Smarzek persona non grata w pytaniach do trenera Polski. "Brak szacunku"

- Nie ma powodu, by pokazać rozmową, że kogoś brakuje. To brak szacunku dla powołanych, które zasługują, by tu być. Jeśli będę opowiadał, czemu nie ma Malwiny Smarzek, to będę musiał też odnieść się do innych nieobecnych - mówi Sport.pl trener Polek Stefano Lavarini. Nie chce też odpowiadać na inne pytanie dotyczące tej siatkarki. Chętniej odnosi się zaś do powrotu do reprezentacji Moniki Gałkowskiej i Magdaleny Stysiak, które szykują się z koleżankami do mistrzostw świata.

Stefano Lavarini zapewne liczył się z tym, że po ogłoszeniu składu reprezentacji Polski przygotowującej się do mistrzostw świata dostanie wiele pytań o swoje wybory. Zapewne też domyślał, że każdy dziennikarz zapyta go o jedną z nieobecnych. Malwina Smarzek to postać charyzmatyczna i w ostatnich latach jedna z liderek kadry, a od kilku miesięcy było o niej głośno nie tylko z czysto sportowych powodów. Najpierw dotyczyło to gry w rosyjskim klubie, potem motywowanej kłopotami zdrowotnymi rezygnacji z udziału w Lidze Narodów, a niedawno wycieczek górskich, którymi chwaliła się mediach społecznościowych. Atakująca w ostatnich miesiącach konsekwentnie milczy, a niechętni do rozmowy na jej temat są zarówno trener kadry, jak i prezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej Sebastian Świderski.

Zobacz wideo Wilfredo Leon pokazał, jakie ćwiczenia wykonuje podczas rehabilitacji po operacji kolana

Agnieszka Niedziałek: Jak wygląda praca z reprezentacją Polski po pierwszych miesiącach w porównaniu z pana wcześniejszymi wyobrażeniami na jej temat?

Stefano Lavarini: Jest raczej tak, jak się tego spodziewałem. Choć kalendarz w tym sezonie nie wygląda dokładnie tak, jak według mnie powinien. Wydawałoby się normalne, że po zakończeniu rywalizacji klubowej powinniśmy mieć czas na odpoczynek, a potem rozpocząć pracę z drużyną narodową. Najpierw powinno być budowanie zespołu i tworzenie stylu, a potem dopiero rywalizacja. Ale obecnie światowa siatkówka jest zorganizowana tak, że zaraz po sezonie w klubach, kiedy jesteś bardzo zmęczony, masz rywalizować w kadrze. Bez przygotowania, bez wcześniejszych treningów.

Spodziewałem się trudności wynikających z tego oraz z faktu, że mamy duży potencjał, ale czeka nas wiele pracy, by dorównać drużynom z czołówki. A tego chcemy. Naszym punktem wyjścia nie była zaś rola numeru jeden na świecie przez ostatnie 10 lat i odkrycie teraz, że inne drużyny są mocniejsze niż nasza. Po Lidze Narodów dostałem potwierdzenie tego, czego się spodziewałem. Czyli potencjału i dobrych perspektyw oraz potrzeby ciężkiej pracy i pracy zespołowej. By stworzyć drużynę, jakiej oczekujemy i wejść na poziom topowych ekip.

Jako cel na Ligę Narodów wskazał pan zrozumienie i stworzenie stylu drużyny. Udało się?

Kiedy to mówiłem, to spodziewałem się, że będę miał do dyspozycji wszystkie zawodniczki. A, jak wiadomo, graliśmy bez atakujących. Ale to nie jest wymówka, bo mieliśmy wiele możliwości, by osiągnąć lepszy wynik. Nawet w tych okolicznościach. Równowaga w drużynie to coś, co mieliśmy odkryć do czasu możliwości pracy z zawodniczkami na tej pozycji. Ale na pewno, by dowiedzieć się czegoś o niej i o stylu naszej drużyny, musimy pracować teraz jeszcze mocniej. Ponieważ podczas LN adaptowaliśmy się do wielu sytuacji. Interesująco było uświadomić sobie, co jest nam potrzebne, nasz poziom, nasze granice i próbować coś zmienić. W kontekście mistrzostw świata większość pracy, którą musimy wykonać, zaczynamy teraz.

Do docelowej imprezy tego sezonu zostały niecałe dwa miesiące. To wystarczająco dużo czasu na przygotowanie?

Jak mówiłem, sytuacja jest uzależniona od harmonogramu międzynarodowej rywalizacji. Uważam, że powinniśmy mieć więcej czasu na stworzenie zespołu, jego rozwój, pracę. Nie podoba mi się zbytnio jak to jest zorganizowane. Ale uważam, że na samo przygotowanie się do mistrzostw jest to wystarczający czas.

Kiedy zakończył się proces wyboru 15-osobowej kadry, z którą pracuje pan teraz pod kątem tego turnieju?

Podczas dotychczasowej rywalizacji testowaliśmy różne rzeczy. Zaraz po LN mieliśmy kilka spotkań w gronie sztabu i analizowaliśmy to wszystko. Zrobiliśmy sobie też kilka dni wolnego, by wyczyścić nieco głowy z myśli krążących wokół ostatnich wyników i meczów. Potem znów się spotkaliśmy. Był to rzeczywiście proces, jak pani wspomniała, ale zaraz po LN został sfinalizowany.

Odnośnie której pozycji lub siatkarki wybór był najtrudniejszy?

Rozważamy wiele zawodniczek na każdą pozycję. Za każdym razem trzeba podjąć wiele wyborów i żaden nie jest łatwy. Kiedy mówisz o konkretnych siatkarkach, to rozpatrujesz je tylko jako indywidua pod kątem ich charakterystyki, historii, ale to sport drużynowy. Tu zachodzi korelacja między zawodniczkami i niezwykle istotne jest, co każda z nich może dać zespołowi. To może wygląda tak, jakbyśmy wybierali indywidua, ale tak nie jest. Mamy być drużyną. Obsada każdej pozycji jest w pewien sposób powiązana z innymi. Choćby taktycznie. Dlatego też każdy wybór jest trudny.

Do kadry dołączyła teraz Magdaleny Stysiak. Poczuł pan ulgę, że zdążyła wrócić do zdrowia?

Nie towarzyszyły mi żadne konkretne emocje. Bo to nie było tak, że tuż przed ogłoszeniem składu spytaliśmy, jak się miewa i ona powiedziała, że w porządku, więc ją zaprosiliśmy do drużyny. Jeszcze zanim zacząłem pracę z reprezentacją Polski, to już omawialiśmy proces jej rehabilitacji i powrotu. Mam w telefonie mam chyba z 300 tysięcy wiadomości od Magdy z okresu LN i po jej zakończeniu. Mieliśmy kontakt codziennie i monitorowaliśmy jej sytuację.

Nie ma pan ani żadnych obaw, że będzie gotowa z formą na czas?

Mieliśmy opracowany plan ze sztabem medycznym i odpowiadającym za przygotowanie fizyczne. Byliśmy świadomi i pewni co do możliwości powrotu Magdy i jej właściwej rehabilitacji. Przebiegało to dokładnie tak, jak tego oczekiwaliśmy. Sądzimy, że teraz - ze stopniowym wchodzeniem w przygotowania, które zamierzamy realizować - będzie w pełni zdrowa i liczymy, że wszystko będzie zmierzać w dobrym kierunku. Oczywiście, nigdy nie wiesz bez próbowania, czy się uda. Ale wszyscy – sztab i sama Magda – jesteśmy optymistycznie nastawieni.

Zdarzało się panu wcześniej w karierze trenerskiej granie bez atakujących?

Przez te wszystkie lata zebrałem wiele różnych doświadczeń. Zdarzało się więc nie mieć do dyspozycji zawodniczek na tej pozycji, ale być może nie w 12 meczach z rzędu, które składały się na cały występ w rozgrywkach takich jak LN. Ale naszym zadaniem w tej pracy jest znaleźć rozwiązanie sytuacji, którą mamy. Nie mam czasu na narzekanie czy szukanie wymówek. Realna sytuacja w danym momencie była taka, że nie mieliśmy atakujących. Trzeba było więc znaleźć najlepsze możliwe rozwiązanie i osiągnąć jak najlepszy wynik. Znaleźliśmy pewne dobre alternatywne opcje, które pozwoliły nam rywalizować. Z niektórych wyników nie jesteśmy zbyt zadowoleni i mogliśmy zagrać lepiej.

Główną weryfikacją jest boisko. Pracujemy, by osiągnąć poziom topowych drużyn. To nas interesuje. Jedna wygrana więcej lub mniej… To nie tak, że to się nie liczy zupełnie, bo dałoby to nam np. lepszą pozycję w rankingu, ale ukierunkowani jesteśmy na dołączenie do czołowych drużyn na świecie. One grają obecnie lepiej niż my. By grać tak samo musimy ciężko pracować i zrobić znaczący postęp. A do tego musimy pracować jako zespół, bez rozpatrywania indywidualności.

Niespodzianką dla sporej liczby dziennikarzy i kibiców było powołanie na drugą część sezonu Moniki Gałkowskiej. Kiedy zapadła decyzja o włączeniu jej do kadry pod kątem mistrzostw świata?

To nie tak, że pojawiła się teraz znikąd. Od początku brałem ją pod uwagę. Jeszcze przed LN obserwowałem ją podczas sezonu klubowego we Włoszech i rozmawiałem z jej tamtejszym trenerem. Kiedy pojawiły się nasze problemy z atakującymi, to było już za późno, by można było dokonać zmian w składzie na LN. Ale już wtedy byliśmy z nią w kontakcie. Nie było możliwości, by w ciągu dnia czy dwóch zmienić swoje plany. Nie grała już wtedy od kilku tygodni, więc też nie była gotowa dołączyć do drużyny. Było jej z tego powodu bardzo przykro, bo ostatecznie niewiele brakowało, by wystąpiła w LN. Ale monitorowaliśmy jej sytuację tak, jak w przypadku innych zawodniczek. Tak jak mówiłem wcześniej, to może wyglądać, że obudziliśmy się pewnego dnia i zdecydowaliśmy się ją dołączyć teraz, ale tak nie było. W środę zaczęła przygotowania z drużyną, ale ma za sobą już trzy tygodnie realizacji programu naszego trenera przygotowania fizycznego.

Nie obawia się pan o zgranie w tak krótkim czasie zawodniczki, która wraca do kadry po trzyletniej przerwie?

Magda Stysiak, której też nie było podczas LN, również dopiero będzie się z nią zgrywać. Pod tym względem są w mniej więcej podobnej sytuacji. Oczywiście, jest też wiele różnic. Myślę, że mamy teraz czas, by obie oswoiły się z grą z resztą dziewczyn i zaadaptowały do naszego stylu pracy. Jak już mówiłem, te osiem-dziewięć tygodni to moim zdaniem wystarczający czas, by się przygotować do mistrzostw świata. Co nie znaczy, że jest to okres wystarczający, by zrobić ogromny postęp i znacząco zmienić jakość gry drużyny.

Najgłośniej komentowana jest nieobecność w kadrze Malwiny Smarzek...

Myślę, że ważniejsze jest, abym mówił o zawodniczkach, które tutaj są. Bo jeśli będę opowiadał, dlaczego nie ma Malwiny, to będę musiał omówić także sytuację Moniki Fedusio, Alicji Grabki, Magdaleny Jurczyk, Aleksandry Gryki i wszystkich zawodniczek, które były uwzględnione w przygotowaniach do LN i powinny tu być. Uważam, że właściwe jest, by poświęcać uwagę wyłącznie powołanym siatkarkom. Nie ma powodu, by pokazać rozmową, że kogoś brakuje. To brak szacunku dla obecnych tu zawodniczek. One zasługują, by tu być. Mogą dać drużynie to, czego ona potrzebuje - są dostępne, zdrowe i zmotywowane. To wszystko.

To jednak Smarzek z wymienionego grona wzbudza największe zainteresowanie. Tym bardziej, że na początku sezonu uwzględniał ją pan w swoich planach.

W tamtym momencie sytuacja była taka, teraz jest inna. Nigdy nie tłumaczyłem, dlaczego Magdy i Malwiny nie było w składzie na LN. Ani dlaczego nie grała w niej też Monika Gałkowska. I tak samo inne siatkarki. Teraz jest dokładnie taki sam przypadek. Rozmawiałem wówczas tylko o zawodniczkach, które powołałem na LN. Mogę powiedzieć, że rozważałem wszystkie polskie siatkarki, wszystkie obserwowałem i rozmawiałem z wszystkimi, które mogłyby być dostępne dla kadry.

Przed Ligą Narodów było: "Dlaczego nie ma Martyny Grajber?", "Dlaczego nie ma Katarzyny Skorupy?", To samo dotyczyło Izabeli Lemańczyk czy Pauliny Maj. Ciągle było "dlaczego" w odniesieniu do kogoś, kogo nie powołałem. Powiedziałem wtedy: "Mamy takie zawodniczki, skupmy się na tej grupie". Teraz robię to samo. Uważam, że takie podejście jest właściwe. To daje pewność drużynie. Jeśli więc ktoś chce się koncentrować na tym, kogo nie ma, to śmiało, ale bez mojego udziału (uśmiech)

Czy Smarzek kontaktowała się z trenerem w ostatnich miesiącach i tygodniach?

Są to wewnętrzne sprawy drużyny i nie chciałbym poruszać ich w mediach. W tej sprawie - tyle samo co ja - ma do powiedzenia Malwina. Nie chciałbym wypowiadać się w jej imieniu.

Wróćmy więc jeszcze do mistrzostw świata. Czy ma pan wyznaczone konkretne cele pod kątem tego turnieju?

Dać z siebie wszystko i znaleźć się w ósemce. To nasz cel, ale nie będzie to wcale łatwe. Trzeba jednak próbować. Ale też szczerze mówiąc, nie jestem wyłącznie skoncentrowany na wyniku, bo zależy on od wielu czynników. Jestem zaś skupiony na wypracowaniu najlepszej możliwie gry i regularności. Byśmy stali się szybko zespołem, bo w wielu sytuacjach wciąż jesteśmy grupą jednostek. A dopiero stanie się drużyną i ciężka praca jako zespół da dużą poprawę. To mój główny cel.

Więcej o: