"Oglądałyście? Tak trzeba grać!". Trener polskich siatkarek nie ma wątpliwości

Łukasz Jachimiak
- Mecz podobał mu się tak bardzo, że od razu następnego dnia mówił: "Oglądałyście? Tak trzeba grać" - opowiada Joanna Wołosz. Rozgrywająca reprezentacji Polski siatkarek zdradza, pod jakim wrażeniem był trener Stefano Lavarini po zwycięstwie Polaków nad USA na męskich MŚ. W piątek w katowickim Spodku szykujące się do swoich MŚ Polki wygrały sparing z Bułgarkami. W sobotę rewanż.

Na równo trzy tygodnie przed rozpoczęciem mistrzostw świata siatkarek reprezentacja Polski wygrała w Katowicach z Bułgarią 4:0 (25:23, 25:21, 25:19, 25:22). Drugi mecz zaplanowano na sobotę na godz. 14.30. Wstęp wolny.

Zobacz wideo Polscy siatkarze wygrali grupę, ale nie grają idealnie. "Musimy jeszcze dużo poprawić"

- Jestem w szoku, że tak fajnie to wygląda. Jesteśmy po ciężkiej siłowni, a forma rośnie. Jak wystrzelimy za dwa tygodnie, to nikt nas nie pozna, mam nadzieję - uśmiecha się Joanna Wołosz.

Doświadczona i bardzo utytułowana (w siatkówce klubowej) rozgrywająca zaskakuje, przyznając, że pierwszy raz w karierze grała w Spodku, czyli w kultowej hali dla polskiej siatkówki. - Jesteśmy wszystkie zdziwione, że tak dużo ludzi przyszło. Przecież nie było specjalnie ogłaszane, że tu zagramy - mówi.

Magdalena Stysiak podczas meczu Polska - TurcjaJak dobrze, że polska wieża wróciła. Magdalena Stysiak w formie na trzy tygodnie przed MŚ

Mecz z trybun oglądało około trzech tysięcy widzów. - To duża hala, trzeba się do niej szybko przyzwyczaić. Na początku było trochę nerwów. Ale granie sparingu w takiej świetnej hali, w której kilka dni temu męska kadra rozwaliła USA przy komplecie widzów jest super - ekscytuje się Wołosz.

"Super, ekstra! Fajnie to słyszeć". Lavarini na to liczył, wybierając Polskę

30 sierpnia fazę grupową MŚ 2022 w katowickim Spodku skończyli nasi siatkarze. Tamtego dnia wygrali z USA 3:1. Wcześniej po 3:0 pokonali Bułgarię i Meksyk. Teraz, 4 września, zagrają w Gliwicach w 1/8 finału z Tunezją. A jeśli wygrają, to 6 września zmierzą się w ćwierćfinale najpewniej znów z USA. Do Katowic na dni 10-11 września przyjadą cztery najlepsze drużyny turnieju. Wtedy odbędzie się walka o medale.

Mistrzostwa świata siatkarek zaczną się 23 września i potrwają do 11 września. Polki zaczną turniej meczem z Chorwacją w holenderskim Arnhem, a później będą grały u siebie.

- Zapraszam wszystkich, żeby nas wspierali najpierw w Gdańsku, potem w Łodzi mam nadzieję i jeszcze w Gliwicach - mówi Wołosz. I cieszy się, gdy od dziennikarzy słyszy, że bardzo dobrze sprzedają się bilety na mecze Polek (w grupie zagrają jeszcze z Tajlandią, Koreą Południową, Dominikaną i Turcją). - Super, ekstra! Fajnie to słyszeć. Na całym świecie mówi się, że Polacy super organizują takie imprezy i że nasi kibice są najlepsi. Trener Lavarini nie może się doczekać, żeby na naszym meczu zobaczyć to, co widział na meczu chłopaków z USA. On też ze względu na zainteresowanie siatkówką w Polsce chciał być naszym trenerem - mówi Wołosz.

Karol KłosPolski siatkarz tatuażami protestuje przeciw wojnie. "Mają bardzo mocny przekaz. Właśnie taki powinien być"

"Trzeba być cierpliwym, a nie łapczywym"

Lavarini to Włoch, który w ubiegłym roku zrobił furorę z reprezentacją Korei Południowej. Na igrzyskach olimpijskich w Tokio doszedł z nią do strefy medalowej, zajmując czwarte miejsce.

- Trener jest u nas dopiero kilka miesięcy. Trzeba być cierpliwym. My na pewno mamy do niego zaufanie, idziemy w tym samym kierunku, chcemy kroczek po kroczku wskakiwać w rankingu i zagrać na igrzyskach. Ale trzeba być cierpliwym, nie łapczywym - mówi Wołosz, gdy pytamy, czy jej i jej koleżankom marzy się wynik podobny do tego, jaki z Lavarinim osiągnęły Koreanki.

- W naszej kadrze jest potencjał. Na pewno jest kilka dziewczyn o świetnych warunkach fizycznych i możliwościach. Ale nie chcę powiedzieć, że zaraz będziemy mistrzyniami świata. Myślę, że dużo musi zapracować głowa, żeby wszystko poszło w dobrym kierunku - słyszymy.

"Nie łapiemy się za ręce i nie śpiewamy". Lavarini otwiera głowy

Wołosz opowiada, że nad głowami Polek Lavarini pracuje. - Pierwsze dwa-trzy tygodnie to była ostra harówa. Świetnie się dobrali z naszym trenerem od przygotowania fizycznego. We dwóch nam dokręcali śrubę. Sportowo zaczyna być widać pracę trenera, a dużo zajmujemy się też mentalem. Trzeba nam wszystkim pewne sprawy poukładać w głowie - mówi Wołosz.

Jak to zrobić? Jakie metody stosuje Lavarini? - Tu nie ma specjalnych narzędzi, których by trener używał. Nie łapiemy się za ręce i nie śpiewamy - śmieje się nasza rozgrywająca. - Ale trener mówi umiesz to i to, w tym i w tym momencie to zrób. Wtedy przychodzi myśl, że rzeczywiście w tym jestem mocna, że to potrafię. I to buduje pewność - wyjaśnia.

Turniej kwalifikacyjny w Atlas Arenie. Małgorzata Glinka-MogentaleMałgorzata Glinka przeżyła traumatyczne chwile. U jej córki wykryto ciężką chorobę

Wołosz chciała rzeźbić. I rzeźbi

Lavariniemu marzy się, żeby Polki grały kiedyś z taką pewnością, jaką prezentują Polacy. Włoski trener był na trybunach Spodka podczas meczu Polska - USA.

- Bardzo mu się podobało. Od razu następnego dnia pytał: "Oglądałyście ten mecz?" I przekonywał: "Tak trzeba grać, tak trzeba robić!" - mówi Wołosz.

Na razie na wygrywanie z najlepszymi na świecie Polki raczej nie są gotowe. Cieszy, że rzeczywiście nieźle zaprezentowały się w piątkowym sparingu. I że coraz lepiej wygląda nasza naturalna liderka Magdalena Stysiak, która wyleczyła kontuzję kolana. Bez niej w Lidze Narodów Polska przegrała aż osiem z 12 meczów i w 16-zespołowej tabeli zajęła dopiero 13. miejsce.

- Ligę Narodów chciałam jak najszybciej wymazać z pamięci, ale pamiętam, jak mówiłam, że naszej drużynie potrzebne jest zamknięcie się na treningach i rzeźbienie. Za nami miesiąc takiego rzeźbienia i już widać, że są efekty, mamy kilka pewnych akcji, jest Magda Stysiak, dzięki której jest pewne odejście w ataku. Wierzę, że będzie coraz lepiej - podsumowuje Wołosz.

Więcej o: