Chcą wyrzucić Polskę z Ligi Narodów. Mają dwóch "polskich szpiegów"

Siatkarska reprezentacja Iranu idealnie wpisuje się w koncepcję Alego Chameneia, duchowego i politycznego przywódcy tego kraju. Notuje dobre wyniki, choć została znacząco odmłodzona po igrzyskach w Tokio i - co szczególnie cieszy Persów - robi to wreszcie pod wodzą rodaka. Przed czwartkowym ćwierćfinałem turnieju finałowego Ligi Narodów z biało-czerwonymi drużyna Behrouza Ataeia może zaś liczyć na dwóch "polskich szpiegów" w swoim składzie. Początek spotkania o 21:00, relacja na żywo w Sport.pl i w aplikacji Sport.pl LIVE.

Argentyńczycy Julio Velasco i Raul Lozano, Serb Slobodan Kovać, Czarnogórzec Igor Kolaković oraz Rosjanin Władimir Alekno - lista trenerów, którzy w latach 2011-21 pracowali z reprezentacją Iranu robi wrażenie. Tamtejsza federacja chciała, by kadra dołączyła do światowej czołówki i nie żałowała pieniędzy na zatrudnienie najlepszych szkoleniowców. Efekty były zgodne z oczekiwaniami do pewnego momentu. Pod wodzą Alekny tamtejsi siatkarze zaliczyli nieudany występ zarówno w Lidze Narodów, jak i w igrzyskach w Tokio. Wówczas postanowiono - po raz pierwszy od ponad 10 lat - dać znów szansę rodakowi. 

Zobacz wideo Grbić nie obiecuje zwycięstwa nawet w meczu towarzyskim. „A co dopiero mówić o Lidze Narodów czy mistrzostwach świata"

Ataei z nieba do piekła i z powrotem. Pożar ugaszony, kulminacja w Gdańsku

Behrouz Ataei zbiera jak na razie głównie pochwały. W trakcie wciąż dość krótkiego stażu na obecnym stanowisku miał już jednak też momenty, kiedy musiał zmierzyć się z krytyką ze strony bardzo emocjonalnie podchodzących do występów kadry Irańczyków. A warto pamiętać, że do dyspozycji miał niemal mocno odmienioną drużynę.

Naturalne jest, że po igrzyskach składy wielu reprezentacji się zmieniają i tak samo było w przypadku tej ekipy. Jej szkoleniowiec nie miał już do dyspozycji m.in. Saeida Maroufa, Amira Ghafoura i Mohammada Mousaviego, którzy nie tylko cieszyli się ogromną popularnością w kraju, ale i uznaniem na arenie międzynarodowej. Zwłaszcza brak tego pierwszego był ogromną zmianą - doświadczony rozgrywający był liderem zespołu. W składzie Persów zarówno na wrześniowe mistrzostwa Azji z ubiegłego roku, jak i obecną edycję LN, pojawiło się tylko pięciu zawodników z drużyny powołanej na turniej olimpijski w Tokio. Reszta to nowe, głównie młode twarze.

Dla Ataeia nie są one jednak aż tak nowe jak dla większości osób. Wcześniej przez wiele lat prowadził bowiem kadry w niższych kategoriach wiekowych. Z wieloma siatkarzami, z którymi pracuje teraz w seniorskiej reprezentacji, zna się już dość długo. Współpraca w dorosłej odsłonie szybko przyniosła pierwszy sukces. Irańczycy zdobyli bowiem jesienią wspomniane mistrzostwo Azji.

Wówczas też na prawie 52-letniego szkoleniowca i jego zawodników spłynęły pierwsze pochwały od Alego Chameneia.

"Cudowne zwycięstwo reprezentacji jest bardzo cenne dla narodu irańskiego. Serdecznie dziękuję wam, droga młodzieży i waszemu irańskiemu trenerowi" - zaznaczył wówczas w oficjalnym liście duchowy i polityczny przywódca kraju.

W ostatnich latach nieraz zwracał on uwagę na to, by w reprezentacjach kraju w różnych dyscyplinach byli młodzi zawodnicy, a szkoleniowcami Persowie. Narodowość Ataeia podkreślana była także w tym sezonie. Gdy jego siatkarze awansowali do turnieju finałowego LN, to na koncie Alego Chameneia w mediach społecznościowych pojawił się komentarz o wielkim szczęściu, które jest efektem "wspaniałego sukcesu osiągniętego z irańskim trenerem".

Droga do niego nie była jednak prosta. W pierwszym turnieju fazy interkontynentalnej zespół grał słabo i niespodziewanie przegrał z Holendrami i Japończykami. Wówczas krytyka i presja spoczywająca na Ataeiu osiągnęła maksymalny poziom. Były reprezentant kraju, a obecnie ekspert Behnam Mahmoudi próbował uspokajać rodaków. 

- Irańska siatkówka przechodzi zmianę pokoleniową, a do zespołu dołączyły nowe twarze. Potrzebują czasu na zgranie i poprawę gry. Wysiłki Behrouza Ataia, aby wprowadzić te zmiany i wprowadzić młodych graczy, są godne pochwały i należy go wspierać - podkreślał w wywiadzie dla "Tehran Times".

Pożar został ugaszony za sprawą dwóch kolejnych turniejów na tym etapie LN. Kulminację stanowiły zwycięstwa odniesione w Gdańsku nad trzema ekipami ze światowej czołówki - Polakami, Słoweńcami i Serbami.

Reprezetnacja Polski w siatkówcePolscy siatkarze trenują w skandalicznych warunkach przed finałami LN. "Dramat"

Ebadipour symbolem zmiany w relacjach polsko-irańskich. Ważny sprawdzian trenerów

Wówczas wróciły zachwyty nad szkoleniowcem-rodakiem. Niektórzy zwrócili też wtedy uwagę, że pensja Ataia stanowi znikomy procent tego, co dostawał Alekno. Nie jest jednak też tak, że cały sztab reprezentacji Iranu stanowią osoby z tego kraju. Drugim szkoleniowcem nadal jest Włoch Tomasa Totolo, który został zatrudniony razem z Rosjaninem. Od tego roku zaś za przygotowanie fizyczne odpowiada Wojciech Janas

Prowadzący Polaków Nikola Grbić przyznał, że w meczu w Gdańsku Irańczycy, który wygrali 3:2, trochę zaskoczyli jego drużynę. Żartobliwie Serb rzucił wtedy w wywiadzie dla Polsatu Sport, że być może Janas podsłuchiwał wcześniej jego odprawy z biało-czerwonymi. A Persowie mają u siebie jeszcze jednego "polskiego szpiega", którym jest Milad Ebadipour. 28-letni przyjmujący przez ostatnie pięć lat grał w barwach PGE Skry Bełchatów i sporo wie o polskiej siatkówce oraz poszczególnych zawodnikach.

Ebadipour jest obecnie jednym z najstarszych i najbardziej doświadczonych graczy w irańskiej kadrze. To właśnie on przejął opaskę kapitana po charyzmatycznym Maroufie. Charakterologicznie znacznie się różnią - przyjmujący jest raczej łagodny i uśmiechnięty, a rozgrywający sprawiał wrażenie zamkniętego w sobie i surowego.

- Oglądałem mecze o medale Skry w PlusLidze i nie wyglądało to [u Milada - red.] dobrze pod względem formy. Teraz za to gra fenomenalnie, odbudował się. Na treningach widać szacunek graczy do niego. Nie jest srogim ojcem, a fajnym wujkiem. Siatkarze chodzą do niego z problemami, dużo rozmawiają. Odnalazł się w swojej nowej roli i dobrze się w niej czuje - relacjonował w wywiadzie dla TVP Sport Janas.

Ebadipour jest też symbolem zmiany w relacjach między polskimi i irańskimi siatkarzami. W ostatnich latach podczas meczów tych ekip przeważnie mocno iskrzyło na boisku. Tradycją były prowokacje i przepychanki. Pierwsze skrzypce grali tu kapitanowie - wspomniany Marouf i Michał Kubiak. Obu nie ma obecnie już w składach. Teraz raczej zawodnicy i członkowie sztabów skupiają się na grze, a poza boiskiem żartują ze sobą. Po stronie ekipy z Bliskiego Wschodu dotyczy to właśnie przede wszystkim Ebadipoura.

Wydaje się, że w czwartkowy wieczór podczas ćwierćfinału LN w Bolonii też nie należy spodziewać się awantur. Więcej sportowej złości powinni mieć w sobie raczej Polacy, bowiem oba ostatnie spotkania z Persami przegrali 2:3. Pierwszym z nich był mecz fazy grupowej igrzysk w Tokio. Obie drużyny zakończyły występ w stolicy Japonii mocno rozczarowane - Irańczycy nie awansowali do czołowej ósemki, a biało-czerwoni po raz kolejny padli ofiarą klątwy olimpijskiego ćwierćfinału.

Pojedynek o awans do półfinału LN będzie także ważnym sprawdzianem obu trenerów. Rodacy oczekują, że Ataei ponownie pokaże, że "irański szkoleniowiec potrafi", a dla Grbicia turniej finałowy tych rozgrywek to pierwsza szansa, by coś wygrać z objętą w styczniu reprezentacją Polski. Początek meczu w Bolonii o godz. 21.

Więcej o: