Ostatnia prosta ws. Wilfredo Leona w reprezentacji Polski. "By potem nie kulał"

- Niemożliwe jest zastąpienie Wilfredo Leona, ale taktykę uwzględniającą jego nieobecność trzeba przygotować. Jeśli ma trenować z kadrą, to gdy będzie gotowy na 100 procent. Inaczej trzeba się koncentrować na siatkarzach, których się ma do dyspozycji - mówi Sport.pl Ireneusz Mazur. Były trener reprezentacji Polski dodaje też, że trzeba brać pod uwagę perspektywę dalszą niż tylko zbliżające się mistrzostwa świata.

Zagadka dotycząca składu reprezentacji Polski siatkarzy na mistrzostwa świata jest już niemal rozwiązana. Po kilku miesiącach spekulacji i analiz w stawce pozostało 15 graczy, a na finalnym etapie odpadnie jeszcze jeden z nich. W poniedziałek późnym popołudniem ogłoszono, że trener Nikola Grbić odesłał do domu trzech zawodników. Największe zainteresowanie wzbudza sprawa Wilfredo Leona. Z powodu problemów ze ścięgnami na początku czerwca przeszedł operację i zaraz potem rozpoczął się wyścig z czasem. Ten ma zostać rozstrzygnięty pod koniec tygodnia. Zaliczany do ścisłej światowej czołówki przyjmujący dołączył do kolegów z kadry na zgrupowaniu w Spale, ale nie trenuje jeszcze w ustawieniu "sześciu na sześciu". A do czempionatu, w którym biało-czerwoni będą walczyć o trzeci triumf z rzędu, zostało niespełna trzy tygodnie.

Zobacz wideo Wilfredo Leon pokazał, jakie ćwiczenia wykonuje podczas rehabilitacji po operacji kolana

Agnieszka Niedziałek: Jest pan w gronie osób, które wierzą, że Wilfredo Leon zdąży przygotować się na mistrzostwa świata?

Ireneusz Mazur: Nie mam pojęcia, czy będzie gotowy. Zdajemy sobie wszyscy sprawę, że tej klasy gracz jest bardzo cenny, jesteśmy współgospodarzem turnieju, co wiąże się z dodatkowymi oczekiwaniami i wielu kibiców pragnie tego medalu. Zawodnicy nieraz próbowali na szybko wracać po kontuzji. Daleki jestem od tego, by robić to na siłę. Jedna rzecz to rehabilitacja, a druga - przygotowanie formy. To sprawa bardzo gorąca, ale zalecałbym rozwagę.

Czy w przypadku przyjmujących reprezentacji Polski można mówić obecnie o kłopocie bogactwa?

Wilfredo to gracz nietuzinkowy. Niemożliwe jest zastąpienie go, ale taktykę uwzględniającą jego nieobecność trzeba przygotować. Niesprawiedliwe byłoby omawianie jego dyspozycji, jeśli nie może w ogóle podjąć rywalizacji. A jeśli już może, to otwarta droga. Jeśli ma trenować z drużyną, to gdy będzie gotowy nie na 60, 80 czy nawet 90 procent, ale na 100. Inaczej trzeba się koncentrować na graczach, których się ma do dyspozycji. Pamiętajmy, że będzie bardzo potrzebny kadrze w perspektywie najbliższych lat. Nie chodzi o to, by teraz zagrał, gdy nie będzie zdrowy, a potem kulał. Tak jak to było w klubie. Trzeba mu dać się w pełni wyleczyć, by miał czystą głowę. 

W 15-osobowym gronie, które wciąż przygotowuje się do mistrzostw świata, jest m.in. Bartosz Kwolek.

Sprawdzał się w fazie interkontynentalnej Ligi Narodów. Pokazał, że idealnie nadaje się na rezerwowego. Grbić miał na pewno duży ból głowy, gdy zastanawiał się, kogo najpierw zabrać na turniej finałowy i teraz przy wyborze składu na MŚ. W Bolonii w defensywie mieliśmy bowiem wyraźny kryzys. Pod względem odmieniania losów meczów - poza Tomaszem Fornalem - była w tym elemencie klapa. Kwolek wcześniej wiele razy odmienił losy meczu.

Ze względu na nieobecność w turnieju finałowym ma za sobą jednak dwa tygodnie przerwy w treningach i przebywaniu z drużyną. To samo dotyczyło Mateusza Poręby i Jana Firleja. Ten ostatni w poniedziałek opuścił już zgrupowanie, a dwaj pozostali wciąż są w Spale.

Ta trójka miała dużo trudniej niż ci, którzy byli wcześniej cały czas z kadrą. Ci drudzy byli cały czas w pełnym ruchu - emocjonalnie, fizycznie, a tamci na nowo wchodzili do grupy. Musieli ponownie potwierdzić przydatność, nie jest to łatwe. Zdarzają się jednak czasem zaskakujące decyzje dotyczące wyboru składu. Kto by pomyślał, że Ivan Zaytsev nie wystąpi w zbliżającym się czempionacie. To najbardziej doświadczony siatkarz w reprezentacji Włoch, ale mimo wszystko okazało się, że jego rola w zespole nie jest zadowalająca. Pojawiały się oczywiście różne teorie, ale trener zapewnił, że nie było żadnych konfliktów.

Obecność Kwolka lub Poręby w finalnym składzie na MŚ będzie dla pana zaskoczeniem?

Przy omawianiu kwestii dotyczących poszczególnych graczy warto zachować rozsądek. Mam za sobą wiele lat pracy w roli trenera i wiem, że każde słowo wypowiedziane w przestrzeni publicznej uderza młotem pneumatycznym w głowę zawodnika. Są to także bardzo trudne chwile dla szkoleniowca. Stara się dokonać takich wyborów, po których będzie mógł spojrzeć potem w lustro.

Grbić zaskoczył nieco zabraniem do Bolonii aż trzech atakujących, a teraz z tego grona podziękował Karolowi Butrynowi. Spodziewał się pan tego?

Opcja z trzema atakującymi była bardzo ciekawa i dawała pewien komfort. Karol sprawdził się przy wejściach na zagrywkę, a na nie trzeba się mentalnie przygotować. Czapki z głów dla niego, bo wywalczył sobie w ten sposób miejsce w tej drużynie na turniej finałowy LN. Byłaby ona jednak niekompletna, gdyby nie było w niej bardziej klasycznego, doświadczonego atakującego o dobrych warunkach fizycznych. Atutem Łukasza Kaczmarka jest także to, że jest zgrany i dopasowany z rozgrywającym, co zapewnia szybsze dogranie i skuteczność. 

We Włoszech było też trzech środkowych. Jak pan ocenia ten wariant?

Ta trójka się sprawdziła. Jakub Kochanowski z bólem, ale dochodzi do dyspozycji. O Mateuszu Bieńku nie ma co mówić, wystarczy przypomnieć, że został wybrany do Drużyny Marzeń turnieju finałowego LM. Doświadczony Karol Kłos pokazał zaś, że można na nim polegać jak na wnuku Zawiszy.

A Bartosz Kurek jest już liderem z prawdziwego zdarzenia?

Jest przywódcą w tej grupie niezależnie od tego, czy jest kapitanem, czy nie. Czekamy tylko, by jego gra była bardziej regularna. Mam tu na myśli zwłaszcza zagrywkę. Oraz dopasowanie się z Marcinem Januszem.

A co pan powie o tym ostatnim? LN to pierwsze rozgrywki, w których wystąpił jako podstawowy rozgrywający biało-czerwonych. Sprawdził się?

Marcin to postać nietuzinkowa. Przeinteligentny chłopak, który potrafi analizować. Świetnie współpracuje ze sztabem szkoleniowym, co widać zarówno w klubie, jak i w reprezentacji. Dobrze dopasowany do jakości poszczególnych graczy. Ma duży potencjał i czekamy, aż eksploduje. Czy już nie potrzebujemy Fabiana Drzyzgi? Nie wiemy. Wiele czynników może mieć wpływ na postawę Janusza, m.in. zdrowotno-fizyczne. Musimy więc poczekać z oceną. Mistrzostwa świata będą takim sprawdzianem. Jeśli - z różnych względów - nie da rady, to możliwości Fabiana już znamy. Ale w tym roku szansę na kreowanie gry w kadrze dostał Marcin.

Miał pan poczucie podczas któregoś z meczów LN, że w danym momencie zespołowi przydałby się właśnie Drzyzga?

Doświadczenie Fabiana mogłoby być lekarstwem na wiele problemów. Ale jego obecność w kadrze byłaby ciągłym pręgierzem nad głową dla Marcina. Układ zastosowany przez Grbicia ma swoje uzasadnienie. Jeśli dołącza się do orkiestry nowego dyrygenta, to nie zaprasza się też do niej dawnego mistrza, bo muzycy patrzyliby na tego drugiego.

Tegoroczna LN była przede wszystkim etapem przygotowań do mundialu. Jakie wnioski można po niej wyciągnąć?

Niezależnie od tego, że stanowiła formę przygotowań, patrzę też na nią jako na odrębny występ. Przegranie dwóch meczów w fazie interkontynentalnej, a w całej edycji trzech na 15 to bardzo korzystny bilans. Pod względem szkoleniowym cele zostały zrealizowane. Trzecim miejscem wywalczonym w turnieju finałowym nasi siatkarze potwierdzili swoje miejsce w światowej czołówce. Oczywiście, były też pewne nadzieje, że powalczą w Bolonii o triumf i wydawało się, że są na to realne szanse, ale pierwszym zderzeniem był bardzo dramatyczny mecz z Iranem, a potem porażka z USA w stylu, który nie przynosi chluby. Ale też późniejsza odbudowa w meczu o trzecie miejsce pozwala stonować negatywne oceny i z bardziej pozytywnym nastawieniem czekać na kolejne spotkania.

Niektórzy zastanawiali się, czy prawdziwym obrazem gry Polaków był właśnie przegrany 0:3 półfinał z Amerykanami, czy odniesione dzień później zwycięstwo 3:0 z Włochami w meczu o trzecią lokatę.

Wydaje się, że najprędzej powinien być to ostatni mecz. W końcu mówi się, że jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz. Z jednej strony to banał, ale oddaje sytuację. Tak naprawdę w stu procentach pełnego obrazu nie daje w tym wypadku ani zdemolowanie przez Amerykanów w trzecim secie, ani euforia po spotkaniu z Włochami. Prawda jest gdzieś pośrodku. Trzeba pamiętać, że nasza kadra przeszła transformację. Odeszła część podstawowych graczy, którzy mieli duży wpływ na waleczność, determinację i skuteczność drużyny. Teraz mamy nowe pokolenie, pokolenie Zaksy. Ci młodzi zawodnicy sprawdzili się, triumfując w Lidze Mistrzów, ale teraz patrzy na nich cała Polska. Wszyscy kibice mają swoje oczekiwania względem tego zespołu.

LN była udanym sprawdzianem, choć pozostały wątpliwości dotyczące sfery mentalnej i umiejętności wykorzystania własnego potencjału. W ćwierćfinale z Iranem nasi zawodnicy potrafili zneutralizować swoje problemy, ale w meczach fazy interkontynentalnej z tym samym rywalem oraz z Włochami i w półfinale z USA nie poradzili sobie. Irańczykom w Gdańsku, kiedy było 2:1, pozwolili wstać z desek i zostali rozjechani w tie-breaku. 

Coś jeszcze wzbudziło pana wątpliwości?

Na zagrywce dobrze prezentowali się Mateusz Bieniek czy Tomasz Fornal, ale to za mało. Nie było różnicy z gry - w wybloku, obronie, kontrataku. W meczu z USA mieliśmy lepszą skuteczność ataku i dokładniejsze przyjęcie, ale przegraliśmy, bo gorzej wypadliśmy w grze przy niedokładnym, w grze na wysokiej piłce oraz w kontrach. A przypomnę, że firmowymi elementami Zaksy, której obecni i niedawni zawodnicy stanowią teraz znaczącą część kadry, są właśnie umiejętność cierpliwej gry, na wysokiej piłce i wiele obron.

To potwierdzenie tego, że nie da się przełożyć gry w klubie na kadrę?

Na razie tego nie było, ale nie szedłbym tak daleko. Potrzeba czasu. Pamiętajmy, że część z tych zawodników to wciąż nowe postaci w reprezentacji. To wiąże się z nowym ciężarem odpowiedzialności i nową jakością gry. 

Dotyczy to np. Kamila Semeniuka?

Wszyscy potrzebują czasu, bo reprezentacja to obciążenie zarówno psychiczne, jak i fizyczne. Trener Grbić wprowadzał Kamila czasem nieco ryzykownie nagle w trakcie seta. A on zasługuje, by grać pełne partie, bo jest świetny. W tej chwili nie wyobrażamy sobie reprezentacji bez Semeniuka. On musi mieć komfort mentalny. Zdarza mu się set, kiedy nie skończy żadnej z kilku kolejnych piłek, ale jednocześnie nie robi przy tym błędu, świetnie przyjmuje, zagrywa i broni.

Uważa pan, że Biało-Czerwoni zdążą wypracować najlepszą formę na rozpoczynające się za niespełna trzy tygodnie mistrzostwa świata?

Nie wiem. Ale nie mamy innego wyjścia niż czekać i na to liczyć. Kolejne treningi i mecze kontrolne pozwolą nabrać spokoju i pewności. Przyzwyczailiśmy się, że nasza reprezentacja walczy o medale, ale pamiętajmy, że nic nie jest dane. Z pewnymi wątpliwościami, ciekawością, życzliwością i oczekiwaniami będę więc czekał na potwierdzenie tej formy.

Więcej o: