Polski siatkarz tatuażami protestuje przeciw wojnie. "Mają bardzo mocny przekaz. Właśnie taki powinien być"

Łukasz Jachimiak
Karabin z kwiatami wetkniętymi w lufę i słowa "Idi na ch*j!" - takie tatuaże ma na rękach Karol Kłos. Z mistrzem świata siatkarzy z 2014 roku rozmawiamy nie tylko o jego proteście przeciw wojnie w Ukrainie. Kłos sam mówi, że jest dinozaurem, który świetnie czuje się, tworząc kadrę z młodzieżą.

Po pokonaniu USA 3:1 reprezentacja Polski siatkarzy wygrała grupę C na MŚ 2022. Teraz nasz zespół czeka na mecz 1/8 finału z Tunezją. Spotkanie zaplanowano na niedzielę 4 września w Gliwicach (o godzinie 21). Zwycięzca zmierzy się w ćwierćfinale z lepszym z pary USA - Turcja.

Zobacz wideo Polscy siatkarze wygrali grupę, ale nie grają idealnie. "Musimy jeszcze dużo poprawić"

Nasi siatkarze po dniu wolnym już szykują się do walki o wejście do strefy medalowej. O przygotowaniach, o nastrojach, o wspomnieniach i różnych rolach opowiada nam Karol Kłos.

Łukasz Jachimiak: Jak się odnajdujesz na swoich drugich mistrzostwach świata? Minęło osiem lat, twoja rola jest inna, a turniej wygląda zupełnie inaczej.

Karol Kłos: Jest tak, jak powiedziałeś - moja rola jest inna, a turniej jest całkiem inny. Dużo łatwiejszy fizycznie. W 2014 roku był wyczerpujący. To była potężna dawka grania. Pamiętam, jak graliśmy cztery mecze z rzędu, dzień po dniu. I jak szliśmy z grupy do grupy i jeszcze do grupy. Tam rozegraliśmy aż 13 meczów. Teraz będziemy ich mieli aż o sześć mniej.

Skoro nastawiłeś się, że Polska rozegra na MŚ 2022 siedem meczów, to znaczy, że w twojej głowie jest jasna myśl "gramy o medal".

- Tak. Ale pewnie we wszystkich drużynach, które zostały w turnieju, jest taka myśl. My zdecydowanie chcemy coś jeszcze pokazać.

Tak wyglądają pary 1/8 finału MŚ w siatkówce. Będą hity [DRABINKA]Tak wyglądają pary 1/8 finału MŚ w siatkówce. Będą hity [DRABINKA]

Za nami chyba najgorszy dzień mistrzostw - w środę część drużyn jeszcze kończyła fazę grupową, a wszyscy długo czekali aż poznają drabinkę fazy pucharowej. Wy mieliście wolne - nie trenowaliście, nie spotykaliście się z dziennikarzami. A śledziliście, jakich rywali dostaniecie?

- Nie wiem jak chłopaki, ale ja się odciąłem od dużej już dawki emocji, grania, trenowania - od wszystkiego, co się działo do teraz. Zrobiłem sobie wolne od siatkówki i muszę powiedzieć, że przydał się jeden dzień, żeby się zresetować.

Jak bardzo jesteście rozpoznawalni w Katowicach? Chodzi za wami wianuszek ludzi, gdy tylko wyjdziecie na miasto?

- Wianuszek może nie, ale jesteśmy rozpoznawalni. Zawsze trochę ludzi jest przed hotelem i to jest bardzo miłe. A jak wchodzimy do restauracji, czy nawet jak po prostu idziemy chodnikiem, to ludzie nas rozpoznają. Trudno nam się ukryć, wysokie z nas chłopaki. Bardzo dużo ludzi nas zaczepia, jesteśmy proszeni o wspólne zdjęcia.

Czujecie, że ludzie bardzo liczą na wasze kolejne złoto? Uwaga, to słowo musi paść - czy czujecie z ich strony presję?

- Nie czuję od ludzi żadnej presji. Naprawdę. Wręcz czuję jakiś podziw, co jest niesamowicie miłe. Czuję, że ludzie się cieszą, jak nas oglądają, że są z nas dumni, że trzymają kciuki, że życzą powodzenia. Nigdy nie poczułem, że ktoś mi sugeruje, że teraz z tymi i z tymi to trzeba wygrać.

Polscy siatkarze awansowali do 1/8 finału MŚ siatkarzyNumer 1 komplikuje Polsce sytuację. Siatkarskie MŚ na fałszywym wzorze

W fazie pucharowej dostaliście rozstawienie z numerem 1, chociaż sportowo mieliście trzecie miejsce w zbiorczej tabeli za fazę grupową. I mamy paradoks - rywale do niedawna narzekali, że będziecie mieli łatwiej, a chyba wcale nie jest łatwiej, skoro w ćwierćfinale możecie zagrać z USA, a bez rozstawienia zagralibyście z Holandią lub Japonią?

- I dobrze, nie będzie gadania. Dochodziło do nas, że będziemy się układać, kombinować. A kombinowanie nigdy się dobrze nie kończy. My gramy na maksa w każdym meczu i zobaczymy, dokąd to nas doprowadzi.

Na pewno dobrze pamiętasz, że przejście trudnej drogi do mistrzostwa smakuje najlepiej.

- Pamiętam, jak w 2014 roku byliśmy w szatni po zwycięstwie nad Francją i ktoś powiedział, że w ostatniej grupie, w walce o półfinał, zagramy z Brazylią i Rosją. Zaśmiałem się, że to dobry żart. Myślałem, że ktoś po prostu wymienił dwie najmocniejsze drużyny, jakie w tamtym czasie były w siatkówce i chciał sprawdzić naszą reakcję. Wesoło się zrobiło, ha, ha! Hubert Tomaszewski, który nam wylosował takich rywali, dwie noce do meczów nie spał. Hubert, serdecznie pozdrawiam!

W światku dziennikarskim wtedy cały czas powtarzano, że szkoda was, bo tak fajnie drużyna rosła, a tu trafiła najgorzej, jak się dało.

- Tamta drużyna rosła i urosła jeszcze bardziej. Każde zwycięstwo w turnieju buduje, a nad najmocniejszymi rywalami buduje najlepiej. Wtedy zaczynasz wierzyć, że nie ma rzeczy niemożliwych.

30 sierpnia wygraliście w Spodku z Amerykanami 3:1, a przed waszym meczem wielu kibiców wspominało, jak 30 sierpnia 2014 roku rozpoczynaliście mistrzostwa meczem z Serbią na Stadionie Narodowym w Warszawie. Pamiętam, jak mi później opowiadałeś o przeżyciach z chwili wyjścia na rozgrzewkę przed 61 tysięcy ludzi wrzeszczących "Higwhay to hell".

- To najlepsze wspomnienie z mojego siatkarskiego życia! Tamten mecz otwarcia był jak finał największego turnieju. Po wyjściu przed ten tłum przez dobre 15 minut miałem miękkie nogi. Naprawdę! A jak później na następne mecze pojechaliśmy do hali do Wrocławia, to miałem wrażenie, że gramy w kurniczku, chociaż też świetnie nam kibicowało po pięć tysięcy ludzi.

Trudno jest ci z tym, że teraz na mistrzostwach bardziej kibicujesz kolegom niż grasz?

- Jest trochę smutno. Bo patrzę na świetną atmosferę, do tego pamiętam, jak grałem kilka lat temu i bardzo chciałbym być na boisku, dołożyć cegiełkę do wygrywania. Ale to dla mnie ogromna duma, szczęście i wyróżnienie być w tym nowym projekcie. Dinozaurów sprzed ośmiu lat jest w kadrze coraz mniej, fantastyczne jest to, że po różnych perypetiach ja jestem I jestem gotowy pomóc. W sumie bardziej jest mi miło niż przeżywam, że nie gram.

To na pewno lepsza opcja niż ta, którą przerabiałeś cztery lata temu, gdy koledzy zdobywali złoto w Turynie, a ty siedziałeś w domu.

- Dobrze pamiętam, jak oglądałem i nie dowierzałem, że chłopaki idą po złoto. Wzięli je, to była radość dla całej polskiej siatkówki, dla chłopaków, dla kibiców, dla całego naszego świata, a ja byłem w nim jednym z najsmutniejszych ludzi. Ale wiele mnie to nauczyło. I też dlatego doceniam to, co mam teraz.

Teraz jesteś trochę Atmosfericiem? Nie ma Damiana Wojtaszka, a ty jesteś bardzo wesołym i pogodnym gościem, więc pewnie naturalnie wszedłeś w tę rolę?

- Myślę, że rolę Damiana przejął Tomek Fornal. A ja czekam na swoją okazję i jak coś można dopowiedzieć, to dopowiadam.

W kwadracie rezerwowych to chyba wszyscy ciągle coś dopowiadacie i wymyślacie. Widać, że żyjecie meczem i rozkręcacie własny doping.

- Tak, mamy fajną paczkę ludzi. Dobrze się rozumiemy, dobrze się ze sobą bawimy i to widać. Nasza praca wygląda tak, że my się codziennie udoskonalamy, ciężko trenujemy. A to odejście, te żarty, poczucie humoru - to wszystko pomaga budować atmosferę i dobrą drużynę. Jak człowiek się cieszy, to wszystko mu łatwiej przychodzi.

Taka atmosfera potrafi trochę podnieść na duchu tego, kto schodzi niezadowolony, jak na przykład Olek Śliwka w meczu z USA?

- Na pewno tak. W trudnych momentach trzeba mieć jakieś odejście. To że ktoś nagle coś walnie, przerywając ciszę, że fajnie zażartuje, uwalnia energię.

Polska - Bułgaria, MŚ siatkarzy, siatkówkaAnastasi nie wytrzymał szopki na MŚ. I apeluje. "Zupełnie niezrozumiałe"

TikTok też pomaga?

- Nie mam na TikToka za dużo czasu i teraz też energii. Mam bardzo dużo pomysłów w głowie, ale żeby to wszystko nakręcić i przełożyć na TikToka, potrzebowałbym bardzo dużo czasu. A w tym momencie mam jednak trochę inne priorytety, ha, ha! Ale TikTok pomaga mi i oderwać się trochę od naszego świata, i przedstawić ten nasz świat od wewnątrz, pokazać go ludziom. Generalnie to jest coś, co sobie robię oprócz odbijania piłki i chodzenia na siłownię. Z TikTokiem jest tak, że warto na początku przebrnąć przez to, co się dzieje po tym, jak założysz konto. Wtedy dostajesz wszystko, ale jak algorytm wyłapie, co ci się podoba, to wtedy można znaleźć naprawdę fajne treści, dobrze się bawić i wpaść na mnóstwo pomysłów.

Cały czas zerkam na twoje tatuaże i zastanawiam się, czy widzieli je i jakoś zareagowali siatkarze reprezentacji Ukrainy, z którymi w pierwszej fazie mistrzostw mieszkaliście w tym samym hotelu.

- Nie wiem, czy widzieli, ale pewnie to do nich doszło.

Dlaczego zdecydowałeś się na akurat taki protest przeciw wojnie?

- Zrobiłem to wyłącznie dla siebie. Po pierwsze te tatuaże mi się podobają, a po drugie mają bardzo mocny przekaz. Myślę, że właśnie taki powinien być.

Ten karabin z kwiatami w lufie chyba można skojarzyć z pracami Banksy'ego?

- Trochę tak. Ciekawostka: tatuowała to tatuatorka z Białorusi, która od dwóch lat mieszka w Polsce. Myślę, że na temat wojny ma podobnie zdanie jak ja.

Więcej o: