Polscy siatkarze trenują w skandalicznych warunkach przed finałami LN. "Dramat"

- Hala treningowa to duża sauna. Dodatkowo w porze zajęć zachodzące słońce świeci mocno do środka. Organizatorzy obiecali nam jakieś zasłony - mówi Sport.pl kierownik reprezentacji Polski Andrzej Wołkowycki, opisując warunki, w jakich siatkarze przygotowują się do turnieju finałowego Ligi Narodów w Bolonii. Szatnie określił jako dramatyczne, wiele do życzenia pozostawia siłownia. - Ktoś zapomniał, że to są kadry narodowe - ocenia i dodaje, że to zapewne efekt oszczędności.

Turniej finałowy Ligi Narodów miał być świętem siatkówki, ale jak na razie najgłośniej jest o ciągnącej się liście skarg i zażaleń. O zaniedbaniach opowiadali już za pośrednictwem mediów społecznościowych m.in. Francuzi i Irańczycy, którzy dotarli na miejsce wcześniej. Swoje przeszli także Polacy, którzy pojawili się w Bolonii w poniedziałkowe popołudnie.

Zobacz wideo Earvin Ngapeth pokazał tragiczne warunki, w jakich trenują i mieszkają francuscy siatkarze przed finałem VNL w Bolonii. To samo czeka Polaków?

W oczekiwaniu na zasłony. Szatniowy dramat

Najwięcej zastrzeżeń dotyczy hali treningowej, która ewidentnie lata świetności ma dawno za sobą. Brak w niej klimatyzacji, co przy panujących obecnie w zachodnio-południowej części Europy upałach daje efekt sauny.

- Dużej sauny. Inaczej nie da się tego nazwać. Poza tym trenujemy tam pod wieczór, a na jednej ze ścian jest bardzo dużo okien. Kiedy słońce zachodzi, to bardzo mocno świeci przez szyby. Trenować normalnie, sześciu na sześciu, jest bardzo trudno. Poprosiliśmy organizatorów o pomoc. Obiecali, że założą jakieś zasłony, bo w środę też tam trenujemy. Zobaczymy, jaki będzie efekt – relacjonuje Andrzej Wołkowycki.

Dodaje, że nie ma zbytnio pola manewru, jeśli chodzi o porę zajęć. Francuzom wyznaczono ją również niezbyt szczęśliwie, bo na ósmą rano.

- Opcja ze wstawaniem o szóstej, by zjeść śniadanie i jechać na trening nie jest dobra. Załatwili więc sobie prywatnie o późniejszej porze salę w Modenie, 45 minut drogi od Bolonii – opisuje kierownik polskiej drużyny.

Kolejna "perełka" wiekowej hali, z której mają korzystać czołowe siatkarskie reprezentacje świata, to szatnia. Pokazał ją w mediach społecznościowych Piotr Siekierski, który przebywa z biało-czerwonymi, by tworzyć filmiki ukazujące kulisy turnieju. Przypomina ona typowe szatnie szkolne, jakie pamięta się z lekcji wychowania fizycznego.

- Szatnie i prysznice są dramatyczne. Nawet nie można się tam wykąpać. Warunki sanitarne są bardzo, bardzo złe. Po treningu spakowaliśmy się i prysznic chłopaki brali dopiero w hotelu – wspomina nasz rozmówca.

"Ktoś tutaj zapomniał, że to są kadry narodowe"

Biało-czerwoni we wtorek będą mogli nieco swobodniej pooddychać podczas treningu. Odbędą go bowiem w hali meczowej, która ma znacznie lepszy standard. Udadzą się także na zajęcia do publicznej siłowni. Ta znajdująca się w hali treningowej również znacząco odbiega od tego, do czego są przyzwyczajeni.

- Ona też na zdjęciach wyglądała normalnie, a okazuje się, że nie nadaje się do pracy. Jest tam może sześć sprzętów na krzyż. Ktoś tutaj zapomniał, że to są kadry narodowe, które mają mieć dobre siłownie - odpowiednio wyposażone, z przestrzenią. Ktoś o tym zapomniał, ktoś na to pozwolił. Jest jak jest, ale radzimy sobie - podsumowuje Wołkowycki.

Odpowiada twierdząco na pytanie, czy we wspomnianej hali trenować mają wszyscy uczestnicy turnieju finałowego LN. Od razu jednak uzupełnia, że zagadką jest, gdzie ćwiczą gospodarze.

- Nie wiemy, tego i nie możemy się tego dowiedzieć. Ale to już jest poza nami - stwierdza.

Od razu jednak ukróca żartobliwe snucie teorii, że Włosi próbują sobie w ten sposób uzyskać przewagę nad najgroźniejszymi rywalami. - Nie doszukujmy się podtekstów - zastrzega.

Jeden z liderów francuskiej kadry Earvin N'Gapeth na Instagramie pokazał też, że w stołówce hotelu, w którym umieszczono większość ekip, brakuje krzesełek. Lekarz "Trójkolorowych" jadł więc na podłodze. Mieszkający w tym samym obiekcie Polacy nie mają jednak takich problemów.

- Mamy przygotowane dwa stoły do posiłków. Jest nas 28 osób i mamy przygotowane 28 krzesełek. Dostawiamy jedno w razie potrzeby, kiedy jada z nami towarzysząca nam opiekunka - wspomina kierownik drużyny.

Mistrzowie świata podzielili za to los Irańczyków w kwestii brakującego posiłku pierwszego dnia pobytu. Z kraju wyruszyli rano, zaraz po śniadaniu.

- Do hotelu dotarliśmy ok. 16. Nie przygotowano żadnego posiłku, późnego lunchu. Po naszych reklamacjach przyszykowano tarty i owoce, ale to nie było tak, jak być powinno. Ktoś chyba zapomniał, że byliśmy przez wiele godzin w podróży, a na krótkich trasach w samolotach nie ma obiadów. Teraz jednak pod względem posiłków jest już wszystko w porządku - zapewnia Wołkowycki.

Kierownik reprezentacji Polski o delegatach FIVB: Niekoniecznie znają się na samej siatkówce i wiedzą, czego potrzeba zawodnikom

Siekierski na Twitterze wyliczał wszystkie niedociągnięcia organizacyjne w Bolonii. W odpowiedzi na to wieloletni reprezentant kraju Krzysztof Ignaczak stwierdził, że jest to typowe dla Włochów.

- Trudno mi powiedzieć, czy tak jest. Nie znam szczegółów i cen. To wszystko zależy od finansów. Wiadomo, że federacje chcą oszczędzać i jest jak jest. Ale potrafimy sobie z tym poradzić i zrobimy wszystko, by nasza kadra była dobrze przygotowana do meczu - deklaruje kierownik polskiej drużyny.

Za wyszukiwanie i opłacenie obiektów odpowiada w tym przypadku włoska federacja. Wszystkie jednak muszą zostać zatwierdzone przez delegatów Międzynarodowej Federacji Piłki Siatkowej. Wołkowycki nie kryje, że fakt, iż zaakceptowano halę treningową i siłownię, z której mają korzystać uczestnicy turnieju finałowego LN, nie świadczy najlepiej o działaczach FIVB.

- Nie ma opcji, by obiekty były sprawdzane wcześniej przez przedstawicieli drużyn czy federacji krajowych. Nie wiem, jak wyglądało to w przypadku delegatów FIVB, ale to ich zadanie. Musieli to zatwierdzić i dać zezwolenie. To jest po ich stronie. Niekoniecznie znają się na samej siatkówce i wiedzą, czego potrzeba zawodnikom - ocenia.

Jeszcze we wtorek weźmie on udział w odprawie kierowników drużyn z supervisorem z ramienia FIVB. To przy tej okazji zgłasza się różne zastrzeżenia dotyczące organizacji.

- Oni to spisują i uwzględniają w raporcie. A co dalej z tym robią, to nie mam pojęcia - przyznaje Polak.

Dodaje, że w przypadku różnych imprez międzynarodowych zwykle wychodzą na jaw różne pojedyncze niedociągnięcia i tak samo jest teraz.

- To nie jest kwestia tego, czy tu mamy lepsze, czy gorsze warunki niż gdzieś indziej. Tu problemem jest hala treningowa, w Sofii podczas turnieju fazy interkontynentalnej LN był nim hotel. Fakt, że zakładaliśmy, iż przy turnieju finałowym organizacyjnie będzie już wszystko na tip-top, ale już od pierwszego dnia okazuje się, że tak nie jest - przyznaje.

Wołkowycki zapewnia jednak, że drużyna Nikoli Grbicia nie skupia się na tego typu sprawach. - Myślimy tylko o graniu, a nie o warunkach, bo to nie o to tu chodzi - podkreśla.

A rywalizację Polacy zaczną w czwartkowy wieczór, gdy w ćwierćfinale zmierzą się z Irańczykami.

Więcej o: