tak bardzo, że Nedim Özbey wymownymi gestami pokazywał im, by lepiej powściągnęli emocje. Przy trochę topniejącym prowadzeniu (11:8) trener poprosił o przerwę. Wewnętrzną temperaturę w drużynie szkoleniowiec najwyraźniej zdołał obniżyć. Turcy zaskakująco powiększyli przewagę do 15:9. A później - jeszcze bardziej zaskakująco - kontrolowali sytuację (prowadzenia 17:12, 21:15). Przy wyniku 22:17, a później 23:18 i 24:18 z głośników gliwickiej hali płynął hit Tarkana "Kiss Kiss". I oglądaliśmy turecką wersję wesela.

Amerykanie dostali pomocną dłoń. Drżącą

Rozpędzonych Subasiego, błyszczącego na siatce Buraka Gungora i innych Turków pięknie walczących o moment chwały, Amerykanie przełamali dopiero w końcówce tie-breaka. Turkom najwyraźniej zabrakło doświadczenia, które pomogłoby im do końca wytrzymać walkę punkt za punkt. Prowadząc 11:10 zaczęli popełniać proste błędy i przy wyniku 12:14 musieli bronić pierwszego meczbola. Nie obronili. Amerykanie nie mogli wypuścić szansy podarowanej przez rywala, któremu zaczęły drżeć ręce. To musiały wykorzystać Stany nawet tak słabe, jakie były w całym meczu 1/8 finału.

Ćwierćfinałowym rywalem USA będzie Polska albo Tunezja. Mecz tych drużyn w 1/8 finału rozpocznie się w Arenie Gliwice w niedzielę o godzinie 21.00. Ćwierćfinał USA ze zwycięzcą naszego meczu odbędzie się 8 września również w Gliwicach.

Więcej o: