Kurek chwycił nawet za mopa. Nie pomogło. Mecz z Ukrainą potrwał aż 5 setów

Ciężkie nogi po okresie intensywnych treningów dały o sobie znać. W pierwszym z pięciu meczów towarzyskich w okresie bezpośrednio poprzedzającym mistrzostwa świata reprezentacja Polski siatkarzy pokonała Ukraińców w Radomiu 3:2 (21:25, 25:17, 25:20, 23:25, 15:11). Asem w rękawie Nikoli Grbicia okazał się Kamil Semeniuk, który w ważnych momentach pomagał skuteczną zagrywką.

Ze względu na wynik sobotnie spotkanie okazało się meczem przyjaźni, choć polscy siatkarze wcale tego nie planowali. Ukraińcy pokazali się z bardzo dobrej strony, zaskakując nieco gospodarzy. Ci ostatnio mieli czas ciężkich i intensywnych treningów, co dało o sobie znać. Pięciosetowego pojedynku raczej sami się nie spodziewali, ale ostatecznie - nie bez problemów - przetrwali pierwszy z pięciu sprawdzianów przed mistrzostwami świata. Pokazał, że do optymalnej formy biało-czerwonym jeszcze sporo brakuje.

Zobacz wideo Wilfredo Leon pokazał, jakie ćwiczenia wykonuje podczas rehabilitacji po operacji kolana

Obie ekipy przygotowują się do rozpoczynających się za niespełna dwa tygodnie mistrzostw świata. Ukraińcy do obsady dołączyli jako ostatni dopiero wiosną tego roku. Na podstawie rankingu FIVB zastąpili wykluczonych z powodu agresji zbrojnej na ich ojczyznę Rosjan. Ci ostatni mieli być też gospodarzami turnieju, ale z tego samego powodu stracili prawo organizacji. Tym sposobem impreza gościć będzie w Polsce i Słowenii.

Ze względu na trudną sytuację Ukraińcy przygotowują się do mundialu poza ojczyzną. Wcześniej trenowali w Estonii i Łotwie, a teraz już zostaną w Polsce. Że nie będzie to zwykły mecz towarzyski, widać było już na stoiskach z gadżetami ustawionymi przed halą w Radomiu. Zwykle wypełniają je wyłącznie biało-czerwone koszulki, szaliki i naszyjniki ze sztucznych kwiatów. Tym razem w niektórych punktach równie dużo było tych niebiesko-żółtych. Nie zabrakło też koszulek Barcelony z nazwiskiem Roberta Lewandowskiego.

- Jedną sprzedałem już kilka godzin przed meczem. Podobno w klubowym sklepie w Barcelonie wyprzedają się na pniu, a u mnie są - rzuca ze śmiechem jeden z handlarzy.

Na trybunach pojawiło się kilka ukraińskich flag, ale tu dominacja biało-czerwonych barw była już wyraźna. Hala nie była wypełniona do ostatniego miejsca, ale atmosfera taka jak zwykle na meczach męskiej reprezentacji. Widać, że wiele osób już czeka na początek mundialu, w którym ekipa trenera Nikoli Grbicia będzie bronić tytułu. Zawodnicy, wychodząc na boisko, zostali powitani głośnymi brawami. A właściwie został nimi powitany Bartosz Kurek. Koledzy zrobili mu chyba żart i go "wypuścili", bo sami dołączyli do zdezorientowanego kapitana dopiero po chwili.

Sobotnie spotkanie było pierwszym występem Polaków od turnieju finałowego Ligi Narodów w Bolonii, w którym zajęli trzecie miejsce oraz pierwszym, odkąd Grbić wyselekcjonował "14" na MŚ. O ile niektóre jego decyzje mogły przynajmniej częściowo zaskoczyć, nie było żadnej niespodzianki w wyjściowym składzie meczu w Radomiu.

Serb postawił na "szóstkę", której można się spodziewać na parkiecie w najważniejszych momentach mundialu. Za rozegranie odpowiadał więc Marcin Janusz, na ataku był Kurek, na środku Jakub Kochanowski i Mateusz Bieniuk, na przyjęciu Kamil Semeniuk i Aleksander Śliwka, a na libero Paweł Zatorski. W dwóch pierwszych setach szkoleniowiec postawił na dalsze zgrywanie tej grupy, bowiem zmiany były tylko kosmetyczne. Tylko w końcówkach w ramach podwójnej zmiany pojawili się na chwilę Grzegorz Łomacz i Łukasz Kaczmarek.

Biało-czerwoni dopiero schodzą z mocniejszych obciążeń treningowych i widać to było w pierwszych secie. Mieli wtedy kłopoty z wstrzeleniem się zagrywką, skutecznością ataku i zdarzały im się nieporozumienia w obronie. Ukraińcy z kolei czuli się jak u siebie. Co prawda pod względem wzrostu ustępują Rosjanom, ale kilku z nich siłą ataku i zagrywki jak najbardziej przypominało zawodników "Sbornej". Na środku błysnął Jurij Semeniuk, który od nowego sezonu ma grać w Projekcie Warszawa, a na skrzydłach Oleg Płotnicki znany Grbiciowi z Sir Safety Perugii oraz Wasyl Tupczij.

Kilkupunktowa przewaga gości się utrzymywała. Grbić, w swoim stylu, obserwował wszystko z kamiennym wyrazem twarzy. Przechadzał się jednak wzdłuż boiska, śledząc akcję nieraz zza pleców swoich siatkarzy. Kurek - jakby chcąc zrobić wszystko, co możliwe - w pewnym momencie nawet chwycił za mopa, zastępując w tym chłopca odpowiadającego za czyszczenie parkietu. Nie pomogło to jednak i biało-czerwoni przegrali pierwszą partię.

Od początku było jednak wiadomo, że na trzech się nie skończy. Trenerzy już przed spotkaniem umówili się bowiem, by ze względów szkoleniowych rozegrać co najmniej cztery. Od drugiego biało-czerwoni wrócili już do lepszej gry - były asy, skuteczne ataki i okazje do zaprezentowania się w niecodziennej roli. W końcówce, by podwyższyć blok, Grbić wpuścił za Janusza Kaczmarka. Gdy Polacy po dobrej zagrywce Kurka odzyskali piłkę w kontrze, wobec braku rozgrywającego zastąpił go Śliwka, a Kochanowski skończył krótką. Wszystko układało się po myśli gospodarzy, więc kibice oglądali końcówkę na stojąco. I nie zawiedli się, bo Kamil Semeniuk posłał dwa asy i załatwił sprawę.

Przed trzecią partią Grbić wykonał ruch typowy dla sparingów – wymienił niemal cały skład. Na boisku z podstawowego został tylko Janusz. Gra przez większość czasu była wyrównana. Serbski szkoleniowiec w końcówce popisał się intuicją – wpuszczony na zagrywkę Kamil Semeniuk znów zrobił swoje.

Przy prowadzeniu 2:1 w setach biało-czerwonym humory wyraźnie dopisywały. Jako pierwszy miał serwować Tomasz Fornal, a stojący obok boiska Kurek krzyknął do niego z uśmiechem: "Zagraj tak, jak zagrywają najlepsi". Przyjmujący wziął sobie to do serca i opuścił pole serwisowe dopiero przy wyniku 4:0. Koledzy uśmiechali się jeszcze lekko, gdy jeden z Ukraińców ustrzelił zagrywką Bartosza Kwolka. Ale potem miny im zrzedły. Rywale bowiem wciąż serwowali bardzo mocno, sprawiając im duże kłopoty. Efektem tego były duże problemy z przyjęciem. Grzegorz Łomacz, który od tej partii zastąpił Janusza na rozegraniu, nie miał łatwego zadania. Piłki, które dostawał Kaczmarek, były nieraz trudne, ale i tak w oczy rzucała się duża liczba bloków na nim. Walczył do samego końca o miejsce w składzie na MŚ z Karolem Butrynem i niewykluczone, że chęć potwierdzenia swojej przydatności nieco go spinała dodatkowo w sobotę.

Grbić momentami denerwował się tym, że jego zawodnicy nie potrafią w niektórych akcjach postawić kropki nad "i". Tym razem po "strażaka Semeniuka" sięgnął już w połowie seta, przy wyniku 12:15. Przyjmujący zagrywką pomógł odrobić stratę, w końcówce Śliwka. Ale wróciły błędy popełniane na początku meczu – nieporozumienie w obronie i sprezentowanie kontry przeciwnikom sprawiło, że przegrywali 20:22. Trener Polaków mobilizował ich i pokazywał, by zrobili przejście. To im się udało, ale wygranie tego seta już nie.

Serb na decydującą odsłonę zostawił na boisku rezerwowych. Jeszcze przed jej rozpoczęciem stanęli w kręgu i rozmawiali chwilę. Stanowił on w pigułce zapis całego meczu. Dobry początek gospodarzy, potem trochę męczarni i gry na stylu, ale ze szczęśliwym zakończeniem. O to ostatnie nie było łatwo, ale udało się do niego dobrnąć.

Przed Polakami jeszcze cztery sprawdziany przed mistrzostwami świata. W przyszłym tygodniu wezmą udział w Krakowie w Memoriale Huberta Jerzego Wagnera. A 23 sierpnia, na trzy dni przed rozpoczęciem docelowej imprezy w tym sezonie, zmierzą się już w Katowicach z Argentyńczykami.

Więcej o: