W MŚ zagrają za Rosję. To symboliczne. Trener Ukrainy wdzięczny za pomoc i wsparcie

- Mamy cele sportowe na te mistrzostwa świata, ale też chcemy dostarczyć Ukraińcom emocji i pozwolić im choć na chwilę nieco zapomnieć o wojnie - mówi Sport.pl trener reprezentacji tego kraju Ugis Krastins. Ma obawy, czy związane z nią wydarzenia nie wpłyną na grę jego siatkarzy, bo nie są w stanie całkowicie się od tego odciąć. Ich występ stał pod znakiem zapytania ze względu na brak pieniędzy. A to, że w obsadzie zastąpili właśnie wykluczoną Rosję, Łotysz uważa za symboliczne.

W obsadzie mistrzostw świata siatkarzy żadna inna z 24 drużyn podczas przygotowań nie miała do przebrnięcia tak trudnej drogi jak reprezentacja Ukrainy. Decyzja o tym, że dołączy do obsady, zapadła w połowie kwietnia, na nieco ponad cztery miesiące przed rozpoczęciem turnieju. W tym samym czasie ogłoszono, że współgospodarzami będą Polska i Słowenia. Zespół prowadzony przez Ugisa Krastinsa, na podstawie rankingu FIVB, zastąpił w obsadzie Rosję. Tę wykluczono z powodu ataku zbrojnego właśnie na Ukrainę. Miała być też gospodarzem tej edycji czempionatu. To tocząca się od końca lutego wojna sprawiła, że od prawie czterech miesięcy ukraińska reprezentacja tuła się po Europie, a jej występ w mundialu ma szczególny wymiar. Trener zapewnia, że mimo to jego zawodnicy cieszą się udziałem w tak prestiżowych zmaganiach, ale nikt nie ma wątpliwości, że w ich wypadku nie chodzi tylko o sport.

Zobacz wideo Oceniamy po Polska - Bułgaria. Wspaniały początek Polaków

Bezcenna pomoc finansowa. "Mogą zdarzać się nam będą emocjonalne wzloty i upadki"

Estonia, Łotwa, Polska - tak wygląda lista krajów, które kolejno odwiedzali ukraińscy siatkarze. Nie był to przygotowany z dużym wyprzedzeniem plan przygotowań do czempionatu globu. Bardziej raczej załatwiane w ostatniej chwili działania organizacyjne, które sprawiły, że w sobotni wieczór meczem z Serbią w Katowicach rozpoczną udział w turnieju.

- Opuściliśmy Ukrainę na początku maja i udaliśmy się na mecze Ligi Europejskiej. Wcześniej niektórzy kadrowicze pomagali w kraju jako wolontariusze. Następnego ranka po zakończeniu występu w LE nie wiedzieliśmy, co się z nami stanie trzy dni później. Wtedy wkroczyła Estonia, która zaoferowała nam pobyt u siebie. Potem przenieśliśmy się na Łotwę, a następnie do Polski. Nasza federacja mocno przy tym pracowała, ale nie ma pieniędzy, więc trzeba było znaleźć inne źródło finansowania. To był ogromny stres. Za prawie miesięczny pobyt w Estonii zapłacił tamten kraj, a za kolejne etapy - z tego, co wiem - FIVB. Gdyby nie ta pomoc, to nie byłoby szans, byśmy tu zagrali - opowiada Sport.pl Krastins.

Prowadzi tę kadrę od pięciu lat, a rok wcześniej zaczął pracę w Barkom-Każany Lwów i łączy obie funkcje. Ukraińskich siatkarzy i tamtejszą społeczność zna więc już dobrze i emocjonalnie podchodzi o tematu wojny.

- Jestem ogromnie zasmucony z tego powodu. Dobrze znam wielu tych chłopaków, więc to dla mnie bardzo osobista sprawa. Widzę dobrze, jakiego rodzaju emocje im towarzyszą i co przechodzą. Staram się im pomóc jak tylko mogę, ale nie da się zapewnić im komfortowych warunków, gdy docierają do nich codziennie wiadomości o wojnie i kolejnych atakach bombowych - zaznacza szkoleniowiec.

Nie ma on wątpliwości, że jego zawodnicy nie są w stanie całkowicie zapomnieć o tym, co dzieje się w ich ojczyźnie.

- To nie jest możliwe. Nie jesteś w stanie odciąć się całkowicie od internetu, informacji. Poza tym chodzi o twój kraj, dom, rodzinę. Nie możesz tego tak po prostu zignorować. Podczas meczów będą skupieni na grze, ale konkretne wydarzenia mogą sprawić, że zdarzać się nam będą emocjonalne wzloty i upadki. Tak było np. ostatnio w Dniu Niepodległości Ukrainy. Trochę się o to martwię. Jeśli dojdzie do kolejnego większego ataku bombowego, to na pewno będzie to miało wpływ na chłopaków. Dotychczas bywało tak, że byli wtedy zasmuceni, ograniczali kontakt z innymi, chcieli być sami. Trudno wówczas o skupienie na pracy - przyznaje 52-latek.

Jak dodaje, o niektórych graczy martwi się bardziej niż o innych w tym kontekście. Zapewnia jednak, że generalnie wszyscy dobrze znoszą trudną sytuację.

- Co nie jest to łatwe, bo nikt z nas nie był na to przygotowany. Wojna to nie jest normalna sytuacja. Na początku pojawia się zdezorientowanie. Nie wiadomo, co robić. Nie wiadomo, co się wydarzy za chwilę. Słychać wciąż alarmy, spadające bomby. To surrealistyczne - podkreśla.

Zaznaczyć swoje miejsce na siatkarskiej mapie. Mimo wszystko jest i radość

Sprawy związane z wojną pojawiają się w jego codziennych rozmowach z zawodnikami, ale - jak mówi - nie jest to główny ich temat. Potwierdza, że pomocny w obecnej sytuacji mógłby być psycholog.

- Współpracowaliśmy z nim w ubiegłym roku. Teraz nawet opuszczenie kraju przez zawodników ze względu na udział w turniejach międzynarodowych było trudne, a co dopiero mówić o dodatkowych osobach - opisuje Łotysz.

Żaden z jego siatkarzy nie był wcześniej na froncie, ale ich przyjaciele i członkowie rodziny już tak. Wszyscy zawodnicy, których chciał powołać na MŚ, byli dostępni, ale podczas wcześniejszego zgrupowania wojna pokrzyżowała mu plany pod tym względem.

- Byli zawodnicy, którzy wówczas odmówili z powodu trudności rodzinnych. Jeden dotarł, ale potem wyjechał po jednym z ataków Rosjan. To bardzo trudne emocjonalnie sprawy - zaznacza trener Ukraińców.

Zapytany o cele sportowe na ten czempionat mówi, że wyznacza je ze swoim zespołem krok po kroku. Pierwszym z nim jest awans po fazie grupowej do 1/8 finału. 

- Potem wiele będzie zależało od rywala, na jakiego trafimy. Myślę, że jest możliwe przejście do kolejnego etapu. Poprawiamy wciąż swoją grę. Pomogło nam granie z mocnymi drużynami jak Polska. Wciąż wprowadzamy poprawki. Na MŚ jesteśmy gotowi - zapewnia.

Jego drużyna ma też inny cel, znacznie wykraczający poza sport. - Chcemy dostarczyć Ukraińcom emocji. By mogli śledzić nasze występy i choć na chwilę zapomnieć nieco o wojnie - zaznacza Łotysz.

Ma nadzieję, że na trybunach w Spodku pojawi się trochę Ukraińców, którzy w bardzo dużej liczbie w ostatnich miesiącach uciekli do Polski przed wojną. Fakt zastąpienia w obsadzie właśnie kraju agresora uważa za symboliczny. 

- Ale nie jesteśmy tu tylko dlatego, że wykluczono Rosję. Jesteśmy tu, ponieważ efekty przyniosła nasza praca, która dała nam to miejsce w rankingu FIVB. W innym razie na naszym miejscu byłby teraz ktoś inny - argumentuje.

Udział w MŚ Krastins postrzega jako niezwykle cenną szansę na pokazanie się z dobrej strony swoich siatkarzy na arenie międzynarodowej.

- Mogą zaznaczyć swoje miejsce na siatkarskiej mapie. Jeśli grasz w lidze ukraińskiej, to nikt cię nie zna. Miejmy nadzieję, że ten turniej będzie ważny dla przyszłości siatkówki w tym kraju - podkreśla.

Na pytanie, czy w obecnej sytuacji dostrzega u swoich siatkarzy radość z udziału w czempionacie, odpowiada twierdząco.

- To drugi występ Ukrainy w MŚ (w 1998 roku zajęli 10. miejsce - przyp. red.). Doceniają szansę, którą mają. Ja też, a gdy miałem gorszą chwilę, to żona powiedziała mi: "Ciesz się tym. Bo jeśli nie będziesz, to po co tam jesteś?" - wspomina trener.

Więcej o: